Obserwatorzy

czwartek, 29 grudnia 2011

Nagroda wędruje do......!!!

W końcu udało mi się uporać z głosami w rozdaniu i wylosować zwycięzcę. Przyznam, że niestety tym razem nie miałam czasu, żeby dokładnie sprawdzić zgłoszenia, więc robiłam to wyrywkowo i nie miałam zastrzeżeń. Mam więc nadzieję, że w przypadku sprawdzenia wszystkich zgłoszeń dalej by się nic pod tym względem nie zmieniło;) Ale teraz bez zbędnego gadania... Zwyciężczynią rozdania jest:


Hatsu-hinoiri!

Zwyciężczyni serdecznie gratuluję i proszę o maila z danymi do wysyłki nagród na adres: farfallebelle@gmail.com do środy, 4 stycznia. Po upływie tego czasu w przypadku braku kontaktu wylosuję nowego zwycięzcę. Mam jednak nadzieję, że nie będzie to konieczne.


Pozostałym dziewczynom serdecznie dziękuję za udział w zabawie i życzę powodzenia w kolejnych rozdaniach:)

Catrice - New York (LE)

Ostatnio był Berlin, dziś pora na Nowy Jork. Tak więc zaczynamy;)


I znów mamy śliczną buteleczkę, fajny pędzelek, dobre krycie oraz szybkie schnięcie. Może więc pozostałe lakiery z tej limitki też się tym charakteryzowały? Jeśli tak, to firma Catrice idzie w coraz lepszym kierunku:)


New York to ładny, przykurzony niebieski lakier. Jest bardzo stonowany, a jednak ma w sobie coś, co przyciąga wzrok. Kupując go myślałam, że chyba mam już coś podobnego w swojej kolekcji, jednak nawet ta myśl nie powstrzymała mnie od zakupów. Jednak po powrocie do domu okazało się, że jednak się  nie myliłam. Jego bliskim bratem jest lakier Sally Hansen Gray by Gray. Ogólnie lakier Catrice jest gdzieś o ton ciemniejszy niż lakier SH, jednak w odpowiednim świetle różnice te są prawie niezauważalne... Poniżej wklejam więc zdjęcia ich porównania.

od lewej: SH, Catrice, SH, Catrice


wtorek, 27 grudnia 2011

Catrice - Berlin (LE)

Co prawda do Polski weszła już nowa limitowanka Catrice, jednak jej jeszcze na żywo nie widziałam i nie mogę o niej nic powiedzieć, więc postanowiłam zająć się recenzją lakierów z poprzedniej limitowanki. Z czterech dostępnych odcieni skusiłam się na dwa. Londyn odrzuciłam, bo nie lubię żółtych lakierów. Nad Sydney się wahałam, jednak stwierdziłam, że lakierów tego koloru mam aż nadmiar. Dzisiaj natomiast na tapetę idzie bliższe nam miasto, czyli Berlin;)


Szczerze powiedziawszy, to gdyby te lakiery miały inne opakowania, to nie wiem czy bym się na jakiś skusiła. Tymczasem buteleczki z nadrukowanymi charakterystycznymi budowlami poszczególnych miast, mnie urzekły. Niesamowicie przyciągają wzrok. Ich pojemność jest standardowa dla lakierów Catrice i wynosi 10 ml.  Niestandardowy jest natomiast pędzelek, gdyż jest grubszy od tych występujących w pozostałych lakierach tejże marki. Mi on bardzo przypadł do gustu i świetnie mi się nim malowało. Poza tym konsystencja jest świetna, a lakier schnie wyjątkowo szybko. Do pełnego krycia potrzeba dwóch warstw, jednak myślę, że jedna grubsza, dobrze nałożona warstwa też dałaby niezły efekt.


Berlin to taki ciemny, zgaszony róż, graniczący z czerwienią. Jest to raczej chłodny odcień, jednak myślę, że będzie pasował on do każdej karnacji. Według mnie jest bardzo eleganci i idealnie pasuje na wieczorne wyjścia;)
Przepraszam Was za moje masakrycznie suche skórki, jednak zobaczyłam to dopiero na zdjęciach. Ach, one każdą wadę uwidaczniają;)


Oficjalnie ogłaszam także, że moje rozdanie dobiegło końca. Dziękuję wszystkim, którzy wzięli w nim udział i życzę powodzenia:) Wyniki ogłoszę najpóźniej w czwartek. Mam nadzieję, że wytrzymacie do tego czasu w tej niepewności;)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Orly - Fowl Play

Przedstawiam jeden z moich świątecznych prezentów od mojego pana J. (:*), który sobie sama wybrałam i który niezwykle mi się podoba. Oto on... lakier Orly....


