Obserwatorzy

niedziela, 30 czerwca 2013

Wyprzedaż w Pandorze + wygrana w konkursie

Wyprzedaże zaczęły się chyba już wszędzie. W sklepach z ciuchami, butami, akcesoriami. Pandora także uległa i zaczęła sezonową wyprzedaż wycofywanych produktów. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skorzystała...

 Charms o wdzięcznej nazwie "Gołąbek pokoju" kusił mnie już dość długo, jednak jego cena skutecznie mnie odstraszała (399 zł). Nic dziwnego więc, że gdy został przeceniony na 275 zł poleciałam do salonu i w końcu wpadł w moje ręce. Zakupu absolutnie nie żałuję, gdyż naprawdę jest śliczny.


Wczoraj natomiast skusiłam się na jasnofioletową macrame. Oczywiście także jest ona w promocji - wszystkie kolory przecenione są ze 129 zł na 95. Na ręce prezentuje się pięknie, jednak sprawia mi póki co wiele problemów zakładanie jej. Jakoś tak... nie umiem za bardzo tymi sznureczkami manewrować, ale mam nadzieję, że nabiorę wprawy;)


Ostatnio też szczęście mi sprzyja i udało mi się wygrać główną nagrodę w konkursie Pandory na blogu Jestem Kasia (klik!).


Jak widać nagroda już do mnie dotarła, jednak nie było mi dane cieszyć się nią długo, gdyż (za moim pozwoleniem) skonfiskowała ją mama. Takim oto sposobem moja rodzina powitała kolejną pandoroholiczkę (tak, mama także skorzystała z wyprzedaży w Pandorze;)).


W moje ręce jeszcze wpadła piękna, niebieska, zapinana z tyłu, koszula z Mohito, która w dodatku ma piękne gipiurowe zdobienia na kołnierzy oraz rękawach. No cudeńko:) Szkoda, że zapomniałam jej zdjęcie zrobić...;/


A co wam udało się upolować na wyprzedażach? :) Śmiało, chwalić się mi tu!:)

niedziela, 23 czerwca 2013

Krem Odżywczy od Synesis, czyli mój obecny ulubieniec wśród kremów do twarzy!

Znaleźć idealny krem do twarzy to nie lada wyzwanie. Sama już dość długo eksperymentuję z różnymi kremami w poszukiwaniu ideału. Począwszy od tańszych marek drogeryjnych (Ziaja), poprzez te droższe marki apteczne (Sanoflore), aż po mój najnowszy nabytek od mało dostępnej firmy Synesis. I to właśnie o nim dziś będzie recenzja, gdyż naprawdę warto przyjrzeć mu się bliżej.


 Krem przyszedł do mnie zapakowany w papierową torebkę z logo firmy, w której dołączona była do niego kartka ze szczegółowym opisem jego działania. Firma, jak zawsze, zadbała o każdy szczegół;) Sam krem zamknięty jest w porządnym, dość ciężkim, białym słoiczku ze złotą nakrętką z logo Synesis. W środku znajdziemy 50 ml kosmetyku. 

Niektórym może nie przypaść do gustu jego zapach, gdyż jest taki świeży, jak dla mnie lekko cytrusowawy. Mi się bardzo podoba, jednak myślę, że niektórym tego typu zapachy mogą się kojarzyć głównie z płynami do zmywania naczyń, czy mleczkami do czyszczenia;) Najdziwniejsze dla mnie w tym kremie są konsystencja oraz jego aplikacja. Jeśli chodzi o to pierwsze, to jest ona taka lekko kleista i chyba właśnie dlatego aplikacja tego cuda jest taka dziwna. Mianowicie krem strasznie się maże na skórze. Po prostu im bardziej się go wciera, tym gorzej i przez to ciężko go rozprowadzić. Na początku strasznie mnie to wkurzało, jednak teraz już do tego przywykłam.. 

