Obserwatorzy

czwartek, 28 lipca 2011

S.T.A.M.P.S, czyli znaczki zbieram.

Na początku tej notki chcę Was bardzo przeprosić za to, że mnie tyle czasu nie było, oraz że nie odpisywałam ostatnio także na komentarze. Wybaczcie. Przyznaję: perfidnie się obijałam. Jednak teraz obijania się (wszelkiego rodzaju) nadszedł kres. Wracam ze zdwojoną siłą i naładowana pozytywną energią:)
Wszystkim Wam pragnę także gorąco podziękować za życzenia powrotu do zdrowia. Widocznie zadziałały, gdyż jest już o niebo lepiej:)


Skoro już przemieszczanie się nie sprawia mi żadnego bólu, to gdy tylko zobaczyłam, że na moim koncie są ponownie pieniądze czym prędzej pognałam na zakupy. Zegarek był moim priorytetem. Kiedy kilka miesięcy temu zobaczyłam po raz pierwszy zegarki S.T.A.M.P.S., wiedziałam, że muszę mieć chociaż jedną tarczę. A jako że w tym miesiącu nie miałam jakichś większych wydatków przewidzianych, w końcu się zdecydowałam. W dodatku miałam 10% zniżki, więc jakżebym miała nie skorzystać;) Kupiłam dwie tarcze, metalową osłonkę oraz matowy pasek. Cóż powiedzieć.. Jestem nimi zachwycona Tak bardzo, że aż żal mi ich do pracy zakładać;) Czuję, że popadłam w nową manię, którą mojemu portfelowi będzie bardzo ciężko znieść. Mam jednak nadzieję, że to wytrzyma;) Póki co na oku mam jeszcze dwie tarcze, jednak znając życie wkrótce będę chciała więcej... Eh, właśnie tak to się zaczyna;)
Oczywiście zrobiłam moim nowym nabytkom mini sesję zdjęciową, specjalnie dla Was. Poniżej jej rezultaty:)







Cały czas także kompletuję rzeczy na moje kolejne rozdanie. Dziś zawitałam w TkMaxx i oto, co dla Was upolowałam. Mam nadzieję, że się Wam spodoba:)




******************************************
Biorę udział w konkursie sponsorowanym przez  
I mogę wygrać zestaw naturalnych kosmetyków do kąpieli
Szczegóły na blogu:

konkurs trwa do 6 sierpnia

************************************************

niedziela, 24 lipca 2011

Mało kosmetyczny mały haul.

Wybaczcie, że miałam taką przerwę w notkach, ale miałam drobny wypadek komunikacyjny i jestem lekko poobijana. Znaczy... mam starty jeden cały bok i stłuczone kolano, więc same rozumiecie: malowanie paznokci i inne takie na razie mi nie w głowie. Aktualnie zajmuję się więc zmienianiem opatrunków i smarowaniem ran maścią, by w końcu przestało mi się z nich wydzielać to nieszczęsne osocze, dzięki czemu przyklejam się do wszystkiego, do czego się tylko da (wybaczcie ten, dla niektórych, lekko obrzydliwy opis). Tak więc możliwe, że moje notki będą przez dwa, trzy dni mniej systematyczne, jednak po tym czasie wszystko wróci do normy. Obiecuję:)

Tak na szybciocha wklejam zdjęcia moich zakupów sprzed kilku dni. Skromne bardzo i właściwie mało kosmetyczne, jednak  mam nadzieję, że takie haule też Was zainteresują. Tak więc czekam na odzew. Jesteście na tak czy na nie?:)



Pędzelki oczywiście kiedyś doczekają się recenzji, jednak póki co z tego do oczu jestem zadowolona, a ten drugi jest beznadziejny. Twardy i gubi włosie niemiłosiernie. Cóż..zobaczymy czy uda mi się coś z niego "wycisnąć";)

sobota, 23 lipca 2011

Współpraca z Quiz Cosmetics


W przeciągu ostatnich dwóch dni dotarła do mnie paczka kosmetyków do testowania od firmy Quiz. Jej zawartość przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Same zobaczcie jakie smakołyki dostałam:)




Jak widzicie czeka mnie wielkie testowanie. Kilka kolorów lakierów już wstępnie sprawdziłam i jestem zadowolona, aczkolwiek dostrzegłam kilka minusów.Dwa błyszczyki natomiast skradły moje serce i mam nadzieję, że skończą się dopiero wtedy, gdy firma otworzy swój sklep internetowy ( a ma to w planach:D). O cieniach póki co mogę powiedzieć tylko, że są świetnie napigmentowane, jednak na moich powiekach swojej premiery jeszcze nie miały, podobnie zresztą jak i róże.

