Obserwatorzy

sobota, 28 stycznia 2012

TAG - 30 pytań kosmetycznych

Tag stary jak świat, jednak jakoś tak zapomniałam go zrobić w odpowiednim czasie, więc udzielę odpowiedzi dziś, kilka miesięcy po terminie;) Otagowały mnie halloyellow i Curlygirl, za co im serdecznie, chociaż zbyt późno, dziękuję:*



Zasady 

1. Napisz, kto Cię oTAGował. 
2. Odpowiedz na 30 pytań.
3. Przekaż TAG 10 innym blogerkom.
4. Poinformuj je w komentarzach, że zostały przez Ciebie oTAGowane i umieść adresy do ich blogów w swojej odpowiedzi. 
5. Po odpowiedzeniu na pytania poinformuj o tym osobę, która Cię oTAGowała, na przykład pod jej najnowszą notką.

Pytania i odpowiedzi

1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz?
Dwa razy; rano i wieczorem.
2. Jaki masz typ cery?
Cera mieszana zmierzająca momentami w kierunku tłustej.
3. Co jest obecnie Twoim ulubionym produktem do mycia twarzy?
Woda miceralna od Bourjois oraz passiflorowy żel do mycia twarzy z The Body Shopu.
4. Czy używasz peelingów do twarzy? Jeżeli tak, to jakich?
Tak, chociaż aktualnie mam tylko jeden: peeling w kremie od Garniera.

5. Jakiego kremu do twarzy używasz?
Marchewkowy krem z The Body Shopu.

6. Używasz kremu pod oczy? Jeżeli tak, to jakiego?
 Nie, aczkolwiek przymierzam się do zakupu.

7. Masz piegi? Jeżeli tak, to gdzie?
Nie mam

8. Jakiego podkładu używasz?
Nie używam podkładu. No chyba że kremy BB się zaliczy do tej kategorii...

9. Jakiego korektora używasz?
Skinfood Salmon Dark Circle Concealer Cream.

10. W jakiej tonacji jest Twoja cera?
Dobre pytanie! Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że mam dość chłodny odcień skóry....No bo chyba taki ma blada blondynka, prawda?;)

11. Co sądzisz o sztucznych rzęsach?
Po sylwestrze sądzę, że aplikowanie tego czegoś to istna katorga. A efekt mnie osobiście nie powala na łopatki;)

12. Jakiej maskary używasz?
 Mam tylko dwie maskary i są to: Essence-All Eyes On Me oraz The Body Shop-Super Volume Mascara.

13. Czego używasz do aplikowania makijażu?
Pędzli i palców.

14. Używasz bazy pod makijaż?
Nie.

15. Używasz bazy pod cienie?
Tak, firmy Virtual.

16. Ulubiony kolor cienia do powiek?
Beże, brązy, zwłaszcza z fioletowymi tonami.

17. Kredka do oczu czy eyeliner w płynie? 
Na mnie? Ani to, ani to. Na kimś? Eyeliner:)

18. Ulubiona szminka?
Jedna? Nie da się:P Muszą być co najmniej trzy i są to: moje dwie matowe szminki z Inglota oraz najnowszy nabytek, czyli szminka Rimmel z Kate Moss-owskiej serii w o numerze 07.

19. Ulubiony błyszczyk?
Safari nr 35.

20. Ulubiony róż?
Aktualnie nie mogę się zdecydować między dwoma moimi najnowszymi nabytkami, czyli różem w kremie firmy Inglot, a różem firmy The Balm, gdyż obydwa są po prostu genialne!

21. Kupujesz kosmetyki za pośrednictwem internetu? (Allegro, eBay, sklepy internetowe)
Oczywiście. Uwielbiam internetowe zakupy, gdyż większość ludzi na żywo mnie drażni (tak, tak, jestem ciut aspołeczna;))

22. Kupujesz kosmetyki od ulicznych sprzedawców/na bazarach?
Chyba się to jeszcze mi nie zdarzyło.

23. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć?
Za ziemny, w dodatku zbyt pomarańczowy podkład, po którego nałożeniu wygląda się niczym córka indiańskiego wodza. W dodatku nie znoszę obdrapanego lakieru na paznokciach, co jednak nagminnie widzę wokół;/

24. Lubisz kolorowe makijaże?
U siebie nie, u innych tak.

25. Jeżeli miałabyś wyjść z domu używając tylko jednego produktu, to co by to było?
Balsam do ust.

26. Wychodzisz z domu bez makijażu?
Tak. W moim przypadku lepsze był☺oby pytanie, czy wychodzę z domu z makijażem, gdyż bardzo rzadko się maluję.

