Obserwatorzy

sobota, 12 maja 2012

Balsam do ciała z Lawendowej Farmy + dwa nowe oczka w głowie;)

Wybaczcie, że mnie tyle nie było, ale miałam dość intensywny tydzień na uczelni. Jednak od tego tygodnia myślę, że będzie spokojniej, więc notki powinny znów pojawiać się tutaj regularnie:)

Jakiś czas temu dokonałam swoich pierwszy zakupów z Lawendowej Farmy (KLIK!). Dziś chciałabym Wam w skrócie opowiedzieć o produkcie, który już prawie wykończyłam, czyli o balsamie do ciała o wdzięcznej nazwie "Dotyk Motyla"


W prostym, aptecznym opakowaniu otrzymujemy 50 g produktu. Ma bardzo ładny i delikatny zapach - nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się lekko cytrusowy. Może to być jednak jakieś moje małe cytrusowe zboczenie;). Przy rozpoczęciu jego używania balsam wydawał mi się strasznie twardy, jednak teraz jest niesamowicie miękki. Jest też dość tłusty i treściwy. Właściwie to właśnie przez to jest mało wydajny. Nie nadaje się więc zbytnio do codziennego stosowania na całe ciało, a raczej do okazjonalnego stosowania na przesuszone miejsca. Nie wchłania się całkowicie, w przeciwieństwie do większości balsamów, a pozostawia na skórze natłuszczającą warstwę. Bardzo dobrze nawilża skórę. W porównaniu do pojemności, cena nie jest niska (9,50 zł), jednak jeżeli ktoś ma problemy z przesuszonymi miejscami, to myślę, że warto zainwestować;)


Jakieś dwa dni temu dostałam smsa od Marionnaud z informacją, iż na wybrane produkty do makijażu jest -50% , a na pozostałe -20% z tymże smsem. Oczywiście dziś musiałam pojechać i sprawdzić, czego owa -50% obniżka się tyczy..


Jak widzicie skusiłam się na słynny już rozświetlacz Mary-Lou Manizer. Zgarnęłam z półeczki ostatnią sztukę, ze którą zapłaciłam tylko 30,50 zł. Właściwie to chciałam kupić róż Frat Boy, jednak go nie było. Myślałam, że jak go nie będzie, to skuszę się na Hot Mamę. A tu co? Też jej nie ma. Tak więc wybór padł na rozświetlacz, który był dostępny i zajmował następne miejsce na mojej liście. Jestem nim tak zachwycona, że non stop biorę go w ręce i go podziwiam. Takie śliczne cacuszko;)
Na zdjęcie załapał się także mój nowy róż z najnowszej kolekcji Inglota nr 69. Ten śliczny, bardzo intensywny róż od razu skradł moje serce kolorem, a następnie powalił mnie na kolana świetną pigmentacją. I wiecie co? Mam ochotę na więcej. W planach mam już kupno trzech innych róży oraz kasetki na całą tą uroczą ferajnę:)


Na koniec tak jeszcze taka mała dygresja... Marionnaud zdecydowanie wysunął się na przód listy moich ulubionych drogerii/perfumerii. Nie dość, że jako jedyni w Polsce mają kosmetyki tak świetnej firmy jak The Balm, to w dodatku mają je w naprawdę przystępnych cenach. Tak, że po przeliczeniu na złotówki produktów z amerykańskiej strony, wychodzi na to, że są one droższe niż u nas. A to się rzadko zdarza. W dodatku Marionnaud z tego co zauważyłam bardzo często ma różne korzystne promocje. No bo nie ukrywajmy, 50% rabatu to jest naprawdę dużo. No i obsługa w moim Marionnaud jest na najwyższym poziomie. Panie zawsze są miłe, uśmiechnięte, skore do pomocy, a przy tym nie nachalne, co się rzadko zdarza. Chociaż muszę przyznać, że po pierwszej wizycie w tym sklepie miałam zgoła odmienne zdanie;)
No i mają też różne programy premiowe dla stałych klientów, dzięki którym można np. dostać bodajże 35 zł bon na zakupy.
Jedyne czego mi brak, to próbki. W Douglasie i Sephorze zawsze jakieś dają. Tutaj jednak tego nie ma. Jednak nie narzekam, gdyż nie można mieć wszystkiego;)

4 komentarze:

  1. ja w Sephorze zawsze muszę się dopominać o próbkę ;/
    P.S. zapraszam na konkurs Flos-Lek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzy mi się ten rozświetlacz ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja ostatnio dostałam próbki w Marionnaud:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow ten róż Inglota wygląda niesamowicie, tak soczyście. Koniecznie muszę mu się bliżej przyjrzeć :D

    OdpowiedzUsuń