Obserwatorzy

czwartek, 9 czerwca 2011

NOTD: Barry M - Cobalt Blue + Special Effects

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do pękających lakierów. Jednak stało się - uległam modzie i zdecydowałam, że kupię jeden na spróbowanie.


Jak widać zdecydowałam się na pękacza firmy Barry M. Początkowo miał to być lakier pękający od Essence, jednak początkowo nie mogłam go znaleźć w żadnej Naturze, a w końcu stwierdziłam, że w porównaniu do innych tego typu lakierów, pęka niezbyt fajnie, więc poszukiwań zaprzestałam. Jednak dlaczego Barry M, a nie moje ulubione OPI czy China Glaze? A dlatego, że pękacze OPI są dość drogie, a nie chciałam wydawać jakichś wielkich sum na lakier, który miał szansę zostać raz przetestowanym i pozostać nietkniętym przez lata. China Glaze natomiast odpadło ze względów estetycznych - efekt pękania mniej mi się w ich wypadku podobał niż u Barry M. Tak więc wygrał pękacz Barry M, do którego domówiłam sobie jeszcze dwa dodatkowe lakiery (Cobalt Blue dla mnie i Dusky Mauve na rozdanie). Gdyby ktoś był zainteresowany, to zamawiałam go na stronie asos.com, gdzie wysyłka do Polski niezależnie od wartości zamówienia jest darmowa, a lakier ten kosztuje 4 funty.
No to teraz przejdźmy do konkretów. Pierwszą rzeczą która mnie zdziwiła była szybkość wysychania tego lakieru i tworzenia pęknięć na paznokciu. Cóż, powiem tylko, że w tym wypadku nie można się ani przez moment zawahać, gdyż lakier naprawdę szybko zaczyna się rozdzielać. Następnie zdziwił mnie (właściwie nie wiem dlaczego) fakt, że lakier ten po popękaniu jest matowy i jego kolor jest lekko "wyblakły". Dlatego też pokrycie go warstwą top coatu jest raczej niezbędne, aby utrzymał się on przez dłuższy czas. Mnie osobiście odrobinę denerwowało to, że nie jest się w stanie otrzymać idealnie równej powierzchni, ale wiem, że dla wielu osób to nie ma większego znaczenia. Sam efekt spękania natomiast niezwykle mi się podoba. Tak, podoba mi się, ale nie pasuje to do mnie. Dlatego też będzie to raczej mój pierwszy a zarazem ostatni tego typu lakier. Źle się czułam mając go na paznokciach, gdyż wg mnie, niesamowicie przyciąga wzrok, a ja nie lubię na codzień wzbudzać nadmiernego zainteresowania;)

Tak poza tym, to odkryłam, że takie pękające wzorki niezmiennie kojarzą mi się z kreskówką o Flinstonach i nic nie jestem w stanie na to poradzić.


PS. O lakierze Cobalt Blue będzie osobna notka, gdyż chcę go pokazać dokładniej, ponieważ kolor jest naprawdę bardzo ładny. Przypomina mi Dating Royal OPI, który swojego czasu był moim wielkim marzeniem:)

6 komentarzy:

  1. kurczę, chyba też się w końcu skuszę na pękacza ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne połączenie z niebieskim :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobaltowy lakier jest piekny :) ale cos pekacze mnie nie kusza - na szczescie dla portfela;)

    OdpowiedzUsuń
  4. @kotwilka: Raz się skusić z czystej ciekawości, zawsze warto;) Ja już przynajmniej wiem, że mi nie pasują na sobie takie efekty;)

    @Lady In Purplee, Smieti, Chanel: Dziękuję Wam bardzo za miłe słowa:*

    @pierniczkowa: Też mnie pękacze nie kusiły, ale stwierdziłam, że czasami mógłby mi się przydać i e warto spróbować. Jednak nie "zaiskrzyło" i mój portfel może być odrobinę spokojniejszy;)

    OdpowiedzUsuń