Obserwatorzy

sobota, 9 kwietnia 2011

Balsamy do ust marki Lush - porównanie

Dzisiaj przybywam z recenzją troszkę inną tematycznie, a mianowicie trzech balsamów do ust od Lush'a. Myślę, że marki za bardzo przedstawiać nie trzeba, gdyż większośc osób o niej słyszało. Wspomnę może tyle, że są one wytwarzane ręcznie, wszystkie produkty są wegetariańskie i zawierają ponad 90% naturalnych składników. W dodatku (za co naprawdę ogromny plus, bo o ile mogę, zwracam na to uwagę) nie testują swoich kosmetyków na zwierzętach. Przyznaję, że te aspekty głównie sprawiły, że zakupiłam trzy balsamy do ust z tej firmy: Double Choc, It Started with a Kiss i Snow Fairy.



Chociaż balsamy do ust w takich opakowaniach są mało higieniczne, tu jednak bardzo mi się owa "puszeczka" podoba. Każda z nich ma od spodu etykietę, gdzie ma podaną datę produkcji, datę ważności oraz skład (w którym na zielono zaznaczone są naturalne składniki). Na dwóch balsamach z mojej kolekcji zaznaczone jest także, że są odpowiednie dla wegan.



Balsam It Started with a Kiss ma, wg mnie najlepszą konsystencję z wszystkich trzech,a przynajmniej mi się go najlepiej nakłada. Jest dość miękki, jednak tworzy grudki. Powiem szczerze że na ustach nie są one tak bardzo widocznie, jednak jego konsystencja sprawia, że usta są szorstkie tuż po jego nałożeniu i przez czas, jaki utrzymuje się na ustach. Przy okazji, muszę wspomnieć, że barwi je na intensywną czerwień, niczym pomadka, więc nakładanie go na usta bez lusterka może się źle skończyć;) Ma piękny zapach - jabłko z cynamonem - który ewidentnie kojarzy mi się ze świętami.
Dla przykładu wkleję jego skład, jakby ktoś był zainteresowany. Jego interpretacją się nie zajmę, gdyż się na tym po prostu nie znam. Uwzględnię jednak kolorem zielonym naturalne składniki:
Extra Virgin Coconut Oil (Cocos Nucifera), Fresh Red Apple Infusion (Pyrus Malus), Japan Wax (Rhus Succedanea), Shea Butter (Butyrospermum Parkii), Icing Sugar, Carnauba Wax, Flavour, White Chocolate, Organic Rose Hip Oil (Rosa Canina), Glycerine, Vanilla Absolute (Vanilla Planifolia), Sweet Wild Orange Oil (Citrus Sinensis), Cinnamon Leaf Oil (Cinnamomum Zeylanicum), Red Currants (Ribes Rubrum), Titanium Dioxide, *Cinnamyl Alcohol, *Cinnamal, *Citral, *Eugenol, *Benzyl Benzoate, *Limonene, *Linalool, Colour 45370, Colour 45410, Colour 77491, Colour 15850, Methylparaben.



Snow fairy jest moim ulubionym balsamem z tej trójki. Konsystencję ma troszkę bardziej toporną od It Started with a Kiss, jednak i tak dośc dobrze się go nabiera. Oczywiście, podobnie jak poprzednik, jest grudkowaty, niestety. Pięknie pachnie gumą balonową. Chociaż w opakowaniu ma kolor intensywnego różu, to jednak na ustach, jest praktycznie niezauważalny.
Wydaje mi się także, że nie jest aż tak szorstki po nałożeniu na usta, jak poprzednik, ale może to jakieś moje.. złudzenie...



I oto dochodzę do momentu, w którym przedstawiam balsam, który jestem w stanie używać tylko na noc i który, jak widać, jest używany najrzadziej. Dlaczego? A dlatego, że nie dość że jest strasznie twardy (co bym mogła przeboleć), ma gorzki posmak (a wiadomo, że balsam się chcąc nie chcąc, zjada czasami), to w dodatku, co jest najgorsze, barwi usta na brązowo. W moim wypadku to wygląda okropnie, zwłaszcza że jestem blondynką, przez co wyglądam, co tu dużo mówić, wg mnie tandetnie. Nie wspominając już o tym, że efekt ten kojarzy mi się z czymś brązowym, co nie jest wcale czekoladą;) Jedynie za jego plus mogę uznać zapach. Tak, pachnie bosko, wiadomo czym - czekoladą.


Na koniec wrzucam jeszcze ich swatche na ręce. Na ręce, gdyż ust nie mam zbyt reprezentatywnych (aczkolwiek ręka też wcale taka nie jest;))

Od góry: Snow Fairy, Double Choc i It Started with a Kiss

Czy je polecam? Raczej nie.
Czy bym je jeszcze kiedyś kupiła? Może jeden, pewnie Snow Fairy, ale byłby to raczej rodzaj sentymentu...
Czy są wydajne? Oj są.. niestety (odnosi się to do Double Choc) ich końca nie widać.
A jak z nawilżaniem? Cóż.. nie odczułam jakiś spektakularnych efektów, jednak przyznam, że po ich zastosowaniu usta są jakieś takie wygładzone i bardziej miękkie.
Waga? 10 g
Cena? około 5£ (ja dałam jakieś 10-15 zł)


PS. Jestem zdziwiona trwałością China Glaze na moich paznokciach. Trzyma się już trzeci dzień bez odprysków. Nawet końcówki nie są starte, co mnie najbardziej zdumiewa. Oj, chyba się polubię z tą firmą:)

3 komentarze:

  1. Mi It Started with a Kiss :) u mnie nie ma Lusha :(
    wg jadłam piernik jak to czytałam i przy:
    "Nie wspominając już o tym, że efekt ten kojarzy mi się z czymś brązowym, co nie jest wcale czekoladą;)"
    to tak się zaczęłam śmiać, że się zakrztusiłam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, to muszę chyba jakoś ostrzegać, jak rzucam jakimś tekstem, żeby potem nie mieć kogoś na sumieniu;):D
    A co do Lusha to też nie mam go nigdzie pod ręką, z tego co wiem to w Polsce go nie uświadczysz.. Dlatego, jak większość rzeczy, kupiłam go na allegro:)

    OdpowiedzUsuń