Zacznę od tego, że pełnowymiarowy lakier Orly ma, jak dla mnie, oszałamiającą objętość, bo aż 18 ml. Poza tym ma fajną nakrętkę, która zdecydowanie ułatwia odkręcanie lakieru. Pędzelek jest w sam raz, dobrze się nim maluje. Lakier kryje po trzech warstwach, a konsystencja odcienia, który posiadam jest dość gęsta, ale nie stanowi to problemu.


Fowl Play jest cudowny. Tak cudowny, że przez większość czasu, kiedy go miałam na pazurkach, nieustannie się w nie wpatrywałam. Co prawda nie jest tak ciemny, jak widać na zdjęciu, oraz posiada więcej fioletowych tonów (właściwie to cała jego baza jest fioletowa), jednak myślę, że jego urok zdjęcia w pełni obrazują. Ah, te flejksy oraz drobinki kolorowego brokatu. To one dają ten nieziemski efekt. Kocham ten lakier i gorąco polecam wszystkim, bo jest prześwietny!

niedziela, 25 grudnia 2011

Wesołych świąt!

źródło: Internet
Jako że nie lubię składać życzeń, będzie krótko i schematycznie, ale szczerze: wesołych, zdrowych i spokojnych świąt. No i wiadomo: góry prezentów (chociaż to życzenie jest trochę spóźnione;)).

A z okazji świąt piosenka:




Przy okazji przypominam, że jutro ostatni dzień na zgłaszanie się do mojego rozdania, do którego Was serdecznie zapraszam (klik!) :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Tag Lakieromaniaczki


Przeglądając dziś blogi natknęłam się na świetny tag na blogu Burn, do którego wszystkie Was gorąco zachęcam:) A oto pytania oraz moje odpowiedzi na nie:)


1.Ulubiona marka lakierów
Najulubieńsza to OPI. Oprócz niej na podium są Essie i lakiery od Barbry, z H&M i Catrice.
2.Lakiery brokatowe czy kremowe?
Kremowe, zdecydowanie. Chociaż do brokatowych się powoli przekonuję.
3.OPI,China Glaze czy Essie?
OPI
4.Jak często zmieniasz kolor lakieru do paznokci?
Średnio co 2-3 dni.
5.Jaki jest Twój ulubiony kolor?
Aktualnie chyba czerwony
6.Ciemne czy jasne pazurki?
I takie i takie;)
7.Co masz aktualnie na paznokciach?
OPI - San Tan-Tonio
8.Czy lubisz matowe wykończenie?
Tak
9.Czy jesteś fanką frenchu?
Nie, wręcz nie znoszę frenchu. W ogóle mi się nie podoba.
10.Ulubiony zimowy kolor?
Nie ma takiego, lubię wszystkie. No może podczas zimy troszkę faworyzuję brązy, czerwienie, fiolety i szarości;)
11.Za lakierami jakiej marki szczególnie nie przepadasz?
Color Club. Chociaż mam tylko jeden egzemplarz, więc może on jest po prostu taki felerny....
12.Czy używasz lakieru nawierzchniowego?Jaki jest Twój ulubiony?
Tak, aktualnie nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez top-coatu. Ulubionym aktualnie jest Poshe.
13.Jakiego koloru lakieru nigdy (lub prawie nigdy) nie nosisz?
Nie noszę właściwie żadnych żółci, ponieważ kompletnie mi nie pasują.
14.Czy używasz preparatów podkładowych?Jakie sprawdziły się najlepiej?
Używam. Najlepiej sprawdził się pod tym względem Nail Tek. Chociaż Orly Bonder też nie jest zły.
15.Ulubione wykończenie lakieru?
Kremowe.
16.Wzorki czy prosty,monochromatyczny manicure?
Jak zawsze; prostota. Wzorki nie są dla takiego beztalencia jak ja;)
17.Czy lubisz pękające lakiery (kraki ;) )?
Nie jestem wielką ich miłośniczką, jednak od czasu do czasu się na nie decyduję.
18.Jakie lakiery znajdują się aktualnie na Twojej wishliście?
Aktualnie... Hm... Zobaczmy. Fowl Play już do mnie leci, z czego wynika że moja wishlista chwilowo jest pusta;) Jednak podoba mi się OPI - Fly oraz kilka lakierów z kolekcji holenderskiej tejże firmy, jednak póki co za wcześnie by je umieszczać na wishliście...
19.Jaki lakier kupiłaś ostatnio?
Orly - Fowl Play, który do mnie leci. Z posiadanych fizycznie to najświeższe są Essie: Topless&Barefoot oraz Coat Azure.
20.Lubisz dostawać lakiery w prezencie czy kupować je sama?
Chyba kupować sama, jednak prezentami też nie pogardzę nigdy;)
21.Kiedy zaczęłaś malować paznokcie?
Stosunkowo niedawno, jakieś dwa lata temu. Niestety wcześniej przez kilka lat obgryzałam paznokcie, więc były one w średnim stanie. Jednak teraz po tym okropnym nałogu nie ma właściwie ani śladu:)



