Obserwatorzy

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

China Glaze - Trendsetter

Lakier, który dziś Wam pokażę to jeden z moich ulubionych lakierów China Glaze w kolekcji. Co tu dużo gadać... Po prostu jest on tak brzydki, że aż przez to cudowny, jak dla mnie;)

 

Jak każdy lakier China Glaze, tak i ten, zamknięty jest w typowej 14 ml butelce z dość długim i cienkim pędzelkiem. Jego aplikacja to marzenie... Idealnie rozprowadza się po płytce paznokcia i kryje po dwóch warstwach.
Trendsetter to bardzo specyficzny lakier. Taki z gamy tych, które się albo kocha, albo nienawidzi. Ja go pokochałam, chociaż przyznam, że po jego wejściu na rynek, niezbyt rozumiałam o co tyle szumu w tym wypadku. Teraz to w zupełności rozumiem. Jest obłędny. Jego kolor ciężko mi opisać...to taka jakby musztardowa żółć, z tym, że bardziej zielonkawa.... W dodatku ma w sobie takie malutkie "flejki", które to nadają mu chyba cały urok...Co tu dużo gadać...Po prostu uwielbiam tego "brzydaka", o:)

niedziela, 29 kwietnia 2012

La Rosa - Mineralny puder nr 63 Natural (róż do policzków)

Jak zapewne pamiętacie, jakiś czas temu, otrzymałam od frimy Futurosa (klik!) mega paczkę z kosmetykami do testowania. Wszystkie testy natychmiast rozpoczęłam i już powoli będą się pojawiać pierwsze recenzje produktów z tejże paczki. Na pierwszy ogień idzie róż o numerze 63...

 Róż zamknięty jest w plastikowym opakowaniu z sitkiem, które wydaje się być dość wytrzymałe. W środku znajdziemy 4,5 g produktu, który spokojnie można z wnętrza wydobyć.

Puder ten zawiera mnóstwo drobinek, jednak nie są one bardzo nachalne. Ba, świetnie się one sprawdzają, gdyż bardzo ładnie rozświetlają cerę. W dodatku róż ten ma świetną pigmentację. Naprawdę niewielka jego ilość, daje już zadowalający efekt, co mnie zdziwiło, gdyż myślałam, że będę się musiała sporo namachać pędzlem, aż zauważę efekty na policzkach;)
Na początku obawiałam się przede wszystkim, że róż ten będzie miał odcień bardzo wpadający w pomarańcz i będzie dawał katastrofalny efekt na mojej twarzy. Na szczęście tak nie jest, a jego kolor kojarzy mi się bardziej z soczystą brzoskwinią, niż z tandetnym, jak dla mnie, pomarańczem. Jednak nie zmienia to faktu, iż jestem ogromną zwolenniczką typowo różowych róży;)

 
Powyżej możecie zobaczyć, jak róż ten prezentuje się, nieudolnie i w zbyt dużej ilości (aby aparat go nie "zjadł") przeze mnie nałożony, na policzku. Efekt, który daje całkiem mi się podoba.... Tym bardziej, że jest taki dziewczęcy i subtelny...
Ostatnią sprawą, która ważna jest w przypadku wszystkich kosmetyków kolorowych, jest jego trwałość. Oceniam ją na średnią, wytrzymuje na policzkach koło 6 godzin, a potem zanika. Zostają tylko rozświetlające drobinki. Chociaż zawsze dobre i one;)
Koszt tego pudru na stronie Futurosa to 30 zł.


Gdybyście były zainteresowane tym lub innym produktem firmy La Rosa mogę Wam udostępnić kody na 25% zniżki na zakupy. Jakby co piszcie na maila:)

piątek, 27 kwietnia 2012

Promocja w Marionnaud, czyli mały haul...

