Obserwatorzy

czwartek, 23 czerwca 2011

NOTD: MAC - Blue India

Dzisiaj przedstawiam mój ulubiony lakier. Lakier, który nie chcę by kiedykolwiek się skończył, gdyż kiedy to nastąpi, ponownie go nie kupię, ponieważ pochodzi z limitowanej edycji MACa we współpracy z Liberty of London. Wielka szkoda, bo lakier jest naprawdę cudowny...




Zacznę od tego, co tuż po kolorze najbardziej mnie w tym lakierze urzekło. Opakowanie. Co będę dużo pisać: według mnie jest cudowne. Zresztą nie bez powodu zostawiłam sobie tekturowe opakowanie. A ten ptaszek z kwiatkiem na butelce... Ach, boski. Jak dla mnie cała graficzna szata jest niesamowicie wymyślna i baaardzo przyciąga wzrok. Na szczęście przy tym nie trąci ani odrobinę tandetą. Mogę się patrzeć na nie godzinami.... Poza tym bardzo podoba mi się kształt butelki MACa oraz ta matowa zakrętka. Tworzy to bardzo elegancki i skromny całokształt.
Jeśli zaś chodzi o pędzelek to jest on dość długi i troszkę grubszy od pędzelków China Glaze. Maluej się nim bardzo dobrze. Konsystencja jest wciąż świetna, pomimo tego, że mam go już prawie rok, to ani odrobinę nie zgęstniał. Świetnie kryje, jedna grubsza warstwa daje już całkiem dobry efekt. Z tego co pamiętam najdłużej miałam go na paznokciach koło 4 dni i miałam jedynie leciutko, prawie niezauważalnie stare końcówki, więc trwałość jest całkiem niezła. Jednak gdyby nawet trzymał się tylko dzień w dobrym stanie i tak bym go uwielbiała;)


A teraz czynnik przez który ten lakier kupiłam: kolor. Zdecydowanie jest to na mnie dość ciemny niebieski z nutą szarości, która momentami jest naprawdę bardzo widoczna. Myślę, że jest niezwykle elegancki i na jesień idealny, aczkolwiek ja go noszę o każdej porze roku;) Poza tym pięknie się błyszczy bez jakiegokolwiek topu na sobie i efekt ten się dość długo utrzymuje. Przyznam szczerze, że niebieskich lakierów mam bardzo mało, może z cztery sztuki, co jest dziwne, bo przecież jest tyle pięknych odcieni błękitu. Jednak, może już zauważyliście, ja bardzo lubię przykurzone odcienie. I Blue India nie odbiega od tej normy. Gdyby był czystym błękitem, pewnie nie zwróciłabym na niego uwagi. Jednak w tym wypadku, nie mogłam przejść obok niego obojętnie;)


Słyszałam, że podobno lakier Sally Hansen Gray by Gray jest dość zbliżony do Blue India. Po swatchach w necie mi się wydaje bardziej szary, jednak mam zamiar przekonać się na żywo. Jako że mam możliwość odebrać go w moim mieście za kilkanaście złotych, nie byłabym sobą, gdybym się nie skusiła:) Tak więc, gdy go tylko zdobędę, zrobię porównanie tych dwóch lakierów...

8 komentarzy:

  1. samo opakowanie wyglada fantastycznie!! :) kolor tez mi sie podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny kolor, a opakowanie - małe cudo. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostałaś otagowana więcej:
    http://luluage.blogspot.com/2011/06/tag-jak-mieszkaja-twoje-kosmetyki.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Lakier śliczny, ale cena już nie jest taka ładna :P

    OdpowiedzUsuń