Jeśli także zrobiłyście ten tag, to proszę, podzielcie się ze mną linkami do niego - chętnie poczytam:)

niedziela, 18 grudnia 2011

OPI DS Series - Extravagance

Totalne urwanie głowy. W pracy i na uczelni istne szaleństwo. Na uczelni kolos na kolosie. W pracy tłumy rodziców szukających prezentów dla pociech, właściwie na ostatnią chwilę. I wieczne pytania o te same zabawki, które wyprzedały się w mgnieniu oka kilka tygodni wcześniej. Ach, święta idą. Niby taki cudowny czas nadchodzi, a ludzie zamiast się radować to są coraz bardziej źli, sfrustrowani i wiecznie popędzają się oraz krzyczą na siebie nawzajem. Ja się już nie mogę doczekać świąt? A dlaczego? A dlatego, że będę mieć więcej czasu dla Was, moje drogie:)

A tymczasem dziś chcę Wam zaprezentować lakier, który szturmem wdarł się na listę moich 10 najulubieńszych lakierów, zajmując czołowe miejsce. Oto i on. Lakier, na który polowałam dłuższy czas. Można powiedzieć, że wręcz śnił mi się po nocach...Przedstawiam OPI - Extravagance....


Zacznę może od tego, że ta seria OPI, czyli Designer Series, charakteryzuje się właśnie srebrną nakrętką. Ja tam wolę klasyczne, czarne, aczkolwiek ta mi też jakoś nie przeszkadza. Pozostałe elementy są takie same, jak u większości innych OPIków; pędzelek, schnięcie, konsystencja, krycie - żadnemu z nich nie mam nic do zarzucenia. Muszę przetestować go kiedyś także pod względem trwałości, bo wydaje mi się, że może być ona gorsza niż u innych lakierów tejże marki.

światło dzienne - słońce
światło dzienne - cień
z lampą błyskową

Co tu dużo pisać... Extravagance jest po prostu zachwycający. Właściwie to taki fiolet-róż z mnóstwem mieniących się drobinek w podobnej tonacji kolorystycznej. Nie umiem nazwać wykończenia jakie daje, jednak mogę zapewnić, że efekt jest oszałamiający:) Myślę, że udało mi się to najlepiej oddać na zdjęciu z lampą błyskową, gdyż dopiero w "najlepszym" świetle lakier ten pokazuje swoje możliwości w 100%. Po prostu bomba:)


A propos bomb... Ostatnio w sieci aptek Ziko dorwałam suchy szampon Klorane z owsem w pakiecie z mini szamponem (zwykłym, płynnym) oraz żelem za jedyne 31,50 zł. Jestem po wstępnym teście tego specyfiku i jestem zachwycona. Efekt po użyciu był niesamowity. Jednak parę słów o nim napiszę jeszcze po kilkukrotnym jego zastosowaniu.


W następnym poście myślę także, że pochwalę Wam się moimi zakupami w H&M, gdyż podczas wyprzedaży oraz "promocji Avantii" nieźle się obłowiłam i jestem niezwykle dumna z moich łowów. Swoją drogą wyprzedaże w H&M zaczęły się całkiem niezłe i sporo rzeczy mi się podobało, chociaż wiadomo: gdy już prawie że oszalałam na punkcie danej rzeczy, okazywało się, że jest ona tylko w rozmiarze 42 lub 44, czyli o kilka rozmiarów za duża... Eh, dlaczego zawsze tak właśnie się dzieje?;)

niedziela, 11 grudnia 2011

China Glaze - Poinsettia

Miałam już nie kupować lakierów China Glaze, bo średnio mi pasują, jednak... rozum swoje, a serce swoje. Do Poinsettii nie byłam do końca przekonana, jednak gdy ją tylko dostałam w swoje ręce i wypróbowałam, to przepadłam.


O aspektach wizualnych nie mam się co rozpisywać, gdyż są typowe dla tej marki. Jak i pędzelek: długi i cieńki. Lakier jest dość wodnisty, więc trzeba trochę uważać przy aplikacji. Jednak schnie błyskawicznie i ma piękny połysk.