Wczoraj, niestety już późnym wieczorem, dowiedziałam się o bardzo fajnej promocji w drogeriach Marionnaud. Mianowicie przy zakupie minimum dwóch kosmetyków z marek dostępnych jedynie w tejże sieci drogerii, otrzymuje się na nie rabat 50%. Tak więc zakupy wychodzą nas połowę taniej. Oczywiście musiałam skorzystać z tej promocji i z samego rana wybrałam się do jedynego Marionnaud w moim mieście, który ma w swojej ofercie kosmetyki marki The Balm. Oto co kupiłam:


Pojechałam tam z zamiarem kupna różu Cabana Boy oraz paletki Nude'tude. Oczywiście kosmetyku, na którym najbardziej mi zależało, czyli paletki, nie było, jednak róż, jak widać, udało mi się dorwać.  No i co tu dużo gadać? Kolor ma cudny i mam nadzieję, że będę z niego równie zadowolona jak z Down Boya:)
Do tego musiałam coś dobrać, żeby mieć to 50% zniżki i chociaż kręciłam się w kółko między stoiskiem Make Up Factory, a The Balm to jednak zdecydowałam się na kolejny kosmetyk znanej mi już firmy. Wybór padł na błyszczyk w kolorze mocnego różu o cudownej nazwie Daddy's Girl (chociaż ja typową córeczką tatusia bynajmniej nie jestem:P). Przekonał mnie do niego przede wszystkim świetny kolor, piękny, owocowy zapach i fakt, iż posiada filtr SPF17. Ucieszył mnie także fakt, że błyszczyk jest fabrycznie zafoliowany, co zresztą chyba widać na zdjęciu.
Do tego, kręcąc się po drogerii zauważyłam, że jest tutaj obecna marka John Masters Organic. Marka ta była mi zupełnie nieznana, a buszując po internecie natknęłam się na ich stronę, gdzie w oko wpadł mi właśnie balsam do ust o bardzo ciekawym składzie, a mało ciekawej cenie (koło 30 zł). I właśnie w Marionnaud natknęłam się na owy balsam, który oczywiście też podchodził pod tą promocję. Bez wahania go porwałam i udałam się do kasy.
Jednak moje zadowolenie nie trwało długo, gdyż okazało się, że produkty w tej promocji trzeba kupować parami, czytaj: musiałam dobrać jeszcze jeden produkt dostępny w Marionnaud na wyłączność. I znów zaczęło się kręcenie po drogerii... Myślałam nad lakierami, ale w końcu stwierdziłam, że są małe, a kolory takie jakieś nie ciekawe. Aż w końcu natknęłam się na półeczkę z produktami The Berkeley Square, gdzie mój wzrok przyciągnęła ładna puszeczka z balsamem do ust. Chociaż balsamów do ust mam już naście, w tym dwa leżą w "zapasach", to jednak nie mogłam się oprzeć:)
A ile za to wszystko zapłaciłam? A stosunkowo mało, bo dokładnie 74,95 zł. Dla ciekawych cen poszczególnych produktów zrobiłam zdjęcie paragonu:



Jak dla mnie to promocja jest bardzo fajna i gdybym tylko nie wydała na te zakupy swoich ostatnich pieniędzy, to na pewno skusiłabym się jeszcze na kilka rzeczy.



Dla wszystkich ciekawych, oto przykładowe marki objęte promocją:
- The Balm - wiadomo. Szczególnie polecam róże do policzków. Wiem, że dziewczyny także zachwalają rozświetlacz Mary-Lou (61 zł) oraz bronzer Bahama Mama (51 zł). Warte obejrzenia są oczywiście także paletki cieni: Shady Lady (bodajże 107 zł) oraz Meet Matt(e) (100 zł). Nad tą drugą zresztą sama też dumałam... Zaciekawiły mnie także ich cienie w kremie (koło 40 zł), ale jakoś akurat ich opakowania mnie odpychają:P
- Make Up Factory - nie znam kompletnie firmy, jednak po pierwszym "macaniu" zaciekawiły mnie róże (spory wybór odcieni - koło 50 zł), szminki (też kolorów od groma - 54 zł bodajże) oraz coś w formie "lakieru do ust" (też coś koło 50 zł).
- Cuccio - obecność tej marki w Marionnaud mnie totalnie zaskoczyła. Jednak widziałam wszystkie rodzaje odżywek w olejku (koło 40 zł) i w sztyfcie (29 zł). Oprócz tego widziałam także różne kule do kąpieli, peelingi oraz masła do ciała (69 zł) . Ja szczególnie polecam sztyfty do skórek, chociaż są mało wydajne...
- Mavala - duuuży wybór lakierów do paznokci (25 zł) w malutkich, 5 ml buteleczkach. Oprócz tego mnóstwo różnych specyfików do paznokci.
- The Berkeley Square - kremy do rąk, balsamy do ciała, mnóstwo mydeł i inne takie. Tutaj jednak cen nie pamiętam dokładnie, jednak kremy do rąk były chyba za coś koło 40 zł. Duży plus za ciekawe opakowania. Więcej na temat firmy nie wiem;)
- John Masters Organics - pełno specyfików do włosów oraz trochę do twarzy. Ceny dość wysokie z tego co kojarzę, dlatego jak najbardziej opłaca się skorzystać z obowiązującej promocji.
- pozostałe, czyli lakiery marki Marionnaud (18 zł), jakieś ich balsamy i żele pod prysznic i inne takie bajery;)


