Obserwatorzy

środa, 27 kwietnia 2011

Taka moja dygresja...

Aparatu rodziców póki co nie udało mi się dorwać, więc zdjęć żadnych nie zamieszczam. Może uda mi się to w najbliższym czasie zmienić.
Wybaczcie, ale żadnych życzeń świątecznych nie umieszczałam tutaj, gdyż nienawidzę składać życzeń ( i kiedy mi są składane). Po prostu nie umiem tego robić. Poza tym ludzie z którymi miałam styczność w święta byli jacyś jeszcze gorsi niż na codzień...
Niesamowicie podłamana byłam, gdy jechałam autobusem w niedzielę (24 kwietnia) i na jednym przystanku pan kierowca się zatrzymał, bo czekał na zmiennika, który miał wsiąść za niego. Oczywiście pana nie było i czekaliśmy 5 minut (maksymalnie) na przystanku aż pan się pojawi. Oczywiście już pewne bardzo "miłe" panie (które sądząc po eleganckim ubraniu i miejscu w którym wsiadały, wracały prosto z kościoła) musiały przez ten czas  wszcząć raban. "Bo czemu on nie jedzie? Ja się śpieszę, nie mam czasu na czekanie" itd. Panie wielce oburzona. Panie, które nie mają czasu, chociaż nie muszą w ten dzień pracować, jak ów biedny kierowca. No ale cóż.. one nie mają czasu. Jak w święta nie mają czasu, to ja nie wiem, jak one się czasowo wyrabiają na codzień. Po prostu brak słów. 


A przed świętami w markecie wpychanie się przed człowieka, wjeżdżanie człowiekowi wózkiem w tyłek (jak to mnie niesamowicie denerwuje!), bitwy o miejsce parkingowe (bo przecież trzeba stanąć jak najbliżej wejścia - inaczej nam korona z głowy spadnie) oraz ludzie jacyś tacy bardziej sfustrowani (czyżby to wina świątecznych porządków?).
Chyba jeszcze nigdy o tym nie wspominałam, więc teraz o tym napiszę. Nie znoszę zakupów. A raczej: nie znoszę ludzi na zakupach. Ogólnie, cóż, nie przepadam za ludźmi. Możliwe, że wynika to z tego, że miałam z nimi jakiś czas styczność stojąc po drugiej stronie kasy (lady?). Przekonałam się jacy niektórzy są chamscy i niewychowani. Jak się uważają za dużo lepszych od innych (co mnie najbardziej śmieszyło). Jak myślą, że pieniądze to wszystko. Jak współczują Ci, chociaż tak naprawdę nie mają czego. Tak, to mnie najbardziej śmieszyło, bo byłam zadowolona z życia a oni myśleli, że ja jestem nieszczęśliwa, sfrustrowana. Cóż.. widocznie mierzyli mnie swoją miarą;)
Od tego czasu zdecydowanie zmieniło się moje nastawienie. Nie rozumiem więc ludzi, którzy krzyczą na kasjerkę, że czemu ich karta nie przechodzi, chociaż nie jest to jej winą. Nie rozumiem dlaczego niektórym nie chce się nawet odnieść na miejsce tacy z KFC po skończeniu posiłku. Nie rozumiem jak można zostawić w przymierzalni stertę ubrań, nie wieszając ich nawet na wieszaku, nie mówiąc o odłożeniu na właściwe miejsce. Nie rozumiem wielu zachowań i nigdy nie zrozumiem.
Dlatego też tak uwielbiam zakupy przez internet. Zwłaszcza, że nigdy żadna paczka mi nie zaginęła (i oby tak zostało!), mam lekką obsesję na punkcie "niemacanych" rzeczy (a zakupy internetowe dają mi przynajmniej takie złudzenie "niemacania", bo wiadomo, że nigdy niczego nie można być pewnym), a mój listonosz jest naprawdę bardzo miły i nigdy nie miałam z nim problemów jakichś. Podobnie zresztą jest z paniami na poczcie. Jak widać więc odbieranie przesyłek jest dla mnie czystą przyjemnością:)



To teraz taka bardziej kosmetyczna część dygresji:)
W końcu i do mojego miasta doszły nowości z Essence. Oczywiście czarnego lakieru pękającego już nie było, gdy to odkryłam. Pudrów z Blossoms etc. także brak (aczkolwiek te mnie nie interesowały). Poza tym cała limitowanka była, jednak nic nie chwyciło mnie za serce. Z serii Colour&Go widziałam parę fajnych kolorów, ale mi się źle nakłada te lakiery, więc nic mnie nie kusiło.