 Poinsettia ma bardzo szkliste wykończenie i najlepiej kryje przy trzech warstwach, więc jest typowym żelkiem. Jednak według mnie dwie warstwy (tyle mam na zdjęciach) także dają radę. Jest czystą czerwienią, bez żadnych domieszek, co najlepiej widać na drugim zdjęciu. Przyrównałam ją do wszystkich czerwieni, które posiadam w swojej kolekcji i odetchnęłam z ulgą, gdyż do żadnej nie jest podobna. Jest po prostu świetna, aczkolwiek wydaje mi się, że nie każdej z nas będzie ten rodzaj czerwieni odpowiadał. Jednak mi baaardzo odpowiada:)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Wyniki jesiennego rozdania!!

Wybaczcie opóźnienie, ale poprzedni tydzień był dla mnie wyjątkowo pechowy, a zwieńczeniem tego było spalenie się mojego zasilacza do netbooka, przez co zmuszona jestem obecnie "pracować" na przestarzałym, powolnym i  mającym różne dziwne "odpały" laptopie. Jednak udało się mi zająć Waszymi zgłoszeniami i mam już wyniki losowania. Nie przedłużając, oto i one:


Wygrała:
SoBitterSoSweet

Zwyciężczyni serdecznie gratuluję i proszę o maila z danymi do wysyłki nagród na adres: farfallebelle@gmail.com do piątku, 9 grudnia. Po upływie tego czasu w przypadku braku kontaktu wylosuję nowego zwycięzcę. 


Wszystkim, którzy wzięli udział w tymże rozdaniu serdecznie dziękuję za udział w zabawie i zapraszam do mojego nowego, świątecznego rozdania (klik!)



Niedawno także dla mojego bloga nadeszła wiekopomna chwila. Mianowicie osób, które obserwują mojego bloga jest już ponad pół tysiąca. Naprawdę nigdy nie przypuszczałam, że tak wiele z Was będzie chciało czytać moje "wypociny" i oglądać moje, czasami marnej jakości, zdjęcia. Naprawdę niezmiernie się cieszę i jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, które motywuje mnie do dalszej pracy nad blogiem. Ostatnio jednak jest mnie trochę mniej niż kiedyś, ale niestety; mój kierunek studiów nie należy do najłatwiejszych i nie jest z serii tych, gdzie jest jedno kolokwium na miesiąc, a stres pojawia się tylko przed sesją. Jednak o ile moje notki nie zawsze pojawiają się regularnie, o tyle każdego z Waszych blogach regularnie czytam i jest to moje ulubione zajęcie każdego wieczora:)

Jeszcze raz dziewczyny bardzo Wam dziękuję:)


niedziela, 4 grudnia 2011

Amerykański haul, czyli moje pierwsze zakupy na iherb i transdesign....

Dzisiaj przybywam ze zdjęciami haulu oraz moją opinią o tychże sklepach. Zacznijmy może od lakierowych zakupów, czyli...

 ....czyli od sklepu transdesign.com . O sklepie tym już wcześniej czytałam sporo dobrego, jednak jakoś nigdy nie mogłam się załapać na wspólne zakupy, a samej kupić 9 lakierów, żeby się najbardziej opłacało, było mi ciężko. A dlaczego 9 lakierów się opłaca najbardziej? Bo do takiej ilości przesyłka kosztuje nas 20 dolarów. Transdesign oferuje szeroki wybór firm lakierowych, m.in. China Glaze, Essie, Orly, OPI, Color Club, Misa. Najmniej korzystnie cenowo są tam dla mnie lakiery marki Essie, gdyż kosztują 8$, więc mimo wszystko lakiery tej marki wolę zamawiać na ebayu. Inne marki mają natomiast, jak dla mnie bardzo kosztystne ceny, bo China Glaze kosztują średnio 3$, Orly są od 4$, a  OPI od 6,80$. Sam procesd zamawiania był banalnie prosty, a przesyłka dotarła do mnie w przeciągu dwóch tygodni. A teraz może o tym co zamówiłam. OPI Extravagance chodził za mną od dłuższego czasu, jednak jego ceny na ebayu nie do końca mi odpowiadały i wciąż liczyłam na to, że kupię go taniej. No i udało się. Kosztował mnie 7,25$. Skusiłam się także na pierwszy lakier firmy Misa. Jest to Dirty, Sexy, Money. Na swatchach w necie bardzo mi się podobał, na żywo w butelecze też wygląda ładnie, zobaczymy jaki będzie dawał efekt na paznokciach. Na zdjęcie załapał się też mój ebayowy zakup, czyli Essie - Shine of the Times. Powiem krótko: daje nieziemski efekt. Chociaż zarzekałam się, że na żaden lakier od China Glaze się nie skuszę, to jednak uległam. Pokusą nie do odparcia była dla mnie Poinsettia oraz olejek do skórek ze świątecznej edycji Holiday Berry. Zobaczymy, czy tym razem China Glaze mnie zadowoli;)