Jeśli więc któraś z Was, od jakiegoś czasu "czaiła się" na jakiś produkt z tychże marek, to niech czym prędzej biegnie do Marionnaud, gdyż okazja według mnie jest niespotykana:) Z tego, co widziałam na facebooku to promocja obowiązuje do 29 kwietnia, więc o ile to prawda, to czasu jeszcze troszkę jest;)


A swoją drogą... Co Wy polecacie z produktów firm dostępnych wyłącznie w Marionnaud? Czy któraś z Was miała styczność z produktami Make Up Factory? Gdyż muszę przyznać, że to one mnie najbardziej zaciekawiły...

czwartek, 26 kwietnia 2012

Testowanie z Golden Rose + dwie inne paczki :)

Jakiś czas temu na facebooku Golden Rose ogłosiło akcję, w której można było zostać testerką ich kosmetyków. Oczywiście się zgłosiłam... Zgłosiłam i jak to bywa, czas upływał a ja już o owym zgłoszeniu zapomniałam. Dlatego też bardzo się zdziwiłam, gdy kilka tygodni temu zobaczyłam listę wybranych do testów blogerek, a na niej adres mojego bloga. Jakiś czas później odezwała się do mnie pani Joanna, przedstawicielka firmy, i poprosiła mnie o wypełnienie krótkiej, aczkolwiek treściwej ankiety, dzięki której kosmetyki, które do mnie dotarły są idealnie pode mnie i pod mojego bloga dobrane. A oto jak prezentowała się paczuszka...

 Pierwsze co mnie urzekło, to śliczne opakowanie. Niczym jak w kosmetycznych boxach, na który teraz jest taki szał:) Duuuży plus. Opakowanie na pewno na coś się przyda (hm... pewnie na lakiery:P).
 W środku wszystkie kosmetyki ładnie "obtoczone" mnóstwem papierowych paseczków. Niby ochrona kosmetyków to średnia, jednak po co większa, skoro folii bąbelkowej było pełno w pudełku zewnętrznym;)
 A oto już jak prezentuje się cała zawartość. Dech zapiera:)
 Do testowania dostałam dwa lakiery do paznokci. Jeden z serii Paris o numerku 225. Ładna mięta z delikatnymi drobinkami. Z tą serią lakierów Golden Rose nigdy nie miałam styczności, chociaż widziałam, że gama kolorystyczna powala. Drugim lakierem jest lakier magnetyczny, o numerze bodajże 03. Będzie to mój drugi lakier tego typu (pierwszym jest lakier China Glaze), więc tym bardziej jestem go ciekawa:)
 Oprócz tego otrzymałam także wysuszacz lakieru w sprayu, o którym nigdy w życiu nie słyszałam i który z całej paczuszki chyba ciekawi mnie najbardziej. Miejmy nadzieję, że się u mnie sprawdzi. Obok niego widzicie odżywkę do paznokci z wapniem i proteinami mleka. Ją pewnie przetestuję na końcu, gdyż póki co moje paznokcie są w bardzo dobrym stanie...
 W wypełnionej przeze mnie ankiecie padło pytanie, jaki kosmetyk firmy Golden Rose mnie bym najbardziej chciała przetestować. Oczywiście jako świeża "różomaniaczka" wybrałam róż do policzków, w ładnym, jasnym odcieniu różu. Zapowiada się bardzo ciekawie:)
W paczce znalazłam także próbkę perfum Roxanne, lusterko idealne do torebki, próbki szminek oraz katalog z wszystkimi produktami firmy. Swoją drogą to nawet nie wiedziałam, ze firma ta ma tak szeroki asortyment...