W Rossmannie natomiast znalazłam nowe kolory lakierów Lovely Crystal Strength. Moje serce podbił jeden ciemnoniebieski kolor oraz zielony w stylu OPI Who The Shrek Are You, którego mam miniaturkę, więc wiadomo.. lepiej mieć podobny kolor już na zapas bo jeszcze się z takim nie spotkałam. 
Znalazłam też aptekę, w której mają odżywki Biovax oraz maseczki i inne takie firmy Himalaya.. Źle się stało, że ją znalazłam, oj, źle.. Zapewne po jakimkolwiek zastrzyku gotówki będzie można mnie tam znaleźć;)
W dalszym ciągu czekam też na wszystkie moje zakupy ebay'owe i asos'owe. Przyznam, że się niecierpliwię....
Porobiłam też sobie cudowną listę z planowanymi wydatkami w przyszłym tygodniu. Mam zamiar się jej trzymać i kupować tylko rzeczy z tej listy. Zobaczymy jak mi to wyjdzie...;)



Ah i tak zupełnie na koniec: "załamałam się" dziś, bo mój chłopak waży mniej ode mnie. Co prawda to tylko 3 kg, ale jednak. Dlatego więc postanawiam zrzucić 5 kg, co z moim zamiłowaniem do słodyczy będzie nie lada wyzwaniem....


Się dziś rozpisałam. Przepraszam, nie myślałam, że to aż takie długie wyjdzie. Myślę jednak, że to jedyna taka notka, która się tu pojawi, więc to biorę na usprawiedliwienie tego długaśnego wpisu:)

7 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie poczytać czasem takie notki od serca, bo odnajduje się w nich samych siebie - ja przynajmniej odnalazłam :-)

    Co do sklepów, zakupów - żeby się nie rozgadywać - też przestałam lubić. Na Internecie mogę wybierać, przebierać, itd. w sklepie wkurza mnie ciągła obserwacja (np. zmorą są drogerie) czy nie ukradnę tuszu za 15 zł... już raz miałam starcie z ekspedientką w R., powiedziałam jej nawet, żeby się z ochroniarzem zamieniła, bo to jest chyba jej powołanie.
    O zawodzie sprzedawcy (zarówno ciuchowego jak i drogeryjnego) mam trochę pojęcie, bo pracowałam zarówno w dużej sieciówce odzieżowej jak i Naturze. Jakoś nie przypominam sobie, żebym stała nad każdą klientką i odnotowywała jej każdy ruch czy wzięcie kosmetyku w dłonie, grrrr... za to nie cierpię drogerii...

    Co do ludzi - w święta są chyba najnieznośniejszymi istotami na ziemi...
    Wtedy omijam sklepy szerokim łukiem i zakupy robię, gdy jest jeszcze kilka dni przed i nie ma wielkiego ruchu.

    Essence idę oblukać jutro, sprawdzę czy limitka Blossom jest już. Puder również mnie nie kusi (myślałam, że może rozświetla, ale jednak nie). Lakierów mam tyle, że przeszłam na tymczasowy odwyk.
    C&G były moim ostatnim zakupem, pokazywałam u siebie 4 nowości. Żółty Mellow Yellow to mega niewypał, tak się ciągnie, nie zastyga - porażka! Teraz pomalowałam pazury kakowym - The only chance - mam wrażenie, że to ostatnia szansa C&G na uratowanie honoru tej lakierowej linii... na razie mu się udaje, bo konsystencja jest ok i nawet zaschnął.

    Powodzenia w zrzucaniu :-) Ja wkrótce również zbliżę się do mojego mężą wagowo, za dużo lenistwa :D

    (sorry za to rozpisanie :D)

    p.s. chciałam dopisać jeszcze, że kupiłam miętowy lakier Jumpy, który u Ciebie podejrzałam, jest super! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. @Idalia: Ależ ja się bardzo cieszę, że się rozpisałaś i że ktoś myśli podobnie do mnie (bo już myślałam, że jestem jakimś ufoludem;)). Właśnie z C&G to The only chance mnie najbardziej przyciągnął, ale mam niemiłe doświadczenia z nimi. Chociaż tak na nie psioczę a w maju pewnie się jednak na jakiś skuszę:P
    Co do ochroniarzy, to gdy ja pracowałam w sklepie to mieliśmy ochroniarza, który w każdym widział złodzieja i się ciągle chwalił "ha, chciał/a coś ukraśc, ale się mnie wystraszył/a". Robił z siebie bohatera, a prawda jest taka, że bardziej zajmował się zagadywaniem nas niż obserwowaniem sklepu, więc kradzieże wciąż były.
    Jeśli zaś chodzi o moje starcia z ochroniarzami to od pewnego czasu nienawidzę chodzić do jednego z H&M w moim mieście. Jeden z ochroniarzy zawsze gdy tam wejdę to bezczelnie, ale to tak na chama, się na mnie gapi. Łazi za mną też krok w krok. Ostatnio, jako że ten H&M jest dwupoziomowy, weszłam na dział męski (który znajduje się na górze) i zjechałam schodami na dział damski. Wyobraź sobie, że ochroniarz specjalnie za mną zjechał na dół i przeszedł cały H&M. Byłam w szoku. Od tego czasu już tam nie wchodzę, bo się źle tam czuję, chociaż swego czasu tam sporo kupowałam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci że bardzo przyjemnie się czyta Twoje dygresje :) czekam aż będziesz mogła robić fotki, bo jestem ciekawa kolejnych lakierów :) Ja na całe szczęście ostatnio tez mam dobrze z pocztą i paczki już mam na drugi dzień co kiedyś graniczyło z cudem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie lubię lakierów C&G i chyba więcej już nie kupię.
    Ja uwielbiam sklepy przed Bożym Narodzeniem. Ten cały harmider itp., dekoracje świąteczne, obserwowanie ludzi jak latają i się śpieszą, i nawet stanie w wielkich kolejkach :)
    Wielkanocy tak nie odczuwam, traktuję to raczej jako przerwę w szkole.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Lady In Purplee: Aj, dziękuję, aż mi głupio, gdy czytam takie pochwały:) A do obfotografowania będzie sporo, bo dziś przyszły mi trzy lakiery z mojej wishlisty: Orly Ancient Jade i Silk Sapphire (obydwa miniaturki na początek) oraz Models Own - Nude Beige (też ta firma po raz pierwszy). Jako że jestem nimi wszystkimi zachwycona nie mogę się doczekać kiedy je obfotografuję:)