27. Uważasz, że dobrze wyglądasz bez makijażu?
Tak.

28. Chciałabyś chodzić na lekcje wizażu/make up'u?
Jakoś mnie do tego nie ciągnie.

29. Która firma kosmetyczna jest według Ciebie najlepsza?
 Nie ma takiej, gdyż każda ma buble i perełki, a ja nie przetestowałam wszystkich produktów wszystkich firm, abym mogła to oceniać...

30. Czy zdarza Ci się niezdarnie nałożyć makijaż?
Non stop, o ile go w ogóle nakładam;)

piątek, 27 stycznia 2012

Wyniki rozdania Essence!

Witajcie. W końcu uporałam się z wylosowaniem zwyciężczyni rozdania. Wbrew pozorom nie było to takie proste, bo szczerze powiedziawszy, wierzyłam Wam na słowo i nie sprawdzałam zgłoszeń, gdyż po co marnować czas w tym ciężkim dla studenta okresie... Jednakże.. Po dwukrotnym wylosowaniu na zwycięzców osób, które nie spełniły podstawowego warunku zabawy, czyt. nie były moimi obserwatorami, zwątpiłam. Zwątpiłam na tyle, że zadecydowałam,  że to na jakiś czas ostatnie rozdanie na moim blogu. Bo co to za zabawa, gdzie człowiek człowieka oszukuje... Jednak nie martwcie się... Rozdania nie będzie, ale będzie konkurs z ciekawymi lakierowymi nagrodami. Szczegółów jeszcze nie wymyśliłam, ale mam nadzieję, że coś wpadnie mi do głowy:)
Wszystkie dziewczyny, które są wobec mnie uczciwe, a myślę,  że jest Was spooora przewaga, przepraszam za taki pełen przykry wstęp. Jednakże dla mnie ta cała sytuacja też jest przykra i musiałam to z siebie wyrzucić....

Teraz jednak przechodząc do tej miłej części, czyli wyników. Oto zwyciężczyni:



BlackAndWhite!

Zwyciężczyni serdecznie gratuluję i proszę o maila z danymi do wysyłki nagród na adres: farfallebelle@gmail.com do niedzieli, 29 stycznia. Po upływie tego czasu w przypadku braku kontaktu wylosuję nowego zwycięzcę. Mam jednak nadzieję, że będzie to zbędne:)



****
Ah, właśnie zauważyłam, że na transdesign.com lakiery Essie są za jedyne 4 dolary... Się napaliłam więc;) Ktoś chętny na zamówienie ze mną? Ja reflektuję na 3 lakiery, więc 6 miejsc mam wolnych. Jakby co to piszcie także na maila podanego wyżej:)

środa, 18 stycznia 2012

Nieobecnosc usprawiedliwiona... albo i nie;)

Moje drogie jak same widzicie, sesja dopadła także i mnie. Właściwie to nie tyle sesja, o ile wszelkie zaliczenia przed nią. Jednak po piątku będzie już dużo bardziej spokojnie. Nawet zdjęć nie miałam kiedy w tym tygodniu porobić. W dodatku chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu mam przez 5 dni jeden lakier na paznokciach. Oj tak, jestem zabiegana. Jednak udało mi się co nieco kupić w drodze do pracy... W TkMaxx dorwałam zestaw Color Club Back to Boho ten jasny za jedyne 37 zł a w Inglocie kupiłam osławiony już grzebyk do rzęs i już wiem, że jak malować rzęsy to tylko z nim;) Mam więc nadzieję, ze wybaczycie mi moją nieobecność, albowiem już wkrótce powracam;)

czwartek, 12 stycznia 2012

Moje zbiory: kremy do rąk.