Oprócz tej gigantycznej paczki kosmetyków, otrzymałam także paczkę w wyniku współpracy z firmą Werner i Wspólnicy,  w której to znalazłam emulsję na poparzenia słoneczne.

Neoviderm przyszedł do mnie w samą porę, gdyż zaczynają się już powoli bardzo ciepłe dni, a ja niestety ze słońcem się niezbyt lubię, a raczej ono nie lubi mnie;)


Najświeższą paczką, która do mnie dotarła przed chwilą dosłownie, jest paczuszka z lakierami, które kupiłam na blogowej wyprzedaży u Agi (klik!).

Tak oto w moje łapki wpadł lakier Color Club-Age of Aquarius oraz China Glaze-Trendestter. Czy muszę pisać, że baaardzo mi się podobają?:)


I to by było tyle.. Chociaż tak mało to tego nie ma;)
Czy coś Was zaciekawiło?:) Dajcie mi znać:)

niedziela, 22 kwietnia 2012

Wyniki konkursu!

Z wybraniem zwycięzcy miałam ogromny problem. Wszystkie Wasze odpowiedzi były świetne i bardzo Wam za nie dziękuję. Musiałam jednak wybrać jednego zwycięzcę i po dłuuugim namyśle, mam przyjemność ogłosić, iż została nim...

minthema
 
Zaraz wyślę do Ciebie maila. Mam nadzieję, że otrzymam odpowiedź:)

Bardzo żałuję, że przewidziałam tylko jedną nagrodę... Jednak mam zamiar to naprawić za jakiś czas, gdy nastąpi dłuuugo oczekiwany przypływ gotówki. Wtedy wylosuję nagrodę dodatkową pośród osób, które brały udział w tym konkursie. Tak więc bądźcie czujne, albowiem nie znacie dnia, ani godziny;)


Pozdrawiam i dziękuję za udział w zabawie!:)

O dwóch produktach L'Occitane słów kilka...

Do firmy L'Occitane ciągnęło mnie już od dłuższego czasu, jednak na mojej drodze do ich salonu stała zawsze jedna poważna przeszkoda pt. "ich ceny". Z tego też powodu po raz pierwszy z firmą tą miałam stycznośc, gdy dzięki Zwierciadle pojawiła się możliwość odbioru u nich 30 ml kremu do rąk. Oczywiście skorzystałam, a że istota ze mnie dziwna i głupio mi było tak przyjść i nic nie kupić, dodatkowo mając 20% zniżki, to oczywiście kupiłam ich balsam do ust. Balsam, który zresztą póki co jest moim numerem jeden w tej dziedzinie.
Następna okazja do zakupów przytrafiła się w Sylwestra, kiedy dodatkowo przy zakupach za 100 zł bodajże, dostawałam gratis kosmetyczkę z miniaturowymi produktami tejże firmy. Dzisiaj będzie mowa o dwóch kosmetykach pochodzących właśnie z tegoż zestawu, czyli...


Szamponie z serii Aromakologia oraz balsamie do ciała z serii Werbena... Najpierw kilka słów o balsamie...

 
Mój egzamplarz mleczka do ciała Werbena zamknięty jest w ładnej, 50 ml, butelce, z której jednak dość ciężko jest kosmetyk wydobyć, ze względu na to, że jest bardzo twarda. Samo mleczko ma bardzo lekką konsystencję i bardzo szybko się wchłania. Największą zaletą tego produktu jest dla mnie zapach, który jest cytrusowy, a co za tym idzie bardzo świeży. Nie przypuszczałam, że takiego typu nuty zapachowe wpasują się w moje gusta, a jednak. Podbił pod tym względem moje serce:) Jeśli chodzi o nawilżenie, to u mnie  sprawdza się całkiem nieźle, jednak ja nie mam jakoś bardzo przesuszonej skóry. Wydajność całkiem niezła, niewielka ilość mleczka wystarczy na dość sporą powierzchnię. Chociaż w tym ogólnie chyba mleczka czy balsamy mają przewagę nad masłami...
Cena za 250 ml butelkę jest spora, bo aż 92 zł. Gdybym miała możliwość kupić go za połowę ceny na pewno bym się skusiła na pełnowymiarową butelkę. Jednak póki co nie ma na niego żadnej promocji (i pewnie nie  będzie nigdy aż takiej), a mi po prostu aktualnie żal wydać prawie 100 zł na mleczko do ciała....

