Obserwatorzy

wtorek, 5 czerwca 2012

Różowo-błyszczykowy haul

Dawno nie pojawiały się u mnie posty tego typu, jednak przez wakacje powinno się ich troszkę pojawić. Dzisiaj prezentuję Wam moje zakupy, w których zdecydowanie dominują róże do policzków, będące moją nową manią...

L-P: Inglot nr 72, 61, 69, 62

Jak widać na powyższych kilku zdjęciach wręcz "napadłam" na Inglota. Kolejne róże z ich nowej kolekcji bardzo mnie kusiły, więc zdecydowałam się na zakup całej paletki (koło 18 zł), którą od razu też zapełniłam, kupując dwa róże z "nowości"  (20 zł) oraz jeden róż ze standardowej oferty w mniej rzucającym się w oczy odcieniu (15 zł).
Dodatkowo, jakiś czas temu natknęłam się w internecie na zdjęcia nowej kolekcji Sleeks Cream-ów od Inglota. Kolory mnie bardzo zaciekawiły, jednak na żywo okazało się, że większość nie jest dla mnie. Takim oto sposobem w moje ręce wpadł błyszczyk w odcieniu o numerze 107 (z nowej kolekcji) oraz 90 (ze starej). Każdy kosztował 20 zł. Ich kolory są bardzo w moim guście a ich zapach mnie powalił na kolana. Na ustach też prezentują się bardzo fajnie.
Na zdjęcie załapał się także błyszczyk z letniej edycji od firmy Bell, który ostatnio widziałam w Naturze w promocji za 9,99 zł. Ma świetny kolor oraz cudownie pachnie!
Na koniec taka moja mała dygresja... Część z Inglotowych kosmetyków kupiłam na wyspie Inglota w centrum, przez które prawie codziennie przechodzę, a część w ich sklepie, w centrum handlowym praktycznie na drugim końcu miasta. Właściwie to mogłabym wszystkie te rzeczy zakupić na owej "wyspie" w centrum, jednak tego nie zrobiłam. Dlaczego? Otóż dlatego, że Pani sprzedawczyni non-stop nade mną stała oraz czegokolwiek nie dotknęłam, byłam zmuszona słuchać peanów na temat owego produktu. Jedyne o czym wtedy myślałam, to by jak najszybciej skończyć zakupy i już stamtąd iść.. Dlatego też, po resztę zakupów pojechałam do sklepu Inglota, gdzie mogłam sobie w spokoju wszystko obejrzeć i gdzie nikt nade mną nie stał i nie gadał mi nad uchem o wszystkim, na co tylko spojrzałam. Ewidentnie jestem przykładem tego, że zbytnio nachalna troska o klienta może nie tylko nie przynosić zamierzonego efektu, a wręcz powodować straty....


Kolejnym kosmetykiem, który ostatnio kupiłam to róż z limitowanej edycji firmy Artdeco. Swój egzemplarz kupiłam w Duglasie za dość wysoką cenę, bo aż 90 zł (chyba będzie to mój najdroższy kosmetyk, nie licząc perfum). Jednakże musiałam go mieć. No same spójrzcie tylko na te kolory, to tłoczenie oraz ten śliczny ornament na opakowaniu. Po prostu cudo!


Ostatnim kosmetykiem, który zakupiłam jest róż mineralny od firmy Lily Lolo (koło 40 zł) do którego mogłam dobrać sobie cztery darmowe próbki. Jestem bardzo ciekawa tego, jak owy róż się sprawdzi... Jak na razie to bardzo zaskoczyło mnie jego opakowanie, gdyż szczerze powiedziawszy to zawsze wydawało mi się one na zdjęciach dość liche i tandetne... Jednak w rzeczywistości jest zupełnie inaczej.

Swoją drogą, ciekawe która z Was pierwsza zgadnie, na jaki kolor pełnowymiarowego różu się zdecydowałam?;>

40 komentarzy:

  1. O wow jakie piękne zakupy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjna paletka róży Inglot - piękne odcienie ♥ Też nie lubię takiej nadgorliwej obsługi w sklepach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róże inglotowskie najlepiej właśnie razem zestawione chyba wyglądają;) A mnie zawsze zastanawia czy Ci wszyscy grzejący stołki "na górze" w hierarchii korporacji naprawdę myślą, że my lubimy, kiedy się ktoś nami non-stop zajmuje i nie możemy nawet własnych myśli usłyszeć...

      Usuń
  3. Róż Artdeco jest bossski!I paleta róży z Inglota też.Ach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, róż z Artdeco to moje osobiste, małe dzieło sztuki;)

      Usuń
  4. hahaha mam to samo jak ktoś nade mną ślęczy...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam, że nie tylko ja tak reaguję;)

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się kolor błyszczyka z Inglota 90 ;) ja jaki róż chyba Ooh La La :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ten kolor to mnie akurat w necie zachwycił i jestem bardzo zadowolona z koloru na żywo:)

      Usuń
  6. Lubię Lily Lolo. :) Róż z ArtDeco piękny. :) A o Inglocie i ja dzisiaj pisałam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że również Lily Lolo polubię, chociaż mój portfel wtedy znacznie ucierpi:(

      Usuń
  7. Jaki ten róż piękny! Tylko podziwiać jak dzieło sztuki =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż strach używać, bo wzorek zniknie;)

      Usuń
  8. Zakupy widzę bardzo udane :) Róże z Inglota są wspaniałe :) Też nie znoszę jak w sklepie stoją nade mną i albo patrzą czy czasem nie kradnę im tych próbek czy coś albo gadaja... masakra szybko wtedy wychodzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, udane i to bardzo:)
      Z tym, że się patrzą to ja rozumiem, ale kurczę... można przecież DYSKRETNIE obserwować sklep, a nie tak perfidnie patrzeć się na ręce...

      Usuń
  9. Piękne kolory. A Artdeco ma zarówno piękne opakowanie jak i wnętrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Artdeco ma wszystko, co mieć powinien róż idealny.. Przynajmniej z wyglądu;)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Do niego akurat najmniej byłam przekonana, bo wydawało mi się, że za bardzo wpada w fiolet... Jednak w końcu się zdecydowałam, bo żaden inny mnie nie zainteresował bardziej niż on;)

      Usuń
  11. świetne róże ,ale najbardziej podoba mi się ten z Artdeco:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne zakupy! Ten róż z Art Deco ma przepiękną fakturę! A i kolory z Inglota wybrałaś naprawdę śliczne :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Błyszczyki wydają się być fajne. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko wydają się być, ale i są fajne;)

      Usuń
  14. Zakochałam się w opakowaniu różu z Artdeco <3

    OdpowiedzUsuń
  15. ten ornament to arabeska, mój ulubiony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się zawsze jakoś inaczej arabeska kojarzyła, ale w sumie... dobrze wiedzieć:)

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Po wstępnym teście też mi bardzo do gustu przypadł.

      Usuń
  17. Jej, ile różów... Ja się nadal nie mogę zdecydować na kupno pierwszego (normalnie używam tylko bronzery/rozświetlacze), a Ty tutaj masz tego setki. :P
    Ja czasem nie lubię chodzić do Natury - panie "od pomagania" cały czas za mną łażą, czy aby na pewno czegoś nie otwieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, aż tyle róży to ja nie mam... Tylko troszkę:P

      Usuń