Lakiery Safari już jakiś czas chodziły mi po głowie, dlatego baaardzo się cieszę, że mogłam otrzymać je do testów. Cieszy mnie to tym bardziej, że w swoim mieście z nimi się nie spotkałam. O pozostałej kolorówce marki Quiz Cosmetics w sumie zbytnio nie słyszałam, więc będę miała okazję ją ocenić bez posiadania już na ich temat w pewien sposób ukształtowanej opinii. Jednakże zapewniam Was, że moja recenzja będzie szczera i obiektywna. Nie będę owijać w bawełnę i mydlić Wam oczu. Nie na tym moja rola polega:)
Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o firmie oraz zobaczyć jak szeroką gamę produktów posiadają (przyznaję, że ja dotychczas kojarzyłam ich tylko z lakierów) zapraszam na stronę firmy: http://quiz.pl/.

Firmie Quiz Cosmetics oraz pani Ani serdecznie dziękuję za udostępnienie mi kosmetyków do recenzji oraz miłą atmosferę współpracy:)

środa, 20 lipca 2011

Paczka od Synesis - Szlachetne kosmetyki!


Wczoraj dotarła do mnie paczka od firmy Synesis i po prostu muszę się Wam nią pochwalić. Wszystko jest tak starannie popakowane, że aż szkoda otwierać. Cieszy mnie taka dbałość o detale, które chcąc nie chcąc też wpływają na samopoczucie człowieka. Dzięki tej paczuszcze ja miałam zapewniony dobry humor przez cały dzień;)
Co warto wiedzieć o tej marce? Po pierwsze: jest to polska marka, a wiadomo, że lepiej wspierać rodzime produkty niż zagraniczne. Poza tym Synesis jako pierwsi w Polsce otrzymali certyfikat Ecolabel. Cieszy mnie także fakt, iż firma ta nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach - ogromny plus. Jeśli zdecydowalibyście się na zakup ic kosmeyków, to paniętajcie, że w dzień urodzin oraz imienin macie prawo do 25% zniżki, co jest naprawdę ciekawą ofertą. Kosmetyki marki Synesis możecie kupić w sklepie stacjonarnym mieszczącym się na ulicy Wiktorskiej 65 w Warszawie. Jednakże Panie z innych terenów Polski (jak i ja) niech się nie martwią - produkty firmy Synesis można kupić także na ich stronie internetowej: synesis.pl .
Koniec mojego gadania, zabieram się do testów, których wyniki opublikuję już wkrótce. Wam natomiast pozostawiam kilka zdjęc przedstawiających produkt, który otrzymałam oraz to, jak starannie zapakowany on był.





Jeszcze raz dziękuję firmie Synesis za możliwość przetestowania ich produktu, a w szczególności pani Marii, która zajmowała się organizacją tejże współpracy.

sobota, 16 lipca 2011

NOTD: Sally Hansen - Gray by Gray | Porównanie SH z MAC

O tym lakierze wspominałam już przy okazji posta o lakierze Blue India od MACa. Już jakiś czas mam go u siebie, a nie miałam okazji, żeby go "przedstawić". Przygotowałam też dla Was małe porównanie z MACowym lakierem. Jesteście ciekawe jak wypadło? Więc zaczynam:)



Buteleczka: Gustowna, prosta, bez zbędnych ozdobników. Bardzo w moim typie.
Pędzelek: Szeroki, porównywalny do OPI czy Rimmela. Ścięty na kształt migdała gdzie jednak jeden bok jest bardziej wycięty niż drugi. Całkiem dobrze się nim operuje.
Konsystencja: Jest dość wodnisty, jednak nie stanowi to żadnego problemu.
Krycie: Dwie warstwy kryją całkowicie. Nie tworzy smug, ani nie powstają na nim żadne pęcherzyki powietrza.
Schnięcie: Bez zarzutu. Wręcz wydaje mi się, że jest jednym z najszybciej schnących lakierów w mojej kolekcji.
Cena: Allegro - 12-16 zł
Dostępność: Na ten kolor natknęłam się jedynie na allegro. Wiem też, że lakiery z tej serii są dostępne w Douglasie, jednak nie było tam tego koloru, a poza tym lakier ten kosztuje tam koło 42 zł, bodajże. Eh, skąd oni te ceny biorą;)