Postanowiłam zapoczątkować na blogu nową serię pt. "moje zbiory". Będzie o kosmetykach, których mam dużo i których zrecenzowanie pojedynczo zajęłoby zbyt dużo czasu. Toteż będzie o nich zbiorcza recenzja. Przy okazji będzie to pewnego rodzaju terapia dla mnie, która (miejmy nadzieję) powstrzyma mnie przed kupnem kolejnego, entego już kremu do rąk/błyszczyka/szminki/balsamu do ust/balsamu do ciała/itd. Lakiery oczywiście to zupełnie inna bajka, więc o nich tego rodzaju postu tu nie uświadczycie. Tak więc zaczynamy. Dziś na tapetę idą kremy do rąk.


 1. Nubian Heritage, Raw Shea Butter Hand Cream - krem w dużej, bo aż 118 ml tubce ze znakomitym składem, bez parabenów, z samymi naturalnymi składnikami (skład znajdziecie na dole strony tutaj). Bardzo ładnie pachnie, chociaż ciężko mi jest przyrównać jego zapach do czegokolwiek. Ma bardzo fajną, lekko maślaną konsystencję. Szybko się wchłania oraz dobrze nawilża. Jego, jak dla mnie, jedynym minusem jest fakt, że w Polsce jest niedostępny. Swój egzemplarz kupiłam na iherb.com za około 7 dolarów.
2. Nubian Heritage, African Black Soap Hand Cream - ten krem leży w zapasach, gdyż najpierw chcę wykończyć jego pobratymca. Tak jak poprzednik kupiony jest on na iherb.com za 7 dolarów. 
3. The Secret Soap Store, Krem do rąk 20% masła shea, Pomarańcza - kolejny krem w dość dużej, bo aż 70 ml, ładnej tubce, stylizowanej na metalową. Kupiłam go w promocji z innym kremem do rąk tej samej firmy za bodajże 20 zł. Nie zawiera parabenów, silikonów oraz innych substancji, których wystrzega się coraz więcej osób. Ma bardzo fajny, pomarańczowy, cukierkowy zapach. Jest gęsty i dość tłusty, przez co dłużej się wchłania. Mi to jednak nie przeszkadza, gdyż jest to krem, który pełni u mnie "nocną wartę". Jeśli chodzi o nawilżenie to po dość dłużej dawce zaaplikowanej na noc, rano mam gładkie i miękkie dłonie, które wciąż pachną pomarańczami. Jednak na dzień, do torebki, go nie polecam...
4.  The Body Shop, Candied Ginger Hand Cream - mała, bo 30 ml, wzorzysta tubka. Cena regularna kremu to 15 zł,  jednak mi udało się go kupić w promocji za 8 zł. Tutaj skład już nie jest taki super, chociaż ja tam specem od składów nie jestem....Ma cudowny korzenny zapach, jak zresztą cała seria. Krem ten jest dość gęsty, jednak, o dziwo, szybko się wchłania. Spektakularnych właściwości nawilżających nie zauważyłam, jednak bardzo miło się po niego sięga w ciągu dnia.
5. The Body Shop, Spiced Vanilla Hand Cream - nie różni się od poprzednika niczym, za wyjątkiem zapachu. W tym wypadku aromat wanilii wydaje mi się trochę mdły, jednak jest on dość subtelny i mi nie przeszkadza.
6. L'Occitane, Cocoa Flower Hand Cream - najdroższy ze wszystkich moich kremów, gdyż mała 30 ml tubka, kosztuje aż 29 zł. Swój egzemplarz nabyłam dzięki akcji L'Occitane oraz Zwierciadła i nie kosztował mnie ani grosza. Zamknięty w ładnej małej tubce, z nieporęczną nakrętką, którą bardzo łatwo zgubić. Masło Shea ma na wysokim, bo na drugim miejscu w składzie. Bardzo ładnie pachnie, tak troszkę kwiatowo. Ma dość zbitą i gęstą konstystencję, jednak szybko się wchłania i przede wszystkim bardzo dobrze nawilża. Nie jestem jednak do końca przekonana co do jego ceny, gdyż wydaje mi się zbytnio wygórowana....
7. L'Occitane, Shea Butter Hand Cream - tego kultowego wręcz kremu mam łącznie 70 ml, gdyż mam aż dwie tubki po 30 ml (29 zł) oraz jedną miniaturkę mającą 10 ml. Na razie leżą w zapasach, jednak domyślam się, że właściwości będą mieć takie same, jak krem L'Occitane z limitowanej edycji. Różnią się jednak zapachem, który w tej wersji jest dość delikatny i subtelny, co mi bardziej odpowiada.