tutaj starałam się uchwycić to "mazanie się" kremu...
Krem wchłania się dość szybko, lekko przy tym matowiąc skórę. Natomiast to co mnie w nim urzekło to działanie. Na moją cerę ma on wręcz zbawienny wpływ. Przede wszystkim ją.. "normalizuje", przez co nie świeci się ona tak szybko i wygląda zdrowo i jednolicie. Zapobiega on też w moim wypadku pojawianiu się wszelkich niemiłych skórnych niespodzianek, a także bardzo pomaga w pozbywaniu się tych już obecnych. Miejsca, które mają skłonność do wysuszenia (policzki) bardzo dobrze nawilża. Co więcej... mam wrażenie że dobrze działa także na pory, przez co są one trochę mniej widoczne..Moja cera jest dzięki niemu bardzo miękka i miła w dotyku, a jej koloryt bardziej wyrównany.
Krem ten nie należy do najtańszych - jest do kupienia w sklepie internetowym Synesis (klik!) za 88 zł, jednak jak dla mnie jestw  100% warty tej ceny. Co więcej, sklep Synesis często robi różnego rodzaju promocje, więc wtedy tym bardziej warto. 

Jak tylko skończę to opakowanie (a jeszcze trochę to potrwa, bo jest szalenie wydajny),  na pewno skuszę się na kolejne opakowanie. Chwilowo więc... pod względem pielęgnacji twarzy jestem w pełni usatysfakcjonowana;) A to się chyba rzadko zdarza, więc o czymś to świadczy:)


A jakie są Wasze ulubione kremy do twarzy? Chętnie poczytam i być może kiedyś się skuszę:)

czwartek, 20 czerwca 2013

Nowości kosmetyczne oraz pandorowe...

Sesja trwa, więc gdy tylko się nadarzyła okazja (czyt. pieniądze ze stypendium na koncie;)) nie mogłam się oprzeć i poczyniłam kilka bardziej, jak i mniej potrzebnych zakupów...


Tymi bardziej potrzebnymi, a wręcz koniecznymi, były zakupy, które poczyniłam w Super-Pharm...


Przede wszystkim musiałam kupić jakieś mleczko do opalania. Oczywiście z jak najwyższym filtrem, ale w miarę znośnej cenie.  Akurat na promocji było mleczko Lirene dla dzieci z filtrem 50 (koło 23 zł), więc to właśnie na nie, jak widać, się zdecydowałam. Do tego wypatrzyłam na promocji  Panthenol w sprayu (11,99 zł), więc zapobiegawczo, także go przygarnęłam. Przy kasie okazało się, że mogę skorzystać z promocji i otrzymać krem pod oczy Biodermy za 9,99 zł. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skorzystała;)


Przy okazji zahaczyłam też o The Body Shop, gdzie obecnie trwają wyprzedaże. Z myślą o wakacyjnych wyjazdach zgarnęłam dwa żele pod prysznic (12,50 z 25 zł). Muszę przyznać, że pachną wprost obłędnie i na wakacyjne wypady będą idealne. Do tego skusiła mnie również mgiełka do ciała/pomieszczeń, która również była przeceniona (18,50 z 37 zł) i która ma świetny zapach. Czasami czuję w niej samą wanilię, a kiedy indziej wanilię przełamaną taką kwaskowatą, świeżą nutą. Fajny zapach, oj, fajny :)


 Z wyprzedaży blogowej od Lidii z bloga Lady Anchor Blog (klik!) dotarł do mnie lakier OPI Muir Muir On The Wall z kolekci jesiennej San Francisco. Na zdjęciu kolor wyszedł nijako, jednak w rzeczywistości to piękny brązowo-fioletowy lakier. Cudo. Jak widać Lidia zasypała mnie także próbkami, które również chętnie przetestuję i za które jeszcze raz bardzo dziękuję:) Oczywiście zachęcam do odwiedzenia bloga Lidii, bo według mnie naprawdę warto :)


Firma Golden Rose wypuszcza ostatnio na rynek bardzo dużo ciekawych lakierów. Brokaty, piaski, piórka... Przy okazji darmowej wysyłki od bodajże 35 zł skusiłam się na piórkowy lakier Impression o numerze 04, brokatowy Jolly Jewels nr 106 oraz piaskowy lakier Holiday nr 58. Co tu dużo pisać... zapowiadają się bardzo fajnie, zwłaszcza piasek:)



Oprócz zakupów kosmetycznych, poczyniłam także kilka pandorowych zakupów. Oto i one:


Zaczęłam odczuwać brak klipsów na mojej bransoletce, więc przy ostatniej wizycie w salonie Pandory zaopatrzyłam się w dwa gładkie klipsy, o ciekawych brzegach. U zagranicznego sprzedawcy udało mi się natomiast kupić limitowany charms z 2011 roku - Midnight Heart. Jestem nim zachwycona i  chwilowo to takie moje oczko w głowie;) Natomiast łańcuszek zabezpieczający oraz wzorzystą baryłkę kupiłam w irlandzkim sklepie internetowym Arnotts (klik!), gdyż były przecenione aż o połowę. A że na łańcuszek już dość długo ostrzyłam sobie zęby, to nie mogłam przepuścić takiej okazji. Wysyłka była co prawda dość droga, bo 12,50 euro, jednak jest ona w pełni rejestrowana i na bieżąco mogłam śledzić na stronie, gdzie aktualnie znajduje się moja paczka:)

A aktualnie moja dwutonowa Pandora prezentuje się tak:


W zamyśle ma ona być złożona z samych srebrno-złotych charmsów, jednak na razie będzie w taki sposób zapełniona...



Przy okazji... pytanie do pandorowych ekspertek.. Czy Pandora w Irlandii ma dodatkowe znaczki wybite na swoich produktach? Gdyż zdziwiło mnie to, że na moich łupach z tego właśnie kraju obydwie rzeczy oprócz wybitego ALE i S925 mają jeszcze jeden znaczek, który nie wiem co ma oznaczać. Jakby któraś z Was wiedziała co to jest i co znaczy, byłabym wdzięczna za wyjaśnienie mi:)

środa, 12 czerwca 2013

Piękny duochrom, czyli Alias od Color Club...

Firma Color Club nie należy do moich ulubionych firm lakierowych (właściwie sama nie wiem do końca czemu...), jednak Alias idealnie trafia w mój gust i jest jednym z moich lakierowych faworytów. Nie jest to zbytnio "letni" kolor, więc w klimat ostatnich deszczowych dni wpisuje się idealnie...


Buteleczka Color Club jest prosta, bez zbędnych dodatków. Może nawet zbyt skromna i zwyczajna jak dla mnie. Pędzelek jest odpowiedni - nie jest ani zbyt gruby ani zbyt cienki (chociaż ja tam lubię "szczoty" od OPI;)). Konsystencja jest... dziwna. Lakier bardzo szybko schnie na płytce, co na początku sprawiało mi problem, gdyż wysychał mi w trakcie aplikacji. Teraz jednak nauczyłam się z nim obchodzić i malowanie nim paznokci nie sprawia mi żadnego problemu. Trwałość natomiast jest naprawdę bardzo dobra. Zwłaszcza w połączeniu z bazą tej samej firmy. W tym przypadku lakier jest w stanie utrzymać się na paznokciach równy tydzień.


Alias to ciężki do opisania kolor. Typowy duochrom. W zależności od oświetlenia oraz jego kąta padania raz jest zielono-żółty, raz fioletowy, a innym razem jeszcze brązowawy. Taki "żuczek" trochę. W buteleczce natomiast mieni się wszystkimi kolorami tęczy. To właśnie mnie w nim urzekło - ta nieokreśloność... Gdybym zresztą musiała jednym słowem opisać jego barwę to nie byłabym w stanie. Jak dla mnie to takie dziwaczne (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) cudo.


Na koniec jeszcze pochwalę się mini zakupami, które poczyniłam z racji tego, że wrócił mój apetyt na nowe lakiery.


Apetyt ten podsyciły oczywiście promocje. Zwłaszcza ta na The Man With The Golden Gun z rzekomo płatkami złota, który obecnie w sklepie kupkosmetyk (klik!) jest przeceniony z 149 zł na 59. Oczywiście musiałam skorzystać, gdyż lakier ten chodził mi po głowie już dłuuuugi czas a byłam nawet skłonna kupić go za cenę regularną. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się go dorwać na promocji. Do niego dobrałam lakier Polka.com, o którym też już jakiś czas myślałam, a który także był przeceniony. Nie była to co prawda aż tak duża przecena, jednak jakby na to nie patrzeć zawsze lepiej zapłacić 29 zł niż 49;)