    @tusia13pl: Samego Bożego Narodzenia otoczkę i atmosferę uwielbiam, więc wtedy tak nie narzekam na ludzi, chociaż wiem, że też są pewnie okropni, to jednak jakoś łatwiej mi ich znieść;)

    OdpowiedzUsuń
  6. farfallebelle, powiem Ci że z tymi ochroniarzami to ja mam podobnie, ale w Tesco (na dodatek w tym Tesco, które jest dwa kroki od mojego domu i siłą rzeczy chodze tam na zakupy jedzeniowe...). Tylko, że w tym przypadku nie wiem, czy on myśli że coś ukradnę czy ma inne zamiary (zdarzają się dziwne uśmieszki i podchody... normalnie żenada), najśmieszniejsze, że jak wchodzę do sklepu z mężem to nawet kroku za mną nie zrobi...

    Dziwni są ci ochroniarze...

    A co do H&M to przeżyłaś masakrę! ja chyba bym się odwróciła i ostentacyjnie zatrzymała :D ciekawe, co by zrobił :D Ty nie odwiedzasz H&M a ja Rossmanna, pisałam Ci o tej wariatce - ekspedientce... od tamtej pory omijam szerokim łukiem...babka ma manię sprawdzania, czy to co trzymasz w rękach to NA PEWNO TESTER, raz mi niemal wyrwała z dłoni tusz, gdy przyłożyłam do oka szczoteczkę, by ocenić jej wielkość... szkoda gadać...

    OdpowiedzUsuń
  7. Tobie prawie wyrwała z ręki, a gdy ktoś narusza nietestery, pełnowartościowe produkty to udają że nie widzą i nie reagują, a potem się ma.. upalcowany i próbowany(w najlepszym wypadku) kosmetyk;/ Nie rozumiem takiego podejścia właśnie tych pań w drogeriach czasami...
    Co do ochroniarza w moim H&M to obstawiam, że gdybym tak zrobiła jak mówisz to by się nawet nie speszył tylko głupio patrzył dalej. Zresztą.. gdy byłam tam kilka razy z chłopakiem to tak właśnie było. Pamiętam, jak przeglądałam spodnie leżące na stole, bo szukałam rozmiaru i mój chłopak mi pomagał, bo nie chciałam im całego porządku na stole burzyć, a wtedy nagle zobaczyliśmy jakiś cień koło nas. A to oczywiście ten ochroniarz bez skrępowania stał nad nami i się patrzył nam na ręce. Oczywiście "wisiał" nad naszymi głowami dopóki nie poszliśmy do przymierzalni. To też było naprawdę dziwne.
    A ochroniarze owszem, są dziwni. Niektórzy to nawet bardzo. A ten "Twój" z tesco, to wg mnie do Ciebie próbuje podbić, zwłaszcza, że jak z mężem wchodzisz to nie podchodzi;) No cóż.. ten "mój" z H&M to jak opisywałam łaził za mną niezależnie od tego czy byłam sama czy nie...

    Najbardziej mnie jednak zawsze śmieszy ich tok rozumowania. Czy tacy ochroniarze myślą, że złodzieje przychodzą tylko wtedy, kiedy oni mają zmiany? Przecież to jest nielogiczne.. Wiadomo przecież, że jak ktoś notorycznie kradnie to wie, kiedy ochrona jest, a kiedy nie i przychodzi kiedy jej nie ma, a pracownicy są zajęci swoimi sprawami.
    No ale wiadomo.. pan ochroniarz myśli, że złodzieje to czekają tylko na niego.. Eh, brak słów na takich i tyle..

    OdpowiedzUsuń