Tak na koniec sobie myślę, że gdybym miała wybrać swój ulubiony krem do rąk byłoby mi ciężko, gdyż właściwie wszystkie lubię. Dla mnie każdy jest wystarczający, gdyż nie mam jakiegoś wielkiego problemu z przesuszonymi dłońmi. Jednak gdybym miała wybrać faworytów to na podium ustawiłabym ex equo Nubian Heritage oraz L'Occitane... Chociaż może jednak Nubian Heritage ustawiłabym ciut wyżej ze względu na cenę, zwłaszcza w stosunku do pojemności...


Macie jakieś ulubione kremy do rąk? Jeśli tak, podzielcie się opinią, chętnie kiedyś przetestuję:)

Zakupy z The Body Shopu

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że mam właściwie na codzień mam dostęp do sklepu The Body Shop... Cieszy mnie to niezmiernie, bo bardzo polubiłam kosmetyki z owego sklepu, jednakże w samym sklepie przebywać nie lubię. Dlaczego? Ano dlatego, że od razu gdy wchodzę jestem atakowana pytaniem "Czy mogę jakoś Pani pomóc?". Jak zawsze w takich sytuacjach, odpowiadam "Nie, dziękuję.", gdyż właściwie nigdy podczas zakupów pomocy nie potrzebuję. Normalnie, w większości sklepów, sprzedawczynie dają mi w takiej sytuacji spokój. Jednak nie tu. Czego nie dotknę, to Pani już jest przy mnie i nad uchem mi rozprawia o zaletach owego produktu. Brrrr... Aż chce się uciec jak najprędzej. Domyślam się, że to nie sprzedawczynie same z siebie sobie wymyśliły, żeby tak wokół klienta nadskakiwać, tylko mają taki nakaz zachowania z góry narzucony przez firmę. Zawsze więc nurtuje mnie w takich sytuacjach pytanie: Czy ja jestem taka dziwna, że mi taka forma obcowania z klientem nie odpowiada, czy tego samego zdania jest większość społeczeństwa, a zarządy firm tego po prostu nie dostrzegają? Sama nie wiem... Wiem natomiast co innego: kosmetyki TBS lubię, jednak z niecierpliwością czekam, aż otworzą sklep internetowy. Byłoby to dla mnie błogosławieństwo...

Koniec mojego paplania, przechodzę do moich zakupów. Oto one:


