Obserwatorzy

czwartek, 29 września 2011

OPI - Manicurist of Seville + mini haul

Kolejna czerwień od OPI w mojej kolekcji o Manicurist of Seville, która doś długo gościła na mojej wishliście, aż w końcu zdecydowałam się ją kupić i nie żałuję, gdyż tego typu czerwieni jeszcze nie mam.

 

Manicurist of Seville, jak właściwie każda czerwień OPI, nie sprawia żadnych problemów. Ma odpowiednią konsystencję, dwie warstwy dają wystarczające krycie, schnie dość szybko. Na paznokciach wytrzymał bez uszczerbku cztery dni, a potem go zmyłam, bo mi się znudził :)


Manicurist of Seville to dość ciemna czerwień, przechodząca wręcz momentami w kolor wiśniowy. Bardzo mi się podoba. W dodatku lakier ten ma bardzo błyszczące wykończenie, które świetnie dodaje mu niebywałego uroku. Powiedziałabym wręcz, że ten kolor to klasyk, idealny na romantyczną kolację;)



Na koniec jeszcze zdjęcie mini haulu: 


Jak widzicie pomarańczowy olejek do ust przypadł mi do gustu tak bardzo, że zdecydowałam się także na jego różaną wersję;) Oprócz tego skusiłam się na masełko do ust TBS w wersji Shea (dla siebie), które już zdążyłam pokochać oraz kokosowe (dla Was, na przyszłe rozdanie;)). Kupiłam także swój pierwszy lakier od firmy Illamasqua w odcieniu o nazwie Stagnate. Muszę przyznać, bardzo mi się podoba kartonik, w którym jest lakier. Wydaje się takie.. luksusowe;)

wtorek, 27 września 2011

Catrice - Dirty Berry

Znów mam takie ogromne przerwy w postach. Eh, ostatnimi czasy wracam do domu kompletnie padnięta. A w październiku będzie jeszcze gorzej... Ale dam radę, a co;) Jednak przechodząc do meritum....



Lakierami marki Catrice, z tego co wiem, zachwyca się sporo dziewczyn. Właściwie ja też je lubię. Głównie za ich spory wybór kolorów oraz za to, że jak ich siostrzana marka Essence, często wprowadzają jakieś limitowanki. Srednio podoba mi się w nich duża, okrągła nakrętka, która bardziej mi przeszkadza niż pomaga, oraz to, że niektóre odcienie bardzo kiepsko mi się na paznokciach trzymają... Ten lakier jednak jest naprawdę fajny. Bezproblemowo się go nakłada, dwie warstwy dają pełne krycie. Pędzelek jest równo przycięty, średniej grubości oraz długości. Dirty Berry schnie bardzo szybko, a nie jest to zasadą wśród lakierów tej marki.  Trwałości tego odcienia ocenić nie jestem w stanie, bo przeważnie noszę go jeden, góra dwa dni, gdyż nie do wszystkich ubrań mi pasuje;)


Zakochałam się w Dirty Berry po zobaczeniu jego swatchy na kilku blogach. Wiedziałam, że musi być mój, bo jest po prostu obłędny. Według mnie to wykończenie holograficzne, jednak z dość dłabym efektem holo (jeśli się mylę co do wykończeń, to proszę, poprawcie mnie:)). Ślicznie mieni się w słońcu. Ciężko mi powiedzieć, czy jest on bardziej fioletowy czy niebieski... Raczej jest czymś na pograniczu tych dwóch kolorów. Ach, co tu wiele gadać, jest cudowny;)


Na koniec jeszcze wspomnę tylko, że wczoraj przechodziłam koło H&M i miałam szczęście trafić na początek wyprzedaży. Widziałam sporo ładnych rzeczy w ładnych cenach, jednak niewiele z nich wyglądało ładnie na mnie;) Z aktualnego braku funduszy z tych rzeczy, które były całkiem fajne, musiałam natomiast wybrać jedną. Bezapelacyjnie wygrała jasnoczerwona/pomarańczowa spódnica, która spodobała mi się już jakiś czas temu, jednak nie byłam skłonna wydać na nią 100 zł. Jednak za 40 zł, bez wahania ją kupiłam. Co prawda szłam po mój rozmiar na drugi koniec miasta, ale było warto. Zwłaszcza, że kupiłam ją z myślą o zestawianiu jej z brązowymi jazzówkami, które Wam jakiś czas temu pokazywałam.

piątek, 23 września 2011

Miyo pachnący lakier Tropicana | Cudeńka dorwane w TkMaxxie...