 Do zakupów w sklepie iherb.com też zbierałam się jakiś dłuższy czas. Właściwie to pewnie nie zdecydowałabym się na nie wcale, gdyby nie to, że bardzo chciałam zdobyć pędzle EcoTools dla Was na rozdanie. To mnie zmotywowało. To oraz przewodnik Ev o tym jak krok po kroku tam kupować (KLIK!), dzięki któremu dowiedziałam się, że moją mbankową kartą z delfinkiem mogę płacić w tymże sklepie (i nie tylko w tym), czego wcześniej nie wiedziałam. Tak więc jeśli kogoś jeszcze kuszą zakupy na iherb, a nie wie co i jak, zachęcam do zapoznania się z przewodnikiem, który stworzyła Ev. Ja ze swojej strony mogę dodać, że do wyboru jest kilka rodzajów przesyłek, w tym najtańsza (do 1800 g, bodajże) za 4 dolary, którą ja wybrałam i która dotarła do mnie także w ciągu dwóch tygodni za pośrednictem, o dziwo, InPostu. Pamiętajcie jednak, że ten rodzaj przesyłki jest przesyłką nierejestrowaną i w razie jej "zagubienia" przez Pocztę Polską mogą być kłopoty. Ja jednak nie miałam żadnych nieprzyjemnych doświadczeń z moim urzędem pocztowym jeśli chodzi o przesyłki zagraniczne, więc jestem zadowolona.
A teraz do sedna sprawy. Co zamówiłam? Przede wszystkim dwa kremy do rąk wychwalanej firmy Nubian Heritage: African Black Soap oraz Raw Shea Butter. Póki co otworzyłam tylko ten drugi i jak dla mnie ma on strasznie dziwny zapach. Taki sepcyficzny. Z czymś mi się kojarzy, ale sama nie umiem określić z czym i szczerze powiedziawszy, męczy mnie to;) Do tego skusiłam się jeszcze na mgiełkę, czy coś w tym stylu, firmy Hugo Naturals, o zapachu wanilii oraz pomarańczy, którą stosuję na włosy. Na razie krzywdy im nie robi, jednak czy tak będzie na dłuższą metę stwierdzę dopiero za jakiś czas....

Przy pierwszym zamówieniu możecie otrzymać także 5 dolarów zniżki podając specjalny kod. Nie ma co ukrywać, że osoba z kórej kodu się korzysta ma z tego jakieśtam profity. Niby marne, ale jak wiadomo grosz do grosza i będzie kokosza;) Tak więc jeśli, któraś z Was chciałaby dokonać pierwszego zakupu na iherb.com, nie mają przy tym żadnego kodu zniżkowego pod ręką, to polecam mój kod, który jest o taki:


Na zakończenie to tylko powiem, że o ile z zamówieniem samemu kosmetyków na iherbie nie ma problemów, o tyle na transdesign może być z tym problem. Dlatego też myślę, że gdy będę coś następnym razem zamawiać i będę mieć jakieś "wolne miejsca" to będę rzucać tu propozycją wspólnego zamówienia ze mną, bo myślę, że może ktoś będzie zainteresowany....


czwartek, 1 grudnia 2011

Świąteczne rozdanie!!

Ledwo co zakończyłam jedno rozdanie, a już zaczynam następne. Jednak zanim do niego przejdę to jeszcze informacja odnoście rozdania poprzedniego. Mianowicie, wybaczcie, ale wyniki ogłoszę przez weekend. Muszę posprawdzać zgłoszenia, a to mi trochę zajmie i myślę, że przez weekend się wyrobię. Mam nadzieję, że będziecie na tyle cierpliwe;)

A teraz przechodząc do sedna. Uwielbiam dawać prezenty. Jako, że są to pierwsze święta jakie przeżywa mój blog, musiałam, a raczej chciałam uczcić to rozdaniem. Oto co dla Was przygotowałam:

  • zestaw pędzli EcoTools
  • paletka Sleek PPQ Me, Myself & Eye
  • kokosowe masełko do ust The Body Shop
  • błyszczyk Essence - Trendsetter
  • Models Own - Emerald Black Beetle Juice
  • Models Own - Golden Green Beetle Juice
  • China Glaze - Glittering Garland
  • China Glaze - Champagne Bubbles
  • China Glaze -  Holly-day
  • China Glaze - Twinkle Lights

Wybaczcie, ale jakoś tak wyszło, że lakiery są w bardzo podobnej tonacji kolorystycznej. Mi się jednak kojarzą ze świętami i mam nadzieję, że Wam się spodobają:) Oczywiście wszystkie kosmetyki są nowe i sponsorowane przez mój własny portfel;)


A teraz zasady:

Warunkiem koniecznym do wzięcia udziału w tym rozdaniu jest bycie moim obserwatorem oraz podanie w komentarzu nicku pod jakim mnie obserwujesz oraz maila. Dodatkowe losy można zdobyć za:
  • notkę o moim rozdaniu (+1 los) - w komentarzu zamieść link do notki
  • dodanie mnie do blogrolla (+1 los) - w komentarzu zamieść link do bloga
  • polubienie mnie na Facebooku (+2 losy) - w komentarzu podaj swoje imię oraz pierwszą literę nazwiska
Oprócz tego osoby, które kojarzę z komentarzy w dowód mojej wdzięczności dostają automatycznie dodatkowy los.  