 Jakiś czas temu słyszałam pogłoski, jakoby The Body Shop miał wycofywać serię Originals, jednak na szczęście, póki co, jest ona wciąż w sklepach i nie zanosi się na jej nagłe zniknięcie. Z tej serii zdecydowałam się na dwa produkty, które urzekły mnie zapachami. Pierwszym z nich jest balsam do ciała o zapachu arbuza (19 zł za 250 ml). Na razie odłożyłam go na bok, gdyż mam już dwa "zaczęte" balsamy z TBSu oraz kilka maseł innych firm, które także wypadałoby zużyć. Jednak nawet jeśli nie będzie on dobrze nawilżał (w co wątpię!) to nie będę żałować jego zakupu ze względu na owy niezwykle apetyczny zapach;) 
Kolejnym produktem, który równie ładnie pachnie jest żel do mycia twarzy o zapachu passiflory (19 zł za 250 ml). Jestem już po jego pierwszy użyciu i na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że zaskoczył mnie tym, że podczas mycia twarzy, żel się nie pieni. Jednak wydaje mi się, że dość dobrze oczyszcza, ale to będę w stanie stwierdzić po dłuższym okresie używania dopiero. 
Do mojego koszyczka wpadły także dwa kremy do rąk z limitowanej, świątecznej edycji (przecenione z 15 na 8 zł), po 30 ml każdy. Dwa warianty zapachowe, które wybrałam to przyprawiona wanilia oraz kandyzowany imbir. Obydwa kremy są dość gęste oraz pięknie pachną (chociaż imbir "piękniej";)). Zobaczymy na dłuższą metę jak będą się sprawować;) 
Jako gratis (za 1 gr), po uzbieraniu 3 pieczątek na karcie, mogłam sobie wybrać któryś z mini produktów z kosza, który sprzedawczyni wyciągnęła zza kasy.  Właściwie to myślałam, że będę mogła sobie za te trzy uzbierane pieczątki wziąć np. jakieś masełko 50 ml, jednak, jak widać, tak nie było. W owym koszu zza kasy nic ciekawego znaleźć nie mogłam (były tam w większości mini żele oraz trochę mini balsamów do ciała, wszystko z jakichś dziwnych serii, zupełnie mi nie znanych), zdecydowałam się więc na miętowy, chłodzący balsam do stóp. Na razie leży odłogiem, gdyż w zimie raczej potrzebuję czegoś rozgrzewającego, niż chłodzącego. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo jestem ciekawa tego cuda, zwłaszcza, że na wizażu ma całkiem dobre opinie...
Oprócz zakupów, których dokonałam w sklepie stacjonarnym TBS, na znanym portalu aukcyjnym (;)) zakupiłam także w bardzo promocyjnej cenie sztyft na wypryski oraz brązowy tusz do rzęs. Obydwa kosmetyki kosztowały mnie koło 30 zł, więc żal było nie skorzystać. O ich działaniu na razie też nic nie powiem, jednak jeśli będą tego warte, być może za jakiś czas, każde z nich doczeka się swojej osobnej notki;)



W tym miesiącu koniec już z zakupami, bo inaczej naprawdę zbankrutuję;)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Kolejny haul: Sensique Fantasy Glitter i inne...

Przyznam szczerze, że początkowo najnowsza kolekcja od Sensique mnie nie zainteresowała. Jednak im więcej zapowiedzi widziałam na blogach i w miarę pojawiania się kolejnych swatchy, coraz więcej lakierów mi się zaczynało podobać. W ostateczności, gdy do mojej drogerii ta limitowanka dotarła, stwierdziłam, że cztery kolory mieć muszę Oto i one:


Wybrałam Confetti, Fireworks, Gold Ribbon oraz Frozen Berries. Waham się jeszcze nad Gingerbread Glace, ale nie jestem do końca do niego przekonana. W sumie wszystkie te lakiery kupiłam z myślą robienia nimi urozmaicających manicure akcentów na dwóch paznokciach.. Takim oto sposobem przetestowałam już Fireworks na lakierze OPI-Funkey Dunkey i efekt był bardzo ciekawy. Sensique bardzo pozytwnie mnie zaskoczyło, bo dawno nie spotkałam się z tak udaną limitowanką lakierową na polskim rynku.

Dotarło także do mnie moje ostatnie zamówienie ebay'owe, czyli...


lakier Essie - Lady Like oraz dwa sztyfty nawilżające do skórek firmy Cuccio: mleko i mód oraz granat i figa. Jestem bardzo ciekawa działania sztyftów, gdyż nigdy nie miałam żadnego preparatu do skórek w tejże formie, a wydaje mi się to wręcz genialnym rozwiązaniem, więc jeśli będą się dobrze spisywać, na stałe zagoszczą w mojej kosemtyczce (na co po cichu liczę;)).


Na koniec jeszcze zakup, którego dokonałam w Sephorze i o którym Wam wspominałam już jakiś czas temu, nazywając go "cudowną okazją, której nie mogłam się oprzeć".