Dzisiaj mam niezwykle dobry dzień. A dlaczego? To zobaczycie pod koniec tej notki. Tymczasem chcę Wam przedstawić jeden z lakierów firmy Miyo, pochodzący z ich limitowanej, zapachowej kolekcji. Firmę tą poznałam stosunkowo niedawno, dzięki światkowi blogowemu, za co jestem bardzo wdzięczna. Zdecydowanie muszę przyjrzeć się jeszcze bliżej tej marce;)



 Już sam projekt buteleczki bardzo przypadł mi do gustu. Jest skromna, z dyskretną naklejką z nazwą, stosunkowo wąską nakrętką. Mieści w sobie 8 ml lakieru. Pędzelek jest średniej długości oraz grubości, nabiera odpowiednią ilość lakieru. Sama formuła jest jednakże bardzo wodnista, przez co dopiero trzy warstwy dają w miarę zadowalające mnie krycie. Schnie bardzo szybko, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło...

wybaczcie mi suche i ubabrane skórki oraz pasek od aparatu w tle:)


W normalnym, dziennym świetle Tropicana wygląda na kremowy, troszkę rozbielony błękit, w którym jakiekolwiek drobinki nie są wtedy wcale widoczne. Dopiero w świetle lamp widać na lakierze połyskujące na różowo oraz fioletowo drobiny. Jest to jednak dośc subtelny efekt, który mi bardzo się podoba.
Jeśli zaś chodzi o główny powód dla którego go kupiłam, czyli zapach, to według mnie pachnie bardzo ładnie. Ja wyczuwam w tym zapachu ananasa oraz kokos. O ile nie znoszę kokosów, o tyle w tym wypadku aromat ten o dziwo mi bardzo odpowiada i myślę, że bardzo możliwe, że jest to najładniej pachnący lakier z całej tej kolekcji:)


Ach, uwielbiam TkMaxxa. Właściwie to prawie codziennie mijam ten sklep w drodze z pracy i staram się zawsze do niego zajrzeć, czy nie pojawiło się aby nic wartego uwagi. Dziś po dość długim czasie braku nowych kosmetyków w owym sklepie, w końcu pojawiło się coś ciekawego. Ach, jakże się ucieszyłam, gdy zobaczyłam to:


Tak, przyznaję, poleciałam na markę oraz opakowania. Na szybko w necie (ach, dzięki wielkie za Wi-Fi;)) sprawdziłam kolory i ruszyłam do kasy. Właściwie nie miałam nad czym się długo zastanawiać. Grzechem byłoby gdybym nie kupiła tychże kosmetyków, gdyż kosztowały one razem jedynie 44,99 zł. Tak więc uważam, że okazja była przednia i jet to jeden z moich najlepszych łupów ostatnich tygodni, a nawet miesięcy;)

czwartek, 22 września 2011

Róż Beauty Finish Cherie nr 10 i 11

Na początku dzisiejszej notki muszę powiedzieć, że z różami do policzków nie miałam dotychczas właściwie wielkiej styczności. Te, które otrzymałam do testów od firmy Quiz, są właściwie pierwszymi, które mogłam przez dłuższy czas potestować... Już jakiś czas ich używam, więc myślę, że nadszedł czas, aby je zrecenzować. Czy będzie to opinia pochlebna? Zobaczcie same;)



nr 10
 nr 11


Do testów otrzymałam róże o numerach 10 oraz 11. W puzdereczku zamknięte jest 16 g tego właśnie kosmetyku. Samo opakowanie, przynajmniej według mnie, wygląda troszkę tandetnie, jednak jest dośc trwałe i nie mam większych problemów z jego otwieraniem, za co spory plus. Odcień numer 10 to dość jasny róż, czego jednak nie udało mi się uchwycić na zdjęciu w opakowaniu. Nie byłam w stanie sobie nim zrobić krzywdy i dawał subtelny, naturalny efekt na mojej twarzy. Natomiast z  odcieniem nr 11 musiałam już uważać, gdyż łatwo z nim przesadzić, ponieważ jest dość ciemny i wydaje mi się, że wpada lekko w brąz. Obydwa róże mają sporo błyszczących drobinek, co mi się bardzo nie spodobało, gdyż nie gustuję w takim efekcie. Mają słaby, ledwo wyczuwalany zapach, który wcale mi się nie podoba. Jeśli zaś chodzi o trwałość, to na mojej cerze trzymają się dość krótko, bo około 3-4 godzin. Ten czas to już w ich wypadku maksimum trwałości na mojej twarzy. Później na moich policzkach zostają jedynie resztki wspomnianych już przeze mnie błyszczących drobinek, które mnie strasznie irytują;) Niestety nie widziałam go w sklepie internetowym firmy Quiz (klik!), więc nie znam jego ceny. Myślę jednak, że koszt takiego różu to coś w granicach 5-7 zł. Na koniec jeszcze trochę swatchy...

