Obserwatorzy

sobota, 30 marca 2013

Minęły już dwa lata.. DZIĘKUJĘ!:)

Tak, tak.. Jestem tu już ponad dwa lata. Dokładnie 25 marca stuknęły mi dwa lata prowadzenia tego bloga. A wszystko oczywiście dzięki Wam. Jest już nas razem ponad 800, za co Wam bardzo dziękuję:) Gdyby nie Wy na pewno blogowanie nie sprawiałoby mi takiej przyjemności i nie dawało takiej satysfakcji:)
Ostatnio co prawda moja regularność w notkach kuleje, ale niestety uczelnia mnie pochłania kompletnie... Jednak mam nadzieję, że jakoś to przetrwamy i za rok będziecie ze mną świętować trzecie urodziny:)

Tak więc... jeszcze raz:

DZIĘKUJĘ!! :)

wtorek, 19 marca 2013

Pomadka w płynie od Make Up Factory

Dziś recenzja kosmetyku, który gości już u mnie dłuższy czas, a jeszcze nie doczekał się recenzji. A powinien już dawno temu, bo jestem z niego bardzo zadowolona. Mowa dziś będzie o pomadce w płynie firmy Make Up Factory, a dokładniej o jej odcieniu opatrzonym numerkiem 45.


Opakowanie jest standardowe dla tego typu produktów. Prostokątne, przeźroczyste opakowanie ze srebrną nakrętką. W dodatku jest ono dość wytrzymałe i przeżyło bez uszczerbków kilka upadków ze średniej wysokości. Niestety napisy na nim nie należą do tych najtrwalszych i jak widać w moim egzemplarzu miejscami już się mocno starły.


Aplikator tutaj występujący jest w formie wąskiego, miękkiego pędzelka. Bardzo przypadł mi on do gustu. Nabiera odpowiednią, w moim przypadku, ilość pomadki, a przy tym bardzo dobrze się ją aplikuje nim na usta.


Pomadka ta ma gęstą, dobrze kryjącą konsystencję. Przy tym mocno się błyszczy. Właściwie to daje efekt niczym mocno kryjący błyszczyk. Nie wysusza ust. Nie jest także "klejuchem" i właściwie kilka minut po aplikacji nawet jej na ustach nie czuję. Jeśli chodzi o trwałość to jest średnia. Dość szybko się zjada, jednak znika ona z ust równomiernie. Zapach jest specyficzny, słodki... Taki szminkowy.
Trudno mi opisać właściwie odcień numer nr 45... Dla mnie to taki brudny, dosyć ciemny róż z odrobiną "brzoskwiniowych" nut, które jednak są widoczne tylko w pewnych momentach. Kolor jest zdecydowanie w moim typie i na ogół wybieram szminki w tego typu, przybrudzonych odcieniach.

A oto jak prezentuje się owa pomadka w płynie na moich ustach...



Osobiście polecam! Tym bardziej, że cena w promocji za którą mi się ją udało kupić była bardzo znośna (coś koło 20 zł), a owe promocje w Marionnaud (gdzie wyłącznie jest dostępna) często się zdarzają;)

czwartek, 14 marca 2013

Paczka od L'Occitane

W zeszłym tygodniu dotarła do mnie przesyłka od L'Occitane. Niestety dopiero dziś jestem w stanie Wam ją pokazać. Oto i ona:


W uroczym koszyczku, który zapewne posłuży mi do przechowywania jakichś kosmetyków, znalazłam:
- 10 ml krem do rąk
- 5 ml wody toaletowej Pivonie Flora
- 50 g mydło z masłem shea
- 50 ml żel pod prysznic z serii Werbena
- 15 ml krem do twarzy na noc z serii Immortelle

Jeśli chodzi o moje zadowolenie z otrzymanych kosmetyków to jestem całkiem zadowolona. Nie przeszkadza mi nawet to, że są to miniaturki, chociaż rozumiem, że niektórych może to mierzić. Żałuję tylko, że z trzema z otrzymanych przeze mnie kosmetyków, miałam już styczność wcześniej i nie są one dla mnie niczym nowym. Ba, w domu mam nawet jeszcze jedną 10 ml tubkę kremu oraz jedną 30 ml tubkę kremu. Żel (uwielbiam jego zapach!) i mydło też kiedyś już miałam. Jedynymi nowościami są więc dla mnie: krem na noc oraz woda toaletowa.  Kremu naprawdę jestem bardzo ciekawa i w przyszłym tygodniu zabieram się za jego intensywne testy.



