Obserwatorzy

czwartek, 16 sierpnia 2012

Zdjęcia nowych nabytków + krótka relacja z Krakowa

Zaczynamy od tego, co większość z Was najbardziej interesowało, czyli od dokładnych zdjęć moich łupów. Tak więc... zaczynamy:)

od lewej Patina i Satin Taupe

Musiałam obowiązkowo się skusić na cienie do powiek. W końcu tyle o nich słyszałam. Jednak muszę też przyznać, że ich cena poraża... 50 zł za jeden wkład to ciężka do przełknięcia cena. Dlatego też zdecydowałam się na dwa dość popularne i niespotykane kolory, czyli Patina oraz Satin Taupe. Do tego zdecydowałam się również na zakup paletki na cztery cienie (23 zł), którą  zamierzam stopniowo zapełniać:)


Pomimo mojej niechęci wobec wszelkich cieni w kremie, postanowiłam dać tego typu kosmetykowi kolejne szanse, stąd też mój zakup osławionego paint pota (78 zł) w neutralnym, aczkolwiek bardzo ładnym odcieniu o nazwie Painterly. Jego formuła mnie urzekła i mam nadzieję, że nie  będę nim rozczarowana, gdyż jeszcze przynajmniej jeden odcień wpadł mi w oko;)


Oczywiście kupiłam również szminkę (79 zł) Syrup o wykończeniu Lustre. Niestety, chciałam jej dziś zrobić dla Was zdjęcie, jednak niestety jej kolor na nim wyszedł tak daleki od rzeczywistości, że nawet nie ma sensu go tu pokazywać.. W każdym razie Syrup to piękny, chłodny a zarazem delikatny fioletowawy odcień. Bardzo mi się podoba i już mogę powiedzieć, że świetnie się w nim czuję. W dodatku już wiem, że następnym razem moim łupem będzie Lustering, która to szminka również podbiła moje serce, jednak była niestety niedostępna...


W Rossmannie natomiast uległam i kupiłam w końcu Color Tattoo od Maybelline w odcieniu Permanent Taupe (23,99 zł). Już kilka dni temu macałam go w rossie w moim mieście, jednak wtedy się mu oparłam. Niestety, na wszelkich wycieczkach ulegam wszystkim pokusom, jakim tylko się da i koniec końców owy cień wpadł w moje ręce. Kolor jak dla mnie jest świetny: ładny, przybrudzony szaro-brąz;)


The Body Shop był dla mnie obowiązkowym punktem wycieczki, gdyż po prostu musiałam mieć masełko do ust o zapachu smoczego owocu (25 zł), z którego część dochodu zasili wybraną organizację. Właściwie to kupiłam je tylko z powodu tej charytatywnej akcji, nawet nie wąchając w sklepie testera. Ważne, że mogłam kogoś wspomóc i takim sposobem mój głos został przekazany na fundację Viva!


I to by było tyle, jeśli chodzi o dokładne zdjęcia moich zakupów. Teraz pora na krótkie podsumowanie wypadu do Krakowa. Tak więc w skrócie...
1. W Krakowie po raz drugi w życiu jechałam tramwajem (że też TBS jest akurat w Galerii Kazimierz, a nie Krakowskiej;)). W dodatku całą jazdę stresowałam się czy aby na pewno kupiłam odpowiedni bilet, gdyż postanowiłam razem z moim panem J. być samowystarczalnym i kupić bilety w automacie:P
2. Uwielbiam gulasz meksykański z Green Way'a (który swoją drogą jest również i u mnie w mieście) i taki też był mój obiad w Krakowie. W dodatku mieliśmy Groupona więc oprócz dwóch porcji gulaszu skusiliśmy się także na naleśniki z owocami. Mniam!
3. Pozostając w temacie jedzenia... Cholernie zazdroszczę krakusom Cupcake Corner Bakery. Po prostu ubóstwiam ich kapkejki i jest to mój punkt obowiązkowo podczas wypadu do Krakowa. O, nawet mam dla Was na smaka zdjęcie mojego kapkejka:)


