Obserwatorzy

niedziela, 22 kwietnia 2012

O dwóch produktach L'Occitane słów kilka...

Do firmy L'Occitane ciągnęło mnie już od dłuższego czasu, jednak na mojej drodze do ich salonu stała zawsze jedna poważna przeszkoda pt. "ich ceny". Z tego też powodu po raz pierwszy z firmą tą miałam stycznośc, gdy dzięki Zwierciadle pojawiła się możliwość odbioru u nich 30 ml kremu do rąk. Oczywiście skorzystałam, a że istota ze mnie dziwna i głupio mi było tak przyjść i nic nie kupić, dodatkowo mając 20% zniżki, to oczywiście kupiłam ich balsam do ust. Balsam, który zresztą póki co jest moim numerem jeden w tej dziedzinie.
Następna okazja do zakupów przytrafiła się w Sylwestra, kiedy dodatkowo przy zakupach za 100 zł bodajże, dostawałam gratis kosmetyczkę z miniaturowymi produktami tejże firmy. Dzisiaj będzie mowa o dwóch kosmetykach pochodzących właśnie z tegoż zestawu, czyli...


Szamponie z serii Aromakologia oraz balsamie do ciała z serii Werbena... Najpierw kilka słów o balsamie...

 
Mój egzamplarz mleczka do ciała Werbena zamknięty jest w ładnej, 50 ml, butelce, z której jednak dość ciężko jest kosmetyk wydobyć, ze względu na to, że jest bardzo twarda. Samo mleczko ma bardzo lekką konsystencję i bardzo szybko się wchłania. Największą zaletą tego produktu jest dla mnie zapach, który jest cytrusowy, a co za tym idzie bardzo świeży. Nie przypuszczałam, że takiego typu nuty zapachowe wpasują się w moje gusta, a jednak. Podbił pod tym względem moje serce:) Jeśli chodzi o nawilżenie, to u mnie  sprawdza się całkiem nieźle, jednak ja nie mam jakoś bardzo przesuszonej skóry. Wydajność całkiem niezła, niewielka ilość mleczka wystarczy na dość sporą powierzchnię. Chociaż w tym ogólnie chyba mleczka czy balsamy mają przewagę nad masłami...
Cena za 250 ml butelkę jest spora, bo aż 92 zł. Gdybym miała możliwość kupić go za połowę ceny na pewno bym się skusiła na pełnowymiarową butelkę. Jednak póki co nie ma na niego żadnej promocji (i pewnie nie  będzie nigdy aż takiej), a mi po prostu aktualnie żal wydać prawie 100 zł na mleczko do ciała....

 

Produktem, który już całkowicie wykończyłam, jest natomiast odbudowujący szampon do włosów suchych i zniszczonych. Szampon ten także był zamknięty w twardej, 50 ml butelce, przez co cholernie ciężko było wydobyć go pod sam koniec. Zapach też ma całkiem niezły, chociaż tutaj nie jestem w stanie ani trochę określić nut zapachowych. Bardzo dobrze się pieni, co zresztą widać na zdjęciu. Dzięki temu też był całkiem wydajny. Ogromną jego zaletą było to, iż nie plątał mi włosów (co np. bananowy szampon z TBSu robił ). Czy jednak odżywił moje włosy? Szczerze mówiąc, to nie wierzę w to, żeby sam szampon był w stanie znacząco poprawić kondycję włosów... Dlatego też nie byłam zdziwiona, gdy rano, po umyciu głowy, moje włosy wyglądały zawsze tak samo.. No dobra, może się troszkę bardziej błyszczały. Jednak na tym byłby koniec... W zestawie była także odżywka do tego szamponu, jednak ta na razie leży nietknięta, gdyż strasznie nie lubię odżywek do spłukiwania... Gdy się jednak za nią zabiorę dam znać, czy ona jakieś efekty daję, gdyż to w niej pokładam większe nadzieje, niż w szamponie....
Cena za 300 ml butlę tego szamponu to 65 zł. Za pełną cenę na pewno bym go także nie kupiła... Po 50% zniżce bym się wahała nad zakupem, jednak pewnie bym się nie zdecydowała. Po prostu ja naprawdę nie widzę różnicy w stanie swoich włosów po myciu ich szamponami za 10 zł, a tymi za 60....