Kolor jest bardzo ładny, chociaż według mnie zupełnie różny od Blue India. Przydymiony niebieski. W dodatku; dość rozbielony niebieski. W nim ta nuta szarości jest bardziej widoczna niż w MACu. Zresztą... Zdjęcia ich obydwu będą mówić za siebie.

od góry:MAC/SH/MAC/SH
MAC
SH
Mam nadzieję, że na zdjęciach różnica jest widoczna. Po prostu: Sally Hansen jest jaśniejszy niż MAC, ma w sobie więcej szarości, ale wcale nie jest przez to mniej czarujący. Według mnie odcień ten nie jest idealnym duplikatem Blue India, jednak jest innym, równie urokliwym kolorem, który warto mieć w swojej kolekcji:)


Czy wspominałam już, że kupiłam nie jedną, a dwie butelki Gray by Gray? Jedna jest dla Was. Będzie jedną z nagród do wygrania w moim następnym rozdaniu. Mam nadzieję więc, że kolor się Wam podoba:)


Muszę się Wam także pochwalić, że wczoraj miałam wyjątkowo udany dzień. Nawiązałam kolejną nową współpracę, z której się bardzo cieszę. Szczegóły zdradzę, gdy otrzymam paczkę do testów. Poza tym dostanę też do testów, a raczej mój chłopak dostanie, żele pod prysznic powszechnie znanej marki. Wczoraj też były wyniki mojej rekrutacji na studia i dostałam się dokładnie tam gdzie chciałam. A na koniec dnia, na uczczenie tego iście cudownego dnia, zamówiłam sobie na ebayu paletkę Boho Beauty firmy The Body Shop. Jestem z dnia wczorajszego niesamowicie zadowolona. Mogłabym mieć takie świetne dni częściej;)

czwartek, 14 lipca 2011

NOTD: Virtual - Cappuccino

Lakier ten na paznokciach chciała zobaczyć princetonxgirl, więc oto notka możnaby powiedzieć, z dedykacją;)




Buteleczka: Znów ta nieszczęsna etykieta. Pomijając jednak to napisy na niej w połączeniu z kolorem lakieru tworzą nijaki, bezpłciowy twór. Nie podoba mi się to. Jednak wiadomo... Nie mogą też każdemu koloru zmieniać szaty graficznej, żeby lepiej wyglądało, bo konsument się nie połapie;) Tak czy owak, 10 ml w sobie ma i to mi się podoba.
Pędzelek: Gruby, średniej długości. Zdarza się, że "odczepia się" od zakrętki.
Konsystencja: Odpowiednia, nie sprawia problemów, jednak mogłaby być odrobinę bardziej gęsta.
Krycie: Trzy warstwy w moim wypadku to konieczność. Smuży niemiłosiernie.
Schnięcie: W normie, szału nie ma.
Cena:8-9 zł
Dostępność: Jak już pisałam swoje lakiery Virtual kupiłam na allegro i nie mam pojęcia np. gdzie w moim mieście mogłabym je dostać. Niestety na stronie firmy też nie znalazła spisu punktów sprzedaży ich kosmetyków. Moim zdaniem w tym wypadku taka informacja byłaby wielce przydatna.


Ogólnie nie przepadam w życiu za wszelkimi kawowymi napojami, ale szczerze mówiąc nie liczyłam, że lakierów o kawowych nazwach też się to tyczy;) Powiem szczerze: kolor mi zupełnie nie odpowiada. Owszem, uwielbiam wszelkie odcienie beżu i brązu, a szczególnie kolory stricte cieliste, jednak ten kolor to nie to czego szukałam. Jest to bardzo jasny beż ze srebrnymi drobinkami, które są widoczne tylko w słońcu i to ledwo ledwo. Jednak już to, że są jakiekolwiek drobinki w nim mnie zniechęciło. Przyznaję, że liczyłam, iż  ostatecznie nie będą one widoczne. Niestety: ja wciąż je widzę;) Właściwie byłabym skłonna to wybaczyć, jednak ostateczny efekt wydaje mi się, przynajmniej na mnie zbytnio trupi. Strasznie źle się czułam mając go na paznokciach, dlatego dość szybo go zmyłam, bo po niecałym dniu noszenia. Jednak, jak każdego lakieru, tak i tego mi szkoda odstawiać w kąt, dlatego planuję zrobić do niego jeszcze drugie podejście i zobaczę co z tego wyniknie...