Wszystkie informacje, tj. nick pod jakim mnie obserwujecie i adres mailowy oraz fakultatywnie link do notki o rozdaniu oraz swojego bloga, czy dane facebookowe podajcie w jednym komentarzu pod tą notką.
Nagrodę wysyłam tylko na teren Polski.



Rozdanie trwa do 26 grudnia do godziny 23:59

 Powodzenia!:)

wtorek, 29 listopada 2011

Ostatni dzień na zgłoszenie się do rozdania:)

Jeśli któraś z Was byłaby jeszcze zainteresowana zestawem, który przygotowałam na rozdanie, to przypominam, że zgłaszać się można jedynie do końca dnia jutrzejszego:) Jeśli nie wiecie kompletnie o co chodzi, a chcecie wiedzieć, polecam kliknąć tutaj:)

A tymczasem zdradzę Wam, że nagrodą w następnym rozdaniu będzie na pewno paletka Sleek PPQ Me, Myself & Eye, także trzymajcie rękę na pulsie;)

sobota, 26 listopada 2011

Miyo - Tropicana

Wyobraźcie sobie, że właśnie teraz się zorientowałam, że moje dwa lakiery firmy Miyo, gdzie jeden jest z pachnącej, limitowanej edycji, a drugi ze standardowej oferty, mają taką samą nazwę. Trochę się zdziwiłam. Jakby nie mogli jakiejś innej nazwy w sumie wymyślić.... No ale przechodząc do sedna.. Dziś zaprezentuję Wam standardową, nie pachnącą Tropicanę.


Buteleczka jest mała, zgrabna, mieści 8 ml. Pędzelek jest dość krótki, przeciętnej grubości, jednak dobrze się nim mauje. Konsystencja jest trochę wodnista, przez co może troszkę zalewać skórki. Poza tym wykończenie jest chyba w stylu "jelly", bo przy trzech warstwach wciąż widać linię paznokcia, co mnie zawsze bardzo drażni.


 Tropicana to żywy pomarańcz z nutami czerwieni. Idealnie pasuje mi do spódnicy z H&M, którą Wam kiedyś tu pokazywałam. Nie jest to "mój" kolor, jednak nie żałuję zakupu, bo takiego odcienia w mojej kolekcji nie posiadam:)

Models Own - Pinky Brown + limitkowe zakupy

Pod ostatnią notką część z Was wyraziła zainteresowanie lakierami, które zamówiłam. Póki co mogę Wam zaprezentować jeden z nich, który zresztą mnie najbardziej fascynował. Przyznam się Wam, że pół roku temu uznałabym go za strasznego brzydala, a dziś jestem nim oczarowana:)


Pinky Brown to mój drugi lakier od firmy Models Own, jednak jest on zupełnie różny od Nude Beige tejże firmy, którego też posiadam. Przede wszystkim ma bardzo wodnistą konsystencję, przez co do porządnego krycia potrzebne są trzy warstwy, co jednak nie jest złym wynikiem. Bardzo dobrze się go aplikuje, pędzelek jest odpowiednio dobrany, nie sprawia żadnych problemów. Buteleczka jest skromna, zgrabna, z przeźroczystą naklejką z nazwą na spodzie. Póki co nie zdażyło mi się też, aby nakrętka oddzielała się od pędzelka, co nagminnie przytrafia mi się w wypadku koloru Nude Beige. Lakier ten kupiłam na www.asos.com za 5 funtów, jednak w kompletach z innymi odcieniami z kolekcji Beetlejuice wychodzi taniej. Ponarzekam Wam jednak na pakowanie takich bądź co bądź kruchych przedmiotów, jak właśnie lakiery do paznokci, przez tenże sklep. Mój lakier właściwie nie był niczym zabezpieczony. Był włożony jedynie do kartonika i w takim stanie "walał się" po całej paczce. Szczęśliwie dotarł jednak w całości, co przy działalności Poczty Polskiej jest nie lada wyczynem;)



