Obserwatorzy

czwartek, 27 października 2011

Paczka od Instituto Ganassini

Trochę czas mu znów nie było, a w międzyczasie przybyła do mnie paczka z próbkami kosmetyków firmy Instituto Ganassini, która jest wynikiem mojej współpracy z firmą Werner i Wspólnicy. Przyznaję, że zostałam mile zaskoczona, gdyż próbki są dość spore oraz ciekawie zapakowane...




Do testów otrzymałam:
  • Bioclin Acnelia K - kuracja przeciwtrądzikowa
  • Bioclin Acnelia M - emulsja do cery trądzikowej
  • Bioclin Acnelia C - żel oczyszczający

Jestem bardzo ciekawa działania tych kosmetyków, tym bardziej, że nigdy jeszcze nie słyszałam o tej marce, a tym bardziej nie miałam z nią żadnej styczności. Tak więc: zaczynam testowanie.



A Wy miałyście styczność z tą marką? Jak tak, podzielcie się wrażeniami:)

czwartek, 20 października 2011

Dior Addict Lipstick 564 Model

Chwilowo moje paznokie są w opłakanym stanie. Niestety, stresuję się rokiem akademickim i po moich skórkach strasznie to widać. Jednak jak tylko ich stan się polepszy zaprezentuję Wam kilka ciekawych lakierów. Dzisiaj jednak będzie o czymś z zupełnie innej beczki....


Szminka od Diora nigdy nie była dla mnie jakimś muszmieciem, a wręcz nie rozumiałam, jak można na szminkę wydać ponad 100 zł. Tak się jakoś złożyło jednak, że szminkę tą wygrałam w konkursie na wizażu. O konkursie zapomniałam, nie sprawdzałam wyników, więc pewnego dnia, gdy odebrałam na poczcie przesyłkę, bardzo się zdziwiłam. Szminkę mam już jakiś czas, więc myślę że spokojnie mogę się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami na jej temat...


Szminka jest zapakowana w kartonik, który wygląda troszkę niczym lustrzana tafla. W sumie opakowanie to mi się podoba, bo jest w miarę skromne, a przy tym "lekko luksusowe"....


Jednak już samo bezpośrednie opakowanie szminki niezbyt mi się podoba. Wykonane jest z plastiku, który mi kojarzy się z kryształem. Jednak jak dla mnie wygląda to niestety trochę tandetnie. Gdy po raz pierwszy wyciągałam szminkę musiałam oczywiście próbować odkręcić to opakowanie. Oczywiście mi to nie wyszło, bo szminkę się po prostu wyciąga z otworu u góry. To akurat nawet mi się podoba;) Gdy już udało mi się szminkę wydobyć, byłam zaskoczona jej kolorem. Pierwsza moja myśl to było "Ja wybrałam taki kolor?? Chyba im się coś pomyliło...". Jednak po testach na ręce byłam już pewna, że nic się im nie pomyliło oraz że wybrałam odpowiedni odcień, bo chociaż w opakowaniu szminka wygląda na dość ciemną, to jednak na ustach daje bardzo subtelny efekt, który mnie zadowala.


Tak, odcień mi się bardzo podoba. Może gdyby się jeszcze tak nie błyszczał i nie miał tych malutkich błyszczących drobinek, byłby jeszcze lepszy. Jednak jeśli o to chodzi to nie jest źle. Natomiast na pewno nie dałabym za tą szminkę takich pieniędzy, jakich żąda producent. Nie nawilża ona jakoś szczególnie ust, trzyma się bardzo przeciętnie... "No ale to przecież Dior...." pomyślą niektórzy.. Ja właśnie z tego powodu głównie spodziewałam się jakichś "cudów", jednak wyszło na to, że szminka jest przeciętna i na pewno nie skuszę się na jej zakup... Chociaż jeślibym za jakiś czas znów ją wygrała, to nie pogardziłabym;)

niedziela, 16 października 2011

Mały, katowicki haul

Uczelnia od poniedziałku do piątku , a w weekend praca. Tak aktualnie wygląda każdy mój tydzień, więc póki co ciężko mi to pogodzić z prowadzeniem bloga. Jednak będę się starać. Jako że ostatnio trafiły mi się trzy godziny okienka między zajęciami, wybrałam się na zakupy do Silesii. Obowiązkowym punktem dla mnie był The Body Shop oraz Super-Pharm. Oto na co się skusiłam...