4. Dalej o jedzeniu będzie... W Galerii Kazimierz skusiłam się wraz z moim panem J. na mrożony jogurt w Feel The Chill! Tym niestety nie byłam już aż tak zachwycona, jednak myślę, że dla miłośników jogurtu jest to całkiem ciekawy przysmak. Ja jednak się do tego grona nie zaliczam i zdecydowanie bardziej wolę kaloryczne McFlurry w McDonaldsie;)
5. Także w Galerii Kazimierz odwiedziłam Super-pharm, gdzie mogłam popodziwiać szafę Essie. Ach, cudna była... Niestety w niej akurat nie skusiłam się na nic. Kupiłam tam natomiast coś, co było wybawieniem dla moich poobdzieranych pięt, czyli...


czyli takie cudo:P Naprawdę mi pomogło i dzięki owym "plastrom" mogłam dalej w miarę normalnie się poruszać:P

Jedynym minusem mojego wyjazdu była podróż powrotna, podczas której musiałam przez dwie godziny stać w autobusie z tymi moimi poobdzieranymi stopami i podczas której miałam ochotę wybić prawie wszystkich przedstawicieli płci brzydkiej, którzy to, gdy zrobiło się wolne miejsce, zajmowali je nie zważając na tym, że ja, będąc kobietą, stoję. Żaden nie wpadł na pomysł, żeby mi ustąpić miejsca. Powiem Wam, że zwątpiłam i już powoli całkowicie tracę wiarę w nasze społeczeństwo...


31 komentarzy:

  1. Zazdroszczę takich nabytków:) Dobrze, że u mnie w mieście nie ma sklepu MAC :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to już teraz żałuję, że u mnie MACa nie ma:(

      Usuń
  2. Mam MACa we Wro, ale jakoś mnie do niego na razie nie ciągnie... może kupię tam kiedyś korektor i jakąś pomadkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomadka to zdecydowanie MACowy "must have":) A na korektor też mam zamiar się przy następnych zakupach skusić...

      Usuń
  3. Heh, całe szczęście, że u mnie nie ma MACa, bo pewnie wcześniej czy później na coś bym się skusiła, a od cen jednak może rozboleć głowa :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, niektóre ceny są powalające... Jednak zbieranie na kosmetyki z MACa będzie dla mnie motywacją do oszczędzania i nie trwonienia pieniędzy na prawo i lewo;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Piękne, toteż chyba jedne z najbardziej rozpoznawalnych cieni MAC:)

      Usuń
  5. Maczki xD a jaka cudna babeczka

    OdpowiedzUsuń
  6. Super zakupy, też się czaję na podobne ale zawsze ceny mnie odstraszają...
    Chyba należę do niewielkiego grona osób, które nie lubią takich babeczek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój pan J. też należy do tego grona osób:)

      Usuń
  7. Cienie totalnie w moim stylu, śliczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całą paletkę chcę w takich odcieniach skomponować, bo wprost uwielbiam wszelkie beże i brązy:)

      Usuń
  8. Mieszkam w Krk i uważam że to największy błąd jaki popełniłam przy przeprowadzce,dobrze że chociaż dobrze płacą bo bym uciekała.Mnie ceny Maca odstraszają,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a ja to bym bardzo chciała znów tam mieszkać i krakusom zazdroszczę:)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Ja to bym chciała móc sobie pozwolić na takie zakupy co tydzień, albo chociaż co miesiąc:D

      Usuń
  10. ceny faktycznie wysokie. babeczka wygląda fajnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysokość naszych cen w MAC boli tym bardziej, że w USA wkład cieni kosztuje 12 dolarów... U nas 50 zł... A jak się jeszcze to przyrówna do zarobków to... Eh, lepiej nie myśleć;)

      Usuń
  11. Na ten cień w kremie to ja już poluję dłuższy czas :D

    OdpowiedzUsuń
  12. pozdrawiam z Krakowa - uwielbiam zakupy w GK - jest taniej niż w Bonarce i Krakowskiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żeby było taniej to akurat nie zauważyłam;)

      Usuń
  13. Fajne nabytki, choć mnie nadal żal kasy na MACa. Za to Cupcake Corner uwielbiam i strasznie się cieszę, że powoli się rozrastają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mnie ten ich rozrost zdziwił, ale faktem jest, że są dość popularni nie tylko wśród krakusów;)

      Usuń
  14. Same wspanialosci z MACa! I ta apetyczna muffinka ;)

    OdpowiedzUsuń