nr 10
nr 11
góra: nr 10, dół: nr 11

Szczerze mówiąc to nie jestem z tychże róży zadowolona. Nie jest tak, że radzę je omijać szerokim łukiem, bo za ich, zapewne niską, cenę myślę, że można się na nie skusić robiąc zakupy i możliwe, że komu innemu przypadną one do gustu...Może to ja po prostu jestem jakimś dziwadłem;) Tego nie wiem. Wiem natomiast jedno: na pewno na inne odcienie się nie skuszę....

poniedziałek, 19 września 2011

OPI - From A to Z-urich

Zdecydowanie czerwone lakiery teraz święcą triumfy wśród wszystkich moich lakierów. Oto kolejny czerwony nabytek z mojej kolekcji. Przy okazji to jeden z moich najnowszych lakierów,w którym zakochałam się już jakiś czas temu po zobaczeniu go u Lady In Purplee. Właściwie to jestem tym kolorem zachwycona nawet tak samo jak ona;)


Już nie raz, nie dwa mówiłam o tym, że OPI jest moją ulubioną firmą do paznokci ( od jakiegoś czasu depcze mu po piętach Essie) i ten lakier utwierdza mnie w przekonaniu, że upodobałam sobie właściwą firmę. Nie miałam żadnego problemy z aplikacją, dwie warstwy świetnie kryją, szybko wysycha. poza tym, co na zdjęciu średnio widać, lakier niesamowicie się błyszczy. Tak więc po raz kolejny OPI mnie nie zawiodło.


From A to Z-urich to dość ciemna, stonowana czerwień z domieszką różu i fioletu. To trochę taki buraczkowy kolor. Według mnie jest niezwykle elegancki i idealnie pasuje na sezon jesienno-zimowy. Dlatego też myślę, że będzie to najczęściej używana przeze mnie czerwień w tym sezonie ( w letnim była to różowawa czerwień o nazwie Dutch Tulips).

sobota, 17 września 2011

Hean nr 453

Drugim lakierem, który otrzymałam do testów od firmy Hean jest piękna czerwień. Mi czerwonych lakierów nigdy dość, więc byłam bardzo zadowolona z faktu iż akurat ten kolor mi się trafił:)


Przyznaję, ten lakier mnie wprost oczarował. Przede wszystkim uwiodło mnie w nim to, że jest jednowarstwowcem, druga warstwa właściwie jest zbędna. Poza tym ma świetną konsystencję i nakłada się jak marzenie. Bardzo podoba mi się też to, że jest go akurat 7 ml. To tak w sam raz: istenieje szansa na zużycie go do końca:)
Czegóż chcieć więcej... A, wiem czego... Nazwy na buteleczkach zamiast numerków bym chciała;) Wtedy byłyby wprost idealny, jeśli o mnie chodzi... Bo cóż.. jak już wspominałam, "lecę" na nazwy lakierów do paznokci;)


 Jak dla mnie nr 453 to żywa czerwień, w której czasami (bardzo rzadko) dostrzegam pomarańczowawe tony. To taka truskawkowa czerwień. Tak, właśnie z tymi owocami mi się kojarzy i myślę, że nie wynika to tylko z tego, że mam ostatnio wielkiego smaka na truskawki;) W każdym razie kolor jest śliczny... Myślę, że często będzie gościć na moich paznokciach... Na zdjęciach możecie zobaczyć jak wygląda jedna warstwa tego lakieru. W rzeczywistości nie widać tak bardzo końcówek paznokcia, więc jak dla mnie efekt jest baaardzo satysfakcjonujący. Wiadomo, jednowarstwowców nigdy dość;)

poniedziałek, 12 września 2011

Uwaga: nowa zwyciężczyni w rozdaniu!!!