Na koniec pragnę się podzielić z Wami moją radością:) Niezmiernie się cieszę, albowiem nawiązałam moją pierwszą w życiu współpracę. Tym bardziej się cieszę, że jest to firma Synesis oraz że do testów otrzymam produkt nad którym się już jakiś czas zastanawiałam, czyli peeling solny "Piękne dłonie". Już nie mogę się doczekać, kiedy paczka do mnie przyjdzie i będę mogła zacząć testy:) Ach, jakże się cieszę.
Firmie Synesis natomiast serdecznie dziękuję za takie wyróżnienie dla mojego bloga i mam nadzieję, że nasza współpraca będzie wzorowa:)

środa, 13 lipca 2011

NOTD: Essence - Green Grass

Zacznę od tego, że bardzo lubię limitowanki Essence. Zwłaszcza kolory lakierów są w nich urzekające. Poza tym to bardzo lubię ich zmieniające się szaty graficzne. Na limitowankę I Love Berlin się nie czaiłam wcale, nic mnie w niej nie kusiło zbytnio. Jednak to się zmieniło, gdy tylko zobaczyłam na żywo ten lakier...




Buteleczka: Nie mam żadnych zarzutów co do niej: Zzgrabna, z podstawowymi informacjami na nalepce oraz z ciekawym tłoczeniem I Love Berlin na nakrętce. Przyciąga wzrok. Mieści 8 ml.
Pędzelek: Dość krótki, średniej długości, równo przycięty. Nie sprawia problemów.
Konsystencja: Pomimo tego, że mam już go dość długo, wciąż jest dosyć wodnista, jednak to nie sprawia żadnego problemu przy malowaniu.
Krycie: Pomimo swojej "wodnistości" świetnie kryje już przy pierwszej warstwie. Bosko!
Schnięcie: W normie, bez zarzutów.
Cena: około 8 zł.
Dostępność:Aktualnie zerowa. Jako że była to edycja limitowana obecnie nie jest nigdzie dostępny. Można czasami trafić na niego na allegro jedynie, a i tak potrzebne byłoby do tego spore szczęście. 
Widzicie więc: same plusy. Jednak jest jeden mankament... Przy pierwszym jego użyciu śpieszyłam się i nie nałożyłam pod niego bazy. Co zobaczyłam po zmyciu lakieru? Potwornie zabarwił mi płytkę paznokci. Jednak jeśli użyje się pod niego bazy, ten problem znika.


 Nie wiem co miał na myśli autor nazywając ten kolor zieloną trawą, gdyż nigdy trawy takiego koloru nie widziałam i raczej prędko nie zobaczę;) Sam kolor jednak szalenie mi się podoba. To taka zieleń z mocną nutą niebieskości. Określiłabym ten kolor mianem "morski", jednak nie wiem czy byłoby to trafne określenie. Jednego jestem pewna: ta trawa nie jest czysto zielona;)

wtorek, 12 lipca 2011

Niedzielne urywki, czyli z czym komponuję lakier OPI - Dutch Tulips...

Nie wiedziałam jak zatytułować ten post. Na pewnym blogu podpatrzyłam prezentowanie lakieru razem z dodatkami/ubiorem do niego. Spodobało mi się to i postanowiłam coś takiego także u siebie zrobić, zwłaszcza, że na razie nie planuję zdjęć całej postaci. Takie urywki natomiast wydają mi się dość interesujące.
Mam nadzieję, że wyrazicie swoją opinię na ten temat i jeśli się Wam spodoba taka forma prezentacji lakieru+ubrań i akcesoriów do niego, wtedy tego rodzaju notki będą się w miarę regularnie pojawiać. Także.. czekam na Waszą opinię, a poniżej prezentuję kilka niedzielnych ujęć z czerwienią oraz czernią w roli głównej.


niedziela, 10 lipca 2011

NOTD: Virtual - First Love

Niezmiernie mnie cieszy, że polskie firmy produkujące kosmetyki zaczynają nadawać im nazwy. Jakoś przyjemniej się kupuje lakier, zwłaszcza o pięknej nazwie First Love, niż lakier o numerze dajmy na to 123:P Nazwy produktów działają na podświadomość. Przynajmniej na moją;)