 W TBS w końcu skusiłam się na szampon oraz odżywkę bananową. Jako że przy zakupie szamponu, odżywka była za pół ceny (lub na odwrót) całe zakupy kosztowały mnie około 30 zł. Szampon jest świetny, niewielka ilość dobrze się pieni, cudownie pachnie. O odżywce mogę powiedzieć na razie tylko tyle, że też ma świetny zapach;) Oczywiście w TBS kusiło mnie większość asortymentu, jednak z powodu braku funduszy musiałam się zadowolić tymi dwoma smakołykami. Ah, no i oczywiście zakupy te zrobiłam na dzień czy dwa przed tym, jak w życie weszła karta stałego klienta TBS.. Ja to mam szczęście;)


W Super-Pharmie upatrzone miałam olejki do ciała, które widziałam w gazetce za całe 11,99 zł za dwie sztuki. Oprócz tego już jakiś czas temu widziałam kremy do rąk tej samej firmy (The Secret Soap Store), jednak ich cena w drogerii mnie przeraziła, gdyż sztuka kosztowała ponad 20 zł. Tutaj udało mi się dorwać dwie sztuki tychże kremów (o zapachu pomarańczy oraz zwykły), w promocji, za 19,99 zł. Póki co testuję wersję pomarańczową i jestem zadowolona. Krem jest dość treściwy, więc powinien być odpowiedni właśnie na okres jesienny....


A teraz lecę do pracy, a później mnie czeka nauka układu okresowego pierwiastków. Ach, cudownie;)

niedziela, 9 października 2011

Wypiekane cienie do powiek od Hean: 282 Sparkle Night i 284 Turqoise

Ile mnie tu nie było.... Zdecydowanie za długo byłam nieobecna. Jednak ten tydzień to jedna wielka porażka... Rok akademicki zaczął się mi okropnie, ale o tym później;)


W paczce, którą otrzymałam do testów od firmy Hean (jeszcze raz bardzo dziękuję:)) znalazłam dwa wypiekane cienie do powiek. Muszę przyznać, zaintrygowały mnie. Co prawda kolory średnio moje, ale raz na jakiś czas można przecież zaszaleć;)


 Po pierwszym rzucie oka na owe cienie bardzo spodobał mi się fakt, że obydwa mają nazwy. Jakoś tak milej od razu. Opakowania też mi całkiem do gustu przypadły. Są proste, bez udziwnień. Co prawda wyglądają troszkę licho, jednak przekonałam się już o tym, że są dość wytrzymałe;). Jednak przechodząc do spraw najistotniejszych.... Obydwa cienie utrzymały się mi na oku na bazie cały dzień, pięknie połyskując. Wiadomo, stopniowo blakną (Sparkle Night bardziej), jednak nie jest to w moim wypadku coś strasznego. Sama aplikacja, jeśli chodzi o ocień Turqoise, była bezproblemowa. Z odcieniem Sparkle Night miałam natomiast pewne problemy. Ciężko mi nim było równomiernie pokryć powiekę, tak aby nie robił prześwitów. W dodatku odcień uzyskany na powiece troszkę tracił z koloru. Jednak jego barwa jest piękna i warta chwilowego się z nim pomęczenia. Od razu zaznaczę, że dotychczas nie miałam do czynienia z wypiekanymi cieniami, więc nie wiem czy jest to regułą, w tym jednak wypadku zauważyłam, że przy aplikacji cienie się dość mocno osypują. Przyznaję, mi to trochę przeszkadza....

Hean 284 Turqouise
Hean 282 Sparkle Night

Wypiekane cienie firmy Hean można znaleźć na ich stronie w cenie 10,99 zł (klik), co według mnie jest bardzo dobrą ceną za owe cienie. Mnie samą intrygują jeszcze brązowe cienie tego rodzaju. Coś mi się wydaje, że efekt, który będą dawać może być powalający:)