Przy okazji zaktualizowałam zakładkę "Lakierowy kuferek" (KLIK!). Jest w nim wymieniona cała moja lakierowa kolekcja. Dodatkowo każdy lakier, który doczekał się już recenzji jest podlinkowany i klikając na jego nazwę przeniesie Was do posta z nim. Myślę, że takie rozwiązanie jest dla Was, a także dla mnie (już się gubię w recenzjach;)), sporym ułatwieniem. W dodatku jeśli chciałybyście bardzo zobaczyć na moich paznokciach jakiś lakier, który nie doczekał się recenzji piszcie w komentarzu. Nie krępujcie się;) Ułatwi mi to podejmowanie decyzji odnośnie kolejności ich recenzji;)

sobota, 2 marca 2013

Szminki MAC - Lustering, Syrup, Plumful

Szminki MAC od pierwszego użycia stały się moimi ulubionymi mazidłami do ust. Nie wiem, czy coś będzie je w stanie zdetronizować w moim wypadku.


Standardowo już zacznę od opakowań, których wygląd mi naprawdę bardzo się podoba. Przede wszystkim są one bardzo proste, co mi się chyba najbardziej podoba. W dodatku wydają się solidnie wykonane i zamykają się również lepiej niż inne. Każda szminka dodatkowo zapakowana jest w kartonik, również koloru czarnego. Opakowania szminek (opakowania, nie kartoniki na nie) biorą udział w akcji back2mac, wedle której bodajże 6 pustych opakowań (jeśli się mylę to proszę o korektę;)) po kosmetykach opatrzonym tym napisem, można wymienić na dowolną szminkę. Według mnie naprawdę fajna akcja, chociaż jak wiadomo, zużywanie kolorówki zajmuje jednak sporo czasu;)


Firma MAC produkuje swoje szminki w pod ośmioma różnymi wykończeniami : Amplified, Amplified Creme, Cremesheen, Frost, Glaze, Lustre, Matte, Satin. Nie jestem specjalistką od wykończeń w MACowych szminkach, dlatego też w poście tym nie poruszę tego tematu  (jakby co w necie też jest pełno postów na ten temat;)). Mi najbardziej do gustu przypadło wykończenie Lustre. Krycie w tych szminkach można łatwo stopniować: jedna warstwa daje naprawdę subtelny efekt, więcej da już mocniejszy kolor. Przy tym kolor ten jest dość mocno, jak na szminkę, błyszczący. Szminki te w żadnym stopniu nie wysuszają moich ust, a i trwałość mają zadowalającą. Ich aplikacja to bajka: miękko suną po ustach a w dodatku mają miły, lekko waniliowy zapach.


L-P: Lustering, Plumful, Syrup
Od góry: Syrup, Plumful, Lustering
Jednak najbardziej w szminkach MAC urzekły mnie oczywiście ich kolory. Gama kolorystyczna jest po prostu powalająca. Zresztą co pewien czas wzbogacana jest ona o kolejne odcienie, wchodzące w skład limitowanych kolekcji. Słów więc parę na temat moich szminek:
Syrup - chłodny, lekko "sinawy", delikatny fiolet. Jest to odcień bardzo zbliżony do mojego naturalnego koloru ust, więc czuję się w nim wyjątkowo dobrze.
Plumful - według mnie także jest to fiolet, jednak dużo mocniejszy niż Syrup. Jest dość wyrazisty, ciemny i  wpada w róż. Świetnie współgra z jasną cerą.
Lustering - mocny, lekko jaskrawy, ciemniejszy róż. Rzucający się w oczy odcień. Zdecydowanie mój faworyt na wiosnę!:)


Na koniec bonus w postaci zdjęć wszystkich trzech na moich ustach. Chociaż tutaj akurat kolory wyszły zdecydowanie zbyt wyblakłe:(

Od góry: Syrup, Lustering, Plumful




Jak dla mnie szminki MAC, a przynajmniej te o wykończeniu Lustre, są idealne. Na pewno sięgnę po inne kolory, gdy coś wpadnie mi w oko. Jedynym ich minusem może być cena - aktualnie bodajże 86 zł. Eh, w zeszłym roku jeszcze za 79 zł były.... Jednak cóż... Za taką jakość i taki komfort używania jestem w stanie tyle zapłacić:)


A czy Wy znacie szminki tej firmy? Jeśli tak, to może macie jakichś swoich faworytów, których możecie mi polecić?;>