Buteleczka: Niestety, kolejna butelka z niedokładnie przyklejoną nalepką, czego tak nie lubię. Poza tym wszystko w porządku. Mieści 10 ml.
Pędzelek: Gruby jednak nie aż tak jak Rimmel czy OPI i średniej długości.
Konsystencja: Dość wodnisty jednak nie zalewa skórek.
Krycie:Niestety tutaj mnie zawiódł. Do zadowalającego mnie krycia potrzebowałam trzech warstw. 
Schnięcie: W normie, jednak przy konieczności nałożenia trzech warstw chciałabym, żeby schnął szybciej.
Po raz kolejny trwałości nie oceniam, gdyż miałam za krótko go na paznokciach, żeby to sprawdzić.
Cena: 8-9 zł
Dostępność: Swój egzemplarz kupiłam na allegro, gdyż nie wiem gdzie lakiery tej marki w swoim mieście dostanę. Myślę, że możnaby ich szukać jedynie w osiedlowych, dobrze zaopatrzonych drogeriach. Tak więc dostępność jest niestety na minus.




 First Love to intensywna, jednak nie neonowa czerwień, w której ja nie dostrzegam żadnych innych nut kolorystycznych.  Co prawda spodziewałam się zupełnie innego koloru, gdyż na zdjęciu promocyjnym ten lakier wyglądał na ciemną, malinową czerwień, jednak i tak jestem zadowolona. Na pierwszy rzut oka i po porównaniu "butelkowym" wydaje mi się on podobny do Dutch Tulips OPI, z tą różnicą, że OPIk ma mało widoczne różowawe tony, natomiast Virtual to czysta, jasna czerwień. No cóż.. trafiłam z tym kolorem w dziesiątkę:)

czwartek, 7 lipca 2011

Wakacyjne szaleństwo rozdaniowe!

Na blogach znów wysyp rozdań. Istne wakacyjne szaleństwo:)


1. Rozdanie u Oleski




 Rozdanie trwa do 15 lipca.
Zgłaszać możecie się TUTAJ!



2. Rozdanie u TerazToJaJestemSprite


Rozdanie trwa do 24 lipca.
Zgłaszać możecie się TUTAJ!



3. Rozdanie u Kotwilki




Rozdanie trwa do 7 sierpnia.
Zgłaszać możecie się TUTAJ!



4. Rozdanie u Idalii


 Rozdanie trwa do 31 lipca.
Zgłaszać możecie się TUTAJ!


5. Rozdanie u Burn


Rozdanie trwa do 12 lipca.
Zgłaszać możecie się TUTAJ!


6. Rozdanie u tusia13pl


Rozdanie trwa do 31 lipca.
Zgłaszać możecie się TUTAJ!

wtorek, 5 lipca 2011

NOTD: Dor nr 6/1 (?)

Dzisiaj post błyskawiczny, ponieważ mam mało czasu, bo zaraz muszę wychodzić do pracy. Tak więc  wybaczcie, że dziś będzie ogólnikowo. Może nawet taka forma się Wam spodoba.



Buteleczka: Gdyby nie to, że ma nierówno przyklejone naklejki byłaby świetna. Tak jest tylko całkiem znośna. Mieści 9 ml.
Pędzelek: Dość cienki, w stylu China Glaze, równo przycięty. Na plus.
Konsystencja: Dość gęsty, ale nie sprawia problemów. Też na plus.
Krycie: Pierwsza warstwa daje już świetny efekt i można by na tym poprzestać, ja jednak jak zwykle mam dwie.
Trwałości nie oceniam, gdyż lakiery zmieniam bardzo często. Jednak z topem dwa dni bez żadnego uszczerbku wytrzymał oczywiście. Cena jak najbardziej korzystna: 3,5 zł na taki lakier to dobra okazja. Minusem jest dostępność.. Znajdziecie go chyba jedynie w małych, osiedlowych sklepikach...


Kolor jest w rzeczywistości odrobinkę jaśniejszy niż na zdjęciu. To ładny brąz z nutami fioletu, które są jednak bardziej widoczne w butelce niż na paznokciu. 
Myślę, że skuszę się jeszcze na jakieś lakiery tej firmy, bo przypadły mi do gustu, a za cenę 3, 5 zł można wypróbować ich naprawdę wiele;)