Jako że HaloGosza nie zgłosiła się do mnie po odbiór nagrody nie pozostaje mi nic innego jak wyłonić nową zwyciężczynię. Trochę szkoda... No ale cóż, widocznie tak miało być. Mam nadzieję, że nowo wylosowana przeze mnie osoba tu zagląda i tym razem się ze mną skontaktuje. Nie przedłużając... Rozdanie wygrywa....


 Malwina!

Zwyciężczynię bardzo proszę o kontakt ze mną poprzez maila: farfallebelle@gmail.com. Na maila czekam do 15.09. Jeśli znów po tym czasie nie otrzymam żadnej wiadomości od wylosowanej osoby, będę losować po raz kolejny. I tak aż do skutku;) Jednak mam nadzieję, że nie będzie to konieczne:)



PS. Ach, weekend powypłatowy to istny szał zakupowy.. Jednak uległam najnowszej paletce Sleeka, popadłam w totalną stampsmanię, gdyż kupiłam kolejny znaczek, a czwarty sobie "zaklepałam" a w dodatku dziś szalałam z rodzicielką na zakupach ubraniowo-obuwniczych, czego skutkiem jest nowa bluzka, którą już uwielbiam, oraz buty o numer za duże, które jednak są super wygodne. Tak więc jestem baaaardzo zadowolona:) Swoją drogą.. Czu ubraniowo-obuwniczo-dodatkowe haule też Was interesują?:)

 

środa, 7 września 2011

Hean nr 495 Soczysta Limonka | Mini haul krakowski....| HaloGosza zgłoś się;)

Oczywiście testy kosmetyków, które otrzymałam od firmy Hean zaczęłam od lakierów do paznokci. Przyznaję... Wprost nie mogłam się im oprzeć...


Buteleczka: Prosta, skromna, bez udziwnień, wydaje się być solidna. Mieści 7 ml. Podoba mi się.
Pędzelek: Na bardzo krótkim "trzonku" i dość cienki. Jak dla mnie mógłby być ciut szerszy i dłuższy.
Konsystencja: Jak najbardziej w porządku. Świetnie się nim maluje, nie wylewa się na skórki, nie ma problemu z rozprowadzeniem lakieru.
Krycie: Dwie warstwy wystarczają.
Schnięcie: Błyskawiczne. Jestem pod wrażeniem.
Cena: 4,99 zł
Dostępność: Tutaj może być problem. Z lakierami tejże firmy spotkałam się tylko pod postacią marki Sensique, którą robią dla Natury. W żadnej drogerii osiedlowej się z nimi nie spotkałam. Jednakże jeśli komuś bardzo zależy na kosmetykach tejże firmy można skorzystać z ich sklepu internetowego na stronie hean.pl


 Lakier Hean nr 495 to dla mnie taka Shrekowa zieleń. Na paznokciach przypomina mi trochę będący w moim posiadaniu lakier Who the Shrek Are You firmy OPI, jednak oczywiście zapomniałam zrobić porównania... To piękna jasna, żywa zieleń z żółtymi nutami. Lakier nie jest do końca kremowy. Zawiera małe błyszczące drobinki, jednak są one widoczne dopiero w pełnym słońcu. Jak dla mnie kolor jest świetny.

*****

Teraz jeszcze tylko na szybko pokażę Wam, co kupiłam sobie z okazji urodzin w Krakowie. Trochę skromnie u mnie z prezentami, jednak wypłata dopiero 10;)

Głównym moim celem w Krakowie był The Body Shop. W sumie to liczyłam na to, że więcej produktów mnie tam do siebie przekona. Niestety, a może stety, wyszłam stamtąd jedynie z ich nowością - oliwko-błyszczykiem do ust o zapachu pomarańczy (20 zł). Wstąpiłam też do Inglota, gdzie skusiłam się na kolejną matową szminkę tym razem w odcieniu 415 (21 zł). Oczywiście po powrocie do domu strasznie klnęłam na oświetlenie w salonach Inglota, gdyż w domu okazało się, że szminka ta to dość mocny róż... Po drodze zahaczyłam także o H&M, gdzie dorwałam lakier Looks Great on You (14,90 zł), który po porównaniu butelkowym z Chop-Sticking to My Story od OPI okazał się jego sobowtórem... W Rossmannie natomiast skusiłam się na płyn miceralny ( ok. 12 zł), z którego jestem jak na razie bardzo zadowolona.
Na większe zakupy liczę pod koniec tygodnia;)

*****

Na sam koniec ważna informacja:
HaloGosza, zgłoś się;) Już tylko do jutra czekam z danymi do wysyłki, a póżniej niestety losuję kolejną osobę...

poniedziałek, 5 września 2011

UWAGA: Wyniki drugiego rozdania!!!