 

Produktem, który już całkowicie wykończyłam, jest natomiast odbudowujący szampon do włosów suchych i zniszczonych. Szampon ten także był zamknięty w twardej, 50 ml butelce, przez co cholernie ciężko było wydobyć go pod sam koniec. Zapach też ma całkiem niezły, chociaż tutaj nie jestem w stanie ani trochę określić nut zapachowych. Bardzo dobrze się pieni, co zresztą widać na zdjęciu. Dzięki temu też był całkiem wydajny. Ogromną jego zaletą było to, iż nie plątał mi włosów (co np. bananowy szampon z TBSu robił ). Czy jednak odżywił moje włosy? Szczerze mówiąc, to nie wierzę w to, żeby sam szampon był w stanie znacząco poprawić kondycję włosów... Dlatego też nie byłam zdziwiona, gdy rano, po umyciu głowy, moje włosy wyglądały zawsze tak samo.. No dobra, może się troszkę bardziej błyszczały. Jednak na tym byłby koniec... W zestawie była także odżywka do tego szamponu, jednak ta na razie leży nietknięta, gdyż strasznie nie lubię odżywek do spłukiwania... Gdy się jednak za nią zabiorę dam znać, czy ona jakieś efekty daję, gdyż to w niej pokładam większe nadzieje, niż w szamponie....
Cena za 300 ml butlę tego szamponu to 65 zł. Za pełną cenę na pewno bym go także nie kupiła... Po 50% zniżce bym się wahała nad zakupem, jednak pewnie bym się nie zdecydowała. Po prostu ja naprawdę nie widzę różnicy w stanie swoich włosów po myciu ich szamponami za 10 zł, a tymi za 60....




Teraz czas na małe podsumowanie.... Obydwa kosmetyki w mojej opinii są bardzo dobre. Mi przypadły do gustu. Jednakże, jak już wspominałam, mój portfel nie jest gotowy na takie wydatki w sferze pielęgnacyjnej. Tym bardziej, że żaden z tych kosmetyków nie jest warty owej ceny regularnej (pozdrowienia dla pana J - mojego osobistego chemika, który zawsze analizuje mi składy kosmetyków oraz je wycenia:P). Jednak, jak wiadomo, tutaj płacimy także za firmę i jej idee. Przyznam się bez bicia, bardzo często płacę za markę, co inni nazywają przepłacaniem... W przypadku lakierów do paznokci zwłaszcza. Bo jak wiadomo taki sam kolor można dostać  w drogerii za 5 zł, a ja płacę za niego kilkadziesiąt złotych... Jednak całkowicie sobie zdaję z tego sprawę. I tutaj przyznam się z miejsca, że gdybym zarabiała naszą średnią krajową, to zapewne i mleczko i szampon by zagościły w mojej łazience. Jednak, że zarabiam, a raczej zarabiałam, marną część owej pensji, póki co do tego nie dojdzie...