Jest to zestaw z wodą perfumowaną (50 ml) oraz balsamem do ciała (150 ml) o nazwie Oriens firmy Van Cleef&Arples. Zestaw ten był świetną okazją, ponieważ był przeceniony z 319 zł na 139 zł, więc aż żal mi było go nie wziąć. Skusiłam się na niego właściwie w ciemno, gdyż w perfumerii akurat nie mieli jego testera. Zapachu byłam bardzo ciekawa, a jednocześnie się go obawiałam. Nie powiem do końca, że jest "mój", jednak  podoba mi się, a to jest najważniejsze. Nie umiem opisywać zapachu perfum, jednak dla mnie jest to zapach dość ciężki, a przy tym słodki, jednak nie jest duszący i czuję w nim nutę, która mi się kojarzy z jakimś ziołem. Ach, no i muszę przyznać, że zauroczył mnie tutaj ten ozdobny flakonik, którego nakrętka kojarzy mi się z jakimś ozdobnym kamieniem, co jest słusznym skojarzeniem, gdyż Van Cleef&Arples jest głównie firmą jubilerską:)

piątek, 6 stycznia 2012

Rozdanie Essence Crystalliced!!

Myślałam nad rozdaniem dla Was, a dokładniej nad produktami do niego, aż nagle będąc w Naturze doznałam olśnienia. Zobaczyłam pełny stand najnowszej limitowanki Essence, a jako że cieszy się ona sporą popularnością postanowiłam kupić co nieco dla Was. Nagrody są więc dość skromne, ale niestety po świętach jestem spłukana. Oto co tym razem mam dla Was:


  • cień do powiek w kremie 04 Ice Age Reloaded
  • rozświetlający fluid na twarz i dekolt
  • lakier do paznokci 04 Ice Eyes Baby
  • lakier do paznokci 01 It's a Snow-Woman's World


A oto zasady:


Warunkiem koniecznym do wzięcia udziału w tym rozdaniu jest bycie moim obserwatorem oraz podanie w komentarzu nicku pod jakim mnie obserwujesz oraz maila. Dodatkowe losy można zdobyć za:
  • notkę o moim rozdaniu (+1 los) - w komentarzu zamieść link do notki
  • dodanie mnie do blogrolla (+1 los) - w komentarzu zamieść link do bloga

Wszystkie informacje, tj. nick pod jakim mnie obserwujecie i adres mailowy oraz fakultatywnie link do notki o rozdaniu oraz swojego bloga  podajcie w jednym komentarzu pod tą notką.
Nagrodę wysyłam tylko na teren Polski.



Rozdanie trwa do 24 stycznia do godziny23:59

 Powodzenia!:)

wtorek, 3 stycznia 2012

600 !!! Dziękuję!:)


Właśnie zauważyłam, że dziś "stuknęło mi" 600 obserwatorów. Aktualnie już 602:) Dziewczyny, wielkie dzięki za to. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę i nie uciekniecie ode mnie;) Taka liczba to kolejny dobry powód, żeby zorganizować jakieś, chociażby malutkie, rozdanie. Muszę nad tym pomyśleć:) 


Wam, kochane, jeszcze raz wielkie dzięki:*

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Poświąteczno-sylwestrowy haul

Dziś przybywam do Was, moje drogie, ze zdjęciami moich nowych nabytków kosmetycznych. Póki co nie miałam czasu wszystkiego wypróbować, więc będzie raczej skrótowo.

W The Body Shop wyprzedaże w pełni. Przecenione są wszystkie produkty z edycji świątecznych oraz dodatkowo kilka maseł ze stałej oferty oraz trochę innych rzeczy. Według mnie warto się udać i samemu zobaczyć. Sama skusiłam się na balsam do ciała o zapachu kandyzowanego imbiru (przecena z 39 na 19 zł) oraz masełko do ust o zapachu marakuji (przecenine z 20 na 10 zł). Na oku miałam jeszcze kilka rzeczy, ale na razie się wstrzymałam. Myślę jednak, że przynajmniej po jedno masełko się w tym lub w nastepnym tygodniu wybiorę. Dodatkowo otrzymałam (oczywiście po upomnieniu się, czego robić nie znoszę, ale jak mus to mus;)) kartę stałego klienta TBS. Oto jak to cudo się prezentuje oraz jakie profity z posiadania tejże karty mieć możemy:


Myślę, że zdjęć tych nie trzeba objaśniać. Sprawa jest prosta jak budowa cepa. Myślę, że karta taka zawsze się przyda, zwłaszcza, że o pozbycie się w TBS 75 zł nie jest trudno, a przy tej kwocie mamy już możliwość otrzymania mini produktu za grosz:)


Następnych moich zakupów dokonałam dokładnie w Sylwestra, w Krakowie, gdzie łaziłam po Galerii Krakowskiej przed udaniem się na imprezę sylwestrową. Na ogół nie chadzam po sklepach w takie dni, jednak musiałam wykorzystać okazję, że w centrum tym znajduje się sklep L'Occitane, gdzie aktualnie także trwają wyprzedaże.