Uff. W końcu się uporałam ze wszystkimi zgłoszeniami na rozdanie. Pomimo tego, że starałam się systematycznie "naliczać" punkty, jednak pozbieranie wszystkich zgłoszeń i wylosowanie zwycięzcy trochę mi zajęło.. Dziękuję Wam wszystkim serdecznie za udział w tym rozdaniu. Za jakiś czas spodziewajcie się kolejnego rozdania z równie atrakcyjnymi nagrodami:) Tymczasem, w tym giveawayu zwycięzca może być tylko jeden... A jest nim....






HaloGosza!

Zwyciężczyni serdecznie gratuluję i bardzo proszę o wysłanie mi na maila (farfallebelle@gmail.com) adresu do wysyłki nagród. Na adres czekam trzy dni, czyli do 8.09. Jeśli po tym czasie nie dostanę maila powtórzę losowanie.


PS. Jak zawsze przy tego typu zabawach pojawiły się osoby, które nie były do końca uczciwe albo wręcz perfidnie kłamały. Jest mi troszkę przykro z tego powodu, gdyż jest to przede wszystkim zabawa. Pamiętajmy o tym moje drogie...:)

niedziela, 4 września 2011

Ważna informacja o rozdaniu!

Moje drogie, z racji tego, że dziś jadę na urodzinowy jednodniowy wypad do Krakowa, przedłużam rozdanie do końca dnia dzisiejszego (czyt.4 września). Wyniki natomiast ogłoszę w poniedziałek, 5 września. Mam nadzieję, że się za to na mnie nie pogniewacie;) Tak więc.. kto jeszcze się nie zgłosił niech nadrobi ten brak czym prędzej:)

czwartek, 1 września 2011

Essie - Very Structured

Oto jeden z niewielu lakierów, który mnie kolorystycznie troszkę zawiódł i dowód tego, że czasami warto poczekać na więcej swatchy lakierów z najnowszych kolekcji....


Pod względem jakościowym ten lakier mi bardzo odpowiada. Świetnie się nim maluje, ma odpowiednią konsystencję i daje bardzo dobre krycie już przy pierwszej warstwie. Ten lakier, jak wszystkie inne z nowych kolekcji firmy Essie, ma 13,5 ml, a nie 15. Dla mnie to jednak nie stanowi żadnego problemu, gdyż liczę się z tym, że ciężko mi go będzie zużyć do końca...


Po raz pierwszy pokazuję Wam chyba zdjęcia lakieru z jedną warstwą, chociaż trochę jednowarstwowców w swojej kolekcji mam. Jednak nie zawsze mi ta jedna jedyna warstwa dobrze wychodzi;) Tutaj efekt mi się wydaje ok.. Jedynie na palcu wskazującym dostrzegam rażące prześwity... Tak więc nie jest źle, a wręcz jest bardzo dobrze. Teraz może słów kilka o tym, dlaczego mnie ten kolor rozczarował.. Ano dlatego, iż myślałam, że będzie to taki rdzawy, rudo-brązowy lakier... Na moich rękach to jednak głównie brąz z lekkimi rudawymi nutami. Takiego odcienia ani mu podobnego w swojej kolekcji jeszcze nie miałam, więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszła. Jednak moje poszukiwania pięknej "rdzy" są wciąż w toku....


PS. Swoją drogą.. Widziałam w H&M lakier, który w butelce wygląda na tenże pożądany przeze mnie kolor. Nazywa się Looks Great on You. Jeśli miałyście z nim styczność to proszę, dajcie znać czy to faktycznie taki piękny rudy odcień na paznokciach... W ogóle.. nigdy nie miałam lakieru z H&M, a kusi mnie żeby sobie sprawić, więc dajcie znać czy warto, bo ceny to takiej niskiej to one nie mają;)