Pewnie po przeczytaniu tego tekstu znajdzie się kilka osób, dla których mój tok myślenia będzie dziwny i dalej nie będą rozumieć, po co np. kupuję lakier OPI, skoro przecież gdy mam ten lakier na paznokciach, nie widać jakiej firmy on jest. Dla tych osób wytłumaczę to na innym przykładzie z mojego życia....
Kiedyś, kilka lat temu, gdy byłam zbuntowaną nastolatką, zrobiłam sobie kolczyk w karku (za którym ostatnimi czasy tęsknię swoją drogą...). Przy tym właściwie bardzo rzadko chodziłam wtedy w spiętych włosach, a raczej miałam je rozpuszczone, tak że kolczyk był niewidoczny. Jednym z najczęstszych pytań, które mi zadawali znajomi (oprócz tego, czy bolało oraz "a jak to tam jest włożone?") było: "A po co Ci on, skoro i tak przez większość czasu jest niewidoczny?". Strasznie mnie to pytanie irytowało, gdyż mało kto, już po wytłumaczeniu, rozumiał "po co mi on". Moja odpowiedź była zawsze taka sama: "A po co go ktoś ma widzieć, skoro zrobiłam go dla siebie. Nie dla innych. Po prostu chciałam go mieć, bo mi się podobał...."
Tak też jest w moim wypadku z kosmetykami. Kupuję je po prostu, bo chcę je mieć. "Przepłacam", bo mam takie widzimisię. Tak jest też z ubraniami, butami i innymi. Nie chcę wręcz, żeby każdy na mnie zwracał uwagę, gdyż to nie jest mój żywioł. Blog jednak to coś zupełnie innego. Bo kto jak kto, ale blogerki myślę, że są w stanie to zrozumieć moją postawę lepiej niż ktokolwiek inny:)


Na koniec pytanie: czy jest ktoś kto przeczytał do końca ten dłuuuugaśny post?:D

środa, 18 kwietnia 2012

Revlon - Passion Fruit (pachnący lakier)

Jeden ze starszych lakierów w moich zbiorach, za którym średnio przepadam. Być może wynika to z tego, że po pewnym czasie zaczyna mnie mdlić od jego zapachu... Możliwe, że wkurza mnie jego trwałość, a raczej w jego wypadku jej brak... Poprzednio, gdy miałam go na paznokciach, trzymał się maksimum dwa dni, a potem pojawiały się piękne odpryski. Teraz było lepiej i wytrzymał spokojnie 3 dni noszenia, potem go zmyłam. Jednak bynajmniej nie jest to jego zasługa, ale odżwyki do paznokci La Rosa, którą stosuję jako bazę pod lakiery... Muszę przyznać, że jestem z niej strasznie zadowolona i porzuciłam dla niej Nail Teka... Ale o niej kiedy indziej... Dziś o moim pierwszym (i być może ostatnim) lakierze firmy Revlon.


Lakier zamknięty jest w prostej, 14,7 ml buteleczce. Ma długi i średnio gruby pędzelek. Schnie szybko. 
Po wyschnięciu pachnie. Jest to dość ładny zapach, taki... egzotyczny trochę... Oj, zapachów ja opisywać nie umiem. Niemniej jest bardzo ładny, jednak na dłuższą metę potrafi przyprawić o ból głowy;)
Passion Fruit to według mnie ładna fuksja. To takie pomieszanie fioletu i różu, z większą dozą tego drugiego. Wydaje mi się, że takie kolory najlepiej prezentują się na bladych dłoniach. Na pewno jednak bardzo przyciąga on uwagę otoczenia, czego sama doświadczyłam kilkakrotnie:)


Przypominam Wam także, o moim trwającym konkursie (KLIK!). Czas na zgłaszanie się macie już tylko do piątku:)


wtorek, 17 kwietnia 2012

Sprzedam! - Obniżka cen | Cult Nails - zapytanie

Jako, że rzeczy w zakładce "sprzedam" wciąż mi zalegają w kącie, postanowiłam dość drastycznie obniżyć ceny... Wszystko po 17 zł. Znajdziecie tam całkowicie nowe odżywki firmy Tigi oraz zestaw kosmetyków ze szminką Benefit w roli głównej...

 


Dodatkowo mam jeszcze do Was pewne pytanie... Czy któraś z Was nie zamawiała może lakierów firmy Cult Nails i nie orientuje się, jak kształtują się koszty przesyłki do Polski? Bo muszę przyznać, że oszalałam na punkcie jednego z tamtejszych lakierów;)


poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Bioclin Acnelia

Próbki te otrzymałam już daaawno temu do testów dzięki Agencji Werner i Wspólnicy. Notka pojawia się jednak dopiero dziś, gdyż gdy chciałam napisać recenzję to opinie o tych produktach były na co drugim blogu, a później kompletnie o tym zapomniałam... Aż do dzisiaj... Tak więc przchodząc do sedna. Oto co miałam okazję testować:

Bioclin Acnelia C - żel oczyszczający

 

Żel do codziennego oczyszczania skóry mieszanej, tłustej i skłonnej do zmian trądzikowych.
Dzięki wyselekcjonowanym składnikom aktywnym skutecznie zapobiega powstawaniu zmian trądzikowych. Delikatny w działaniu. 