Teraz czas na małe podsumowanie.... Obydwa kosmetyki w mojej opinii są bardzo dobre. Mi przypadły do gustu. Jednakże, jak już wspominałam, mój portfel nie jest gotowy na takie wydatki w sferze pielęgnacyjnej. Tym bardziej, że żaden z tych kosmetyków nie jest warty owej ceny regularnej (pozdrowienia dla pana J - mojego osobistego chemika, który zawsze analizuje mi składy kosmetyków oraz je wycenia:P). Jednak, jak wiadomo, tutaj płacimy także za firmę i jej idee. Przyznam się bez bicia, bardzo często płacę za markę, co inni nazywają przepłacaniem... W przypadku lakierów do paznokci zwłaszcza. Bo jak wiadomo taki sam kolor można dostać  w drogerii za 5 zł, a ja płacę za niego kilkadziesiąt złotych... Jednak całkowicie sobie zdaję z tego sprawę. I tutaj przyznam się z miejsca, że gdybym zarabiała naszą średnią krajową, to zapewne i mleczko i szampon by zagościły w mojej łazience. Jednak, że zarabiam, a raczej zarabiałam, marną część owej pensji, póki co do tego nie dojdzie...

Pewnie po przeczytaniu tego tekstu znajdzie się kilka osób, dla których mój tok myślenia będzie dziwny i dalej nie będą rozumieć, po co np. kupuję lakier OPI, skoro przecież gdy mam ten lakier na paznokciach, nie widać jakiej firmy on jest. Dla tych osób wytłumaczę to na innym przykładzie z mojego życia....
Kiedyś, kilka lat temu, gdy byłam zbuntowaną nastolatką, zrobiłam sobie kolczyk w karku (za którym ostatnimi czasy tęsknię swoją drogą...). Przy tym właściwie bardzo rzadko chodziłam wtedy w spiętych włosach, a raczej miałam je rozpuszczone, tak że kolczyk był niewidoczny. Jednym z najczęstszych pytań, które mi zadawali znajomi (oprócz tego, czy bolało oraz "a jak to tam jest włożone?") było: "A po co Ci on, skoro i tak przez większość czasu jest niewidoczny?". Strasznie mnie to pytanie irytowało, gdyż mało kto, już po wytłumaczeniu, rozumiał "po co mi on". Moja odpowiedź była zawsze taka sama: "A po co go ktoś ma widzieć, skoro zrobiłam go dla siebie. Nie dla innych. Po prostu chciałam go mieć, bo mi się podobał...."
Tak też jest w moim wypadku z kosmetykami. Kupuję je po prostu, bo chcę je mieć. "Przepłacam", bo mam takie widzimisię. Tak jest też z ubraniami, butami i innymi. Nie chcę wręcz, żeby każdy na mnie zwracał uwagę, gdyż to nie jest mój żywioł. Blog jednak to coś zupełnie innego. Bo kto jak kto, ale blogerki myślę, że są w stanie to zrozumieć moją postawę lepiej niż ktokolwiek inny:)


Na koniec pytanie: czy jest ktoś kto przeczytał do końca ten dłuuuugaśny post?:D

8 komentarzy:

  1. cena skutecznie mnie zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi bardzo podobają się ich kremu do rąk, ale cena jak za takie mazidło jest zdecydowanie za wysoka :P
    I całkowicie cię rozumiem z tym kolczykiem, nie watro robić czegoś wbrew własnej woli lub "bo ludzie coś powiedzą". Najważniejsze to być sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam:) Też często kupuję kosmetyki (i inne rzeczy też) bo chcę je mieć. Wstyd się przyznać ale czasem ich nawet nie używam, a przynajmniej nie tak często jak powinnam. Taki ze mnie trochę kolekcjoner;)

    OdpowiedzUsuń