Pinky Brown, to jak sama nazwa wskazuje piękny, brązowo-różowy duochrom. Najczęściej widoczny jest tu kolor różowy, a brąz uwidacznia się jedynie pod odpowiednim kątem padania światła, co mi się niezwykle podoba. Jest to mój pierwszy lakier tego typu i coś czuję, że na jedynym się nie skończy. Efekt jest niesamowity. Najchętniej skusiłabym się jeszcze na odcień Purple Blue, jednak nie jestem do niego aż tak bardo przekonana, jak byłam od samego początku do Pinky Brown.. Z nim to było tak, że jak już zobaczyłam zdjęcia promocyjne kolekcji Beetlejuice, wiedziałam, że musi być mój:) Właściwie to cała kolekcja wydała mi się na tyle atrakcyjna, że na rozdanie, dla Was, także kupiłam co nieco właśnie z niej i mam nadzieję, że kolory Wam się spodobają:)


Znów nastał limitkowy szał. Do Natur weszły dwie jakże ciekawe limitowanki. Jedna firmy Essence: Vampire's Love, druga od Catrice: Big City Life. Oto, na co ja się z nich skusiłam:

Z propozycji Essence w oko początkowo wpadł mi tylko jeden lakier do paznokci, jednak stwierdziłam, że nie jest on na tyle powalający, aby go kupic. Jednak później coraz więcej blogowiczek wspominało o limitce i coraz więcej zachwalało róż do policzków w żelu z tejże oferty. Tej pokusie już nie mogłam ulec i stwierdziłam, że muszę sama spróbować tego "bajeru".
Natomiast jeśli chodzi o limitkę Catrice to szczerze mówiąc chciałam wszystko oprócz Londynu. Jednak, gdy tylko kolekcja ta się pojawiła, cena paletki z cieniami mnie lekko przystopowała. Gdy je jeszcze pomacałam w drogerii stwierdziłam, że jednak w ogóle mi się ona nie podoba. W oko wpadły mi natomiast wszystkie lakiery oprócz Londynu, jednak Sydney wyeliminowałam stwierdzając, że mam już chyba z 10 podobnych mu lakierów. Tak więc ostatecznie skusiłam się na Berlin i New York i mam nadzieję, że na paznokciach będą równie ładne, jak w buteleczce... Swoją drogą to podobała mi się mina niezrozumienia i zakłopotania mojego pana J, gdy pewnego dnia ni z gruchy ni z pietruchy oznajmiłam mu, że kupiłam sobie Berlin i Nowy Jork;)



A czy Wy "oszalałyście" na punkcie tych limitek? W ogóle czy w Waszych miejscowościach limitowanki Essence i Catrice znikają w błyskawicznym tempie? Szczerze mówiąc, zawsze mnie zadziwia to w jakim tempie takie edycje znikają np. w Krakowie, gdyż w moim mieście limitowanki potrafią leżeć kilka dni nietknięte i ogólnie widać mniejsze nimi zainteresowanie. Cóż, widocznie w moim mieście niewiele osób przegląda kosmetyczne blogi;)

poniedziałek, 21 listopada 2011

H&M - Rust

Dziś znów chcę Wam pokazać lakier z popularnej sieciówki, jaką jest H&M. Akurat ten nabytek nie był planowany, jednak niezmiernie się cieszę, że wpadł mi w ręce. Tym bardziej, że kosztował bodajże koło 5 zł, co jest właściwie ceną adekwatną do jego pojemności.


Buteleczka jest tak malutka, że aż nie mogę uwierzyć w to, że mieści w sobie aż 7 ml. No ale skoro tak twierdzą producenci, to nie będę tego podważać;) Przyznam, że spodziewałam się malutkiego, wąskiego pędzelka, jednak na szczęście nie jest tak źle i pędzelek jest dość długi oraz szeroki. Konsystencja jest ok, lakier szybko wysycha. No, nie przyczepię się niczego właściwie;)

Wybaczcie mi moje skórki - temperatura im nie służy...
Rust, czyli rdza... Tak, nazwa lakieru już wiele mówi o jego kolorze.To taki przybrudzony pomarańcz. No, jak rdza;) Mi jednak kojarzy się on głównie ze złotą, polską jesienią oraz tego właśnie koloru liśćmi dookoła. Co tu dużo pisać... Po prostu: typowo jesienny kolor.


Muszę się pochwalić. Po raz pierwszy zrobiłam dziś zakupy na transdesign:) O dziwo, poszło mi w miarę sprawnie, chociaż mogłam zamówić tylko 8 lakierów, aby przesyłka wyniosła mnie 20 dolarów. Jednak nie narzekam, a wręcz jestem bardzo zadowolona. Tym oto sposobem czekam aż przybędzie do mnie łącznie 12 lakierów. W sekrecie zdradzę Wam także, że wśród tej dwunastki jest także co nieco dla Was. I to nawet całkiem spore co nieco;)

sobota, 19 listopada 2011

H&m - Moody Model

Nie przypuszczałabym, że kiedykolwiek tak polubię lakiery z H&M, a jednak... stało się. Oto więc przedstawiam kolejny nabytek z tejże sieciówki.