Na koniec trochę prywaty...
Marzę, żeby ten tydzień się już skończył.. Jest on po prostu tragiczny... Zaczęło się od tego, że na inauguracji roku akademickiego nie dostałam legitymacji, gdyż moja uczelnia przez pół roku nie zdążyła anulować mojej legitymacji z zeszłego roku z innego kierunku i wystawiono mi tylko zaświadczenie o byciu studentką. Pani z dziekanatu powiedziała, że legitymacja będzie w piątek (teraz już jest wersja, że w poniedziałek....). Niby żaden wielki problem.. Ale jednak dla mnie problem jest spory, gdyż na uczelnię dojeżdżam PKP, które owych zaświadczeń nie respektuje. Tak więc od 4 października wydałam już dodatkowo 70 zł na bilety, chociaż już jadąc na inaugurację owego dnia kupiłam sobie miesięczny ulgowy za 130 zł, z którego nie mogę korzystać, bo dla PKP nie jestem studentką... Dodatkowo w środę jechałam pociągiem na konwersatorium i co się stało? Pociąg się zepsuł i przyjechał do stacji docelowej z prawie 40 minutowym opóźnieniem ( a całą trasę normalnie pokonuje w trochę ponad godzinę). To oczywiście skutkowało tym, że na jedyne zajęcia, które miałam tego dnia nie dotarłam, gdyż głupio było mi pierwszego dnia wchodzić do sali z półgodzinnym spóźnieniem.... W czwartek nie wychodziłam z domu, więc nie miało mi się co pechowego przytrafić, jednak już w piątek w całkowicie przemokniętych butach przez około godzinę szukałam z chłopakiem przystanku autobusowego, tylko po to, by pojechać do pewnego centrum handlowego na dzień wyprzedaży, gdzie oczywiście nic nie kupiłam.

 Dopiero w moim mieście na nocy wyprzedaży, która także była tego dnia, "zaszalałam" w KappAhl kupując bluzkę za całe 15 zł;] Chciałam nowego stampsa, jednak nic nie wpadło mi w oko. Tak samo zresztą w Sephorze i w Douglasie liczyłam na upolowanie czegoś świetnego, jednak to także nie nastąpiło. Dopiero dziś zaspokoiłam swój apetyt, gdy w TkMaxxie trafiłam na przecenę odżywki Tigi Love Peace Planet bez spłukiwania. Za 24 zł nie wahałam się ani chwili i czym prędzej pognałam do kasy:)

Właściwie to najmilszym akcentem mijającego tygodnia jest fakt, że wygrałam szminkę Diora w konkursie na wizażu. Właściwie to było to totalne zaskoczenie i bardzo dobry poprawiacz humoru. I pomimo tego, że po otworzeniu opakowania na moje usta nasunęło się pytanie "Naprawdę wybrałam taki kolor??", to bardzo mi ona odpowiada. Jednak... eh, chyba nigdy w życiu nie dałabym tyle (125 zł w Douglasie) za szminkę. Przynajmniej póki co bym tyle nie dała;) Nie wykluczam, że w przyszłości to się zmieni;)

Jeszcze na koniec jedno pytanko do Was... Czy któraś z Was robiła może zakupy na http://www.nailetc.com/ ? Mianowicie interesuje mnie to, czy można tam płacić Paypalem? Niestety nigdzie na stronie nie znalazłam informacji o sposobie płatności, a jest to dla mnie istotne... Tak więc jeśli coś wiecie na ten temat dajcie znać:)

poniedziałek, 3 października 2011

Zoya - Jana

Zacznę od tego, że nigdy dotychczas nie kusiły mnie lakiery firmy Zoya. Jakoś tak... wydawały mi się takie zwykłe, pospolite. Jednak gdy zobaczyłam kolekcję Smoke wpadłam po uszy. Jana oraz Petra od razu podbiły moje serce i wiedziałam, że muszę je mieć. Tak więc.. dziś o pierwszym z wyżej wymienionych, czy o Janie ;)


Lakier zamknięty jest w prostej buteleczce z czarnym korkiem oraz skromną ilością napisów. Ma dość wąski pędzelek, którym jednak bardzo dobrze się operuje. Niestety, lakier ten jest odrobinę zbyt rzadki, więc może zalewać skórki. Poza tym wszystko w "normie": dwie warstwy wystarczają do pełnego krycia; schnie przeciętnie szybko. Jego trwałości jednak nie miałam jeszcze okazji testować...


Na moich paznokciach Jana wygląda zupełnie inaczej niż na swatchach, na które się natknęłam w necie. Tam wydawała mi się bardziej różowo-fioletowa. Na moich paznokaciach to jednak coś między beżem, a brązem, z dodatkiem fioletu, a momentami i różu. Nie powiem, że mi się nie podoba, bo bym skłamała, jednak liczyłam na to, że będzie to troszkę inny kolor....