Obserwatorzy

sobota, 26 listopada 2011

Models Own - Pinky Brown + limitkowe zakupy

Pod ostatnią notką część z Was wyraziła zainteresowanie lakierami, które zamówiłam. Póki co mogę Wam zaprezentować jeden z nich, który zresztą mnie najbardziej fascynował. Przyznam się Wam, że pół roku temu uznałabym go za strasznego brzydala, a dziś jestem nim oczarowana:)


Pinky Brown to mój drugi lakier od firmy Models Own, jednak jest on zupełnie różny od Nude Beige tejże firmy, którego też posiadam. Przede wszystkim ma bardzo wodnistą konsystencję, przez co do porządnego krycia potrzebne są trzy warstwy, co jednak nie jest złym wynikiem. Bardzo dobrze się go aplikuje, pędzelek jest odpowiednio dobrany, nie sprawia żadnych problemów. Buteleczka jest skromna, zgrabna, z przeźroczystą naklejką z nazwą na spodzie. Póki co nie zdażyło mi się też, aby nakrętka oddzielała się od pędzelka, co nagminnie przytrafia mi się w wypadku koloru Nude Beige. Lakier ten kupiłam na www.asos.com za 5 funtów, jednak w kompletach z innymi odcieniami z kolekcji Beetlejuice wychodzi taniej. Ponarzekam Wam jednak na pakowanie takich bądź co bądź kruchych przedmiotów, jak właśnie lakiery do paznokci, przez tenże sklep. Mój lakier właściwie nie był niczym zabezpieczony. Był włożony jedynie do kartonika i w takim stanie "walał się" po całej paczce. Szczęśliwie dotarł jednak w całości, co przy działalności Poczty Polskiej jest nie lada wyczynem;)



Pinky Brown, to jak sama nazwa wskazuje piękny, brązowo-różowy duochrom. Najczęściej widoczny jest tu kolor różowy, a brąz uwidacznia się jedynie pod odpowiednim kątem padania światła, co mi się niezwykle podoba. Jest to mój pierwszy lakier tego typu i coś czuję, że na jedynym się nie skończy. Efekt jest niesamowity. Najchętniej skusiłabym się jeszcze na odcień Purple Blue, jednak nie jestem do niego aż tak bardo przekonana, jak byłam od samego początku do Pinky Brown.. Z nim to było tak, że jak już zobaczyłam zdjęcia promocyjne kolekcji Beetlejuice, wiedziałam, że musi być mój:) Właściwie to cała kolekcja wydała mi się na tyle atrakcyjna, że na rozdanie, dla Was, także kupiłam co nieco właśnie z niej i mam nadzieję, że kolory Wam się spodobają:)


Znów nastał limitkowy szał. Do Natur weszły dwie jakże ciekawe limitowanki. Jedna firmy Essence: Vampire's Love, druga od Catrice: Big City Life. Oto, na co ja się z nich skusiłam:

Z propozycji Essence w oko początkowo wpadł mi tylko jeden lakier do paznokci, jednak stwierdziłam, że nie jest on na tyle powalający, aby go kupic. Jednak później coraz więcej blogowiczek wspominało o limitce i coraz więcej zachwalało róż do policzków w żelu z tejże oferty. Tej pokusie już nie mogłam ulec i stwierdziłam, że muszę sama spróbować tego "bajeru".
Natomiast jeśli chodzi o limitkę Catrice to szczerze mówiąc chciałam wszystko oprócz Londynu. Jednak, gdy tylko kolekcja ta się pojawiła, cena paletki z cieniami mnie lekko przystopowała. Gdy je jeszcze pomacałam w drogerii stwierdziłam, że jednak w ogóle mi się ona nie podoba. W oko wpadły mi natomiast wszystkie lakiery oprócz Londynu, jednak Sydney wyeliminowałam stwierdzając, że mam już chyba z 10 podobnych mu lakierów. Tak więc ostatecznie skusiłam się na Berlin i New York i mam nadzieję, że na paznokciach będą równie ładne, jak w buteleczce... Swoją drogą to podobała mi się mina niezrozumienia i zakłopotania mojego pana J, gdy pewnego dnia ni z gruchy ni z pietruchy oznajmiłam mu, że kupiłam sobie Berlin i Nowy Jork;)



A czy Wy "oszalałyście" na punkcie tych limitek? W ogóle czy w Waszych miejscowościach limitowanki Essence i Catrice znikają w błyskawicznym tempie? Szczerze mówiąc, zawsze mnie zadziwia to w jakim tempie takie edycje znikają np. w Krakowie, gdyż w moim mieście limitowanki potrafią leżeć kilka dni nietknięte i ogólnie widać mniejsze nimi zainteresowanie. Cóż, widocznie w moim mieście niewiele osób przegląda kosmetyczne blogi;)

16 komentarzy:

  1. żeby tylko jeszcze taka limitka z essence była u mnie na czas ;/ doprawdy nie rozumiem, jak to jest że u mnie się zawsze spóźnia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest przegenialny! *.*
    Szkoda, że u mnie nie ma tej limitki Catrice :(

    OdpowiedzUsuń
  3. z limitki VL kupiłam róż, lakier true love i rozświetlacz :)))) czaję się na paletę z Catrice Berlin i chyba poproszę mojego Mikołaja żeby mi ją przyniósł ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja czaje sie nalakiery models own z tej kolekcji beetlejuice, sa piekne:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten odcień Pinky Brown jest niesamowity! Idealny na jesień :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatniojak byłam to jeszcze żadnej lmitowanki nie było... Ale na pewno skusze się na lakier z Essence True Love :)A reszcie się musze przyjrzeć z bliska :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jak byłam wczoraj w Naturze niedaleko rynku w Krk to został aż jeden lakier z limitki essence

    OdpowiedzUsuń
  8. ten model own jest przepiękny :))

    OdpowiedzUsuń
  9. aaaale się pięknie mieni!i kolor ma przeboski!

    OdpowiedzUsuń
  10. Też mam Berlin i róż w żelu :)
    Lakier cudowny, przepiękny! *_*

    OdpowiedzUsuń
  11. @Maggie: Właśnie sama jestem zdziwiona tym, że u mnie limitki w sumie są zawse na czas. I to przeważnie ja jestem osobą, która po narusza nietkniętą limitkę:)

    @merczens: Oj, tu trzeba szybko działać, bo ta paletka wszędzie rozchodzi się chyba jak świeże bułeczki;)

    @Mallene: W Krakowie to naprawdę dorwać coś upatrzonego z limitowanki jest ciężko. Trzeba mieć dobry refleks;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ta seria lakierów wygląda mega zachęcająco! a co do limitek, to szaleństwa jakiegoś szczególnego nie ma: paletka berlin, rozświetlacz i 2 wampiryczne lakiery :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lakiery w końcu można dostać w Polsce! modelsown.na.allegro.pl

    OdpowiedzUsuń