Jednak po długim zastanowieniu nie skusiłam się na nic z oferty wyprzedażowej. W oko wpadł mi natomiast zestaw z produktami z linii z masłem shea, za (w tym wypadku jedyne) 60 zł. Już jakiś czas temu nad podobnym zestawem się zastanawiałam, jednak zanim się zdecydowałam, w sklepie nie było już ani jednego egzemplarza. W tym wypadku w ładnej, małej kosmetyczce znajduje się: mydełko (50g), balsam do ust (2ml), krem do rąk (30 ml), żel pod prysznic (75 ml) oraz mleczko do ciała (75 ml). Myślę, że jak na tyle produktów i jak na tą firmę, to cena nie jest zła. Dodatkowo dobrałam do tego mydło marsylskie z różą (15 zł) oraz kolejny 30 ml krem do rąk z shea (29 zł). A jako że zapłaciłam więcej niż 100 zł i miałam "magiczny" kupon za rejestrację w ich klubie, zupełnie gratis otrzymałam taki oto zestaw:


W skład zestawu oprócz kolejnej uroczej kosmetyczki wchodzą: szampon aromakologia (50 ml), odżywka aromakologia (50 ml), żel pod prysznic werbena (50 ml), mleczko do ciała werbena (50 ml), mydełko (50 g) oraz mini krem do rąk (10 ml). Ten zestaw także wydaje się niczego sobie;) Chyba zaczynam się uzależniać od L'Occitane podobnie jak od TBS'u;)


Na koniec jeszcze dwa produkty, które do mojej kosmetyczki wpadły niespodziewanie. Są to...

szminka Rimmel z edycji od Kate Moss oraz olejek do skórek firmy Cuccio o zapachu granatów i fig. W przypadku szminki przyznaję, że poleciałam na opakowanie oraz na promocję (kosztowała mnie coś koło 12 zł). Natomiast na olejek skusiłam się po recenzji viollet i jestem zachwycona. Póki co tylko zapachem, bo na ocenę działania potrzebuję jednak więcej czasu:)

Dziś natomiast trafiłam w Sephorze na cudowną okazję, której nie mogłam się oprzeć... Ale o tym kiedy indziej;)


A jak u Was? Pierwsze zakupy kosmetyczne w tym roku już poczynione?:)

Noworoczne postanowienia...

Co wchodzę na jakiegoś bloga to natykam się na wszelkie noworoczne postanowienia. Sama więc też postanowiłam zrobić taką listę. Za rok o tej porze będę mogła się z niej rozliczyć i już się boję, co z tego wyjdzie;) Tak więc oto moje postanowienia:

1. Kupować mniej kolorówki, która potem i tak w większości leży w koszyczku nieużywana, gdyż mi się nie chce malować;)
2. Regularnie zużywać moje zapasy pielęgnacyjne, coby robić miejsce na nowe rzeczy. Przede wszystkim zużyć wszystkie balsamy/masła do ciała, kremy do rąk oraz balsamy do ust, bo nad ilością tego powoli już nie panuję.
3. Kupować rozważniej lakiery oraz nie kusić się na niektóre z nich tylko dlatego, że mają ładną nazwę/opakowanie.

Jeśli chodzi o kosmetyczne sprawy to chyba tyle. Chociaż wszystkie trzy punkty możnaby podsumować zdaniem: kupować mniej;) Z pozostałych sfer to mogę dodać jedynie to, że w tym roku chciałabym się systematycznie uczyć. Innych postanowień nie mam.

A jak tam Wasze postanowienia? Czy te z zeszłego już roku udało się spełnić?;>



Przy okazji: Wszystkiego dobrego w nowym roku!:)