Opakowanie standardowe, pędzelek także. Dwie warstwy pozwalają osiągnąć pełne krycie. Schnie błyskawicznie. Ogónlnie, jak już wspominałam, wg mnie lakiery tejże marki są całkiem niezłej jakości, a ten odcień wcale nie odbiega od standardów firmy;)


 Moody Model ma świetny kolor. To taki morski odcień, w którym dominuje błękit, a zieleń jest pewnego rodzaju bazą pod niego.Jest niezwykle stonowany i elegancki. Co tu dużo gadać... Po prostu Moody Model to bardzo dobry lakier za znośną cenę (15 zł) :)

środa, 16 listopada 2011

Golden Rose Matte Velvet nr 109

Lakier Golden Rose, który dziś pokażę pochodzi  z jednej z ich najnowszych kolekcji lakierowych. Według mnie wszystkie lakiery o tymże wykończeniu są świetne, jednak ja musiałam zdecydować się tylko na jeden. Także, jeśli tylko macie możliwość to polecam przyjrzenie się lakierom z serii Matte Velvet z bliska:)


Naprawdę podoba mi się buteleczka. Zwłaszcza to zmatowione szkło. Sam kształt oraz pojemność też mi odpowiada. Szkoda tylko, że zakrętka jest taka długa, przez co jest troszkę nieporęczna. Pędzelek jest dość wąski, konsystencja w sam raz, dwie warstwy dają świetne krycie. Szkoda tylko, że owe dwie warstwy dość długo schną. Chociaż to jestem w stanie mu wybaczyć, a innych zarzutów wobec niego nie mam;)


Wykończenie lakieru jest półmatowe-satynowe. Zresztą... patrząc na te drobinki zanurzone w bazie, to właśnie z satyną mi się kojarzy. Numer 109 to dla mnie grafit z domieszką niebieskości, która najlepiej widoczna jest w pełnym słońcu (o które teraz trudno, niestety). Bardzo ciekawy odcień. Właściwie to chyba jeszcze nie spotkałam lakieru, który dawałby podobny efekt. Ode mnie więc składam pochwałę dla Golden Rose, za tą według mnie, niezwykle udaną serię.

sobota, 12 listopada 2011

Jesienne rozdanie!

 Jakiś czas temu pytałam Was o opinię na temat rozdania z kosmetykami, które tylko przetestowałam raz i od tego czasu ich nie używam. Jako, że większość opowiedziała się za, ogłaszam rozdanie:)


A oto nagroda:



  • paletka e.l.f. Natural Eye Edition - kupiłam już ze zniszczonym jednym cieniem i nie wiedziałam jak go odratować. Reszta cieni jest ok. Właściwie nowa, nie używana.
  • korektor Pixie Cosmetics 05-jasnobeżowy - użyty kilka razy
  • żelowy eyeliner od Essence 01 - Midnight in Paris - dziabnięty raz lub dwa razy 
  • pędzelek Catrice do robienia kresek - nowy
  • Sally Hansen - Cafe Au Lait
  • Classics nr 112
  • Jumpy nr 172
  • Golden Rose nr 266
  • Virtual - London Fog
  • Safari nr 8
Jeśli chodzi o lakiery to właściwie są one tylko przetestowane na jednej ręce, a niektóre wręcz na jednym paznokciu, więc nie widać w nich jakiegokolwiek ubytku.


 A teraz zasady:


Warunkiem koniecznym do wzięcia udziału w tym rozdaniu jest bycie moim obserwatorem oraz podanie w komentarzu nicku pod jakim mnie obserwujesz oraz maila. Dodatkowe losy można zdobyć za:

  • notkę o moim rozdaniu (+1 los) - w komentarzu zamieść link do notki
  • dodanie mnie do blogrolla (+1 los) - w komentarzu zamieść link do bloga
  • polubienie mnie na Facebooku (+2 losy) - w komentarzu podaj swoje imię oraz pierwszą literę nazwiska
  
Wszystkie informacje, tj. nick pod jakim mnie obserwujecie i adres mailowy oraz fakultatywnie link do notki o rozdaniu oraz swojego bloga, czy dane facebookowe podajcie w jednym komentarzu pod tą notką.
Nagrodę wysyłam tylko na teren Polski.




Rozdanie trwa do 30 listopada do godziny 23:59


Powodzenia!:)