Charakterystyka:
•Nie wysuszając czyści skórę, dokładnie usuwając zanieczyszczenia, nadmiar sebum i pozostałości po makijażu.
•Dogłębnie oczyszcza pory sprawiając, że stają się one mniej widoczne.
•Delikatnie złuszcza zewnętrzne warstwy epidermy, stymulując odnowę komórkową.
•Reguluje i normalizuje produkcję sebum.
•Hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za trądzik.
Efekt:
Preparat pozostawia skórę dokładnie i głęboko oczyszczoną. Pory są mniej widoczne, a skóra jest wyraźnie wygładzona zyskując „efekt nowej skóry”. 

Innowacyjne składniki aktywne:
ACNACIDOL ™ BG i PIROLIDYNOKARBOKSYLAN CYNKU (ZINC PCA): reguluje produkcję sebum i hamuje rozmnażanie się bakterii odpowiedzialnych za trądzik.
SALICYLAN SODU: złuszcza i koi.
KOMPLEKS ŁAGODZĄCY (α-bisabolol, glycyrynian dwupotasowy, ksylitol): koi i łagodzi. 

Sposób stosowania:
Spienić niewielką ilość żelu i wody na dłoniach. Nanieść  na  wcześniej zwilżoną twarz i delikatnie masując czyścić ją skupiając się  w szczególności na czole, okolicach nosa i brody. Spłukać żel wodą i wytrzeć twarz.  Stosować rano i wieczorem. 

Delikatny dla skóry:
•Bez SLES i SLS.
•Testowany na obecność niklu, kobaltu, chromu, palladu i rtęci.
•Klinicznie i dermatologicznie testowany.
•Nie zatyka porów.


Cena: 29,27 zł za 200 ml

Bioclin Acnelia K - kuracja przeciwtrądzikowa

 
 

Kuracja przeciwtrądzikowa o działaniu mikro złuszczającym do skóry tłustej i skłonnej do wyprysków.  Wygładza powierzchnię skóry. Minimalizuje niedoskonałości skóry. Zapobiega rozmnażaniu się bakterii odpowiedzialnych za trądzik.
Efekt:
Niedoskonałości skóry zostają usunięte, zaczerwienienia zmniejszone, a skóra odzyskuje jednolity wygląd i blask.
Innowacyjne składniki aktywne:
ACNACIDOL™BG 3%, PIROLIDYNOKARBOKSYLAN CYNKU (Zinc PCA) ,PIROLIDYNOKARBOKSYLAN MIEDZI (Copper PCA) 0,3%: reguluje sebum i hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za trądzik.
SALICYLAN SODU 2% : złuszcza i łagodzi.
KOMPLEKS KRYJĄCY : matuje.
KOMPLEKS ŁAGODZĄCY (α-bisabolol, kwas taninowy i glycyrynian dwupotasowy) : koi i łagodzi.
Stosowanie:
Nakładać rano i wieczorem na umytą i suchą twarz. Delikatnie masować aż do całkowitego wchłonięcia. Unikać kontaktu ze skórą wokół oczu.  Jako kurację uderzeniową stosować przez okres 3-4 tygodni, później używać EMULSJĘ DO CERY TRĄDZIKOWEJ BIOCLIN ACNELIA M.
Delikatna dla skóry:
  • Testowana na obecność niklu, kobaltu, chromu, palladu i rtęci.
  • Klinicznie i dermatologicznie testowana.
  • Nie zatyka porów. 
Cena: 38,13 zł za 30 ml



 Bioclin Acnelia M - emulsja do cery trądzikowej

 

 Emulsja do codziennej pielęgnacji skóry mieszanej, tłustej i skłonnej do zmian trądzikowych. Dzięki wyselekcjonowanym składnikom  aktywnym  nawilża, reguluje wydzielanie sebum i zapobiega powstawaniu zmian trądzikowych.
Efekt:
Skóra jest idealnie nawilżona, jednolita, gładka i matowa.
Innowacyjne składniki aktywne:
ACNACIDOL ™BG 2,5%,  PIROLIDYNOKARBOKSYLAN CYNKU (Zinc PCA)
PIROLIDYNOKARBOKSYLAN MIEDZI (Copper PCA) 0,2% : reguluje produkcję sebum i hamuje rozwój bakterii odpowiedzialnych za trądzik.
SALICYLAN SODU 1% : złuszcza i koi.
KWAS HIALURONOWY o niskiej masie cząsteczkowej  : nawilża.
KOMPLEKS ŁAGODZĄCY (α-bisabolol, kwas taninowy  i glycyrynian dwupotasowy) : koi i łagodzi.
Sposób stosowania:
Nakładać emulsję rano i wieczorem na umytą i suchą twarz.
Masować aż do całkowitego wchłonięcia. Unikać kontaktu ze skórą wokół oczu.
Idealna  jako podkład pod makijaż.
Delikatna dla skóry:
•Testowana na obecność niklu, kobaltu, chromu, palladu i rtęci.
•Klinicznie i dermatologicznie testowana.
•Nie zatyka porów.

Cena: 34,93 zł za 40 ml




Kosmetyki dostępne są wyłącznie w sklepie internetowym  www.sklep.ganassini.pl/



MOJA OPINIA:
Teraz czas na moje krótkie podsumowanie całej serii...
Zaczynając od żelu... Ma wodnistą konsystencję, średnio się pieni, jednak jest dość wydajny. Ma normalny, kosmetyczny, nie drażniący zapach. Oczyszcza dość dobrze, jednak niestety mi wysuszał miejscami cerę. Nie zmniejszył widoczności porów, ale na to wcale nie liczyłam. Jednak po używaniu go równocześnie z kuracją przeciwtrądzikową zauważyłam, że baaardzo sporadycznie pojawiąją się u mnie "niemiłe niespodzianki". Co do regulowania wydzielania sebum, to sam nie był w stanie tego u mnie zdziałać...
Kolejnym krokiem była kuracja przeciwtrądzikowa. Ma ona formę lekkiego kremu, który szybko się wchłania. Wydaje mi się, że lekko matowiła moją cerę, jednak nie na tyle, żeby był to spektakularny efekt. Myślę, że to głównie ona sprawiała, że niedoskonałości na mojej twarzy pojawiały się bardzo sporadycznie.
Końcowym etapem była emulsja, która miała konsystencję oraz  zapach podobny do kuracji... Wydaje mi się ona też najlepszym elementem tego zestawu. To przy używaniu jej miałam najbardziej "unormowaną" cerę. Aczkolwiek możliwe, że była to zasługa dwojga jej poprzedników.... Jednak co mi się w niej najbardziej podobało to to, że bardzo fajnie odżywiała moje policzki, czego Bioclin Acnelia K nie robiła wcale....

Żeby nie było tak pięknie... to jak wiecie otrzymałam do testów próbki... A jak wiadomo próbki dają nam średni podgląd. Ja postanowiłam także dokonać małych testów na moim młodszym, nastoletnim bracie, który boryka się z istną plagą pryszczy ostatnimi czasy. I u niego cóż... Nie było takich efektów jak u mnie... Kuracja ta pod względem zapobiegania niedoskonałościom nie zdziałała nic....W dodatku cera tylko chwilowo była lekko zmatowiona. A  żeby było mało, to miejsca wrażliwe miał znacznie przesuszone....

Podsumowując.... Ciężko mi ocenić te produkty, gdyż u mnie się nawet dobrze sprawdziły, natomiast u mojego, bardziej wymagającego, brata już niezbyt. Według mnie ta seria jest dobra dla osób, które mają  mieszaną, średnio wrażliwą cerę, na której bardzo sporadycznie pojawiają się niedoskonałości, jak w moim wypadku. Jeśli jednak macie poważniejsze problemy z trądzikiem, lub macie wrażliwą skórę, to według mnie nie są to produkty dla Was....