Obserwatorzy

piątek, 14 marca 2014

Wielki (??) powrót a przy okazji sprzątanie kosmetyczki, czyli WYPRZEDAŻ ;)

Sama nie wiem jak zacząć tego posta. Może więc zacznę, że dłuuuuugo mnie nie było. Patrząc na daty to będzie gdzieś 5 miesięcy. Dlaczego zniknęłam? Cóż, mam za sobą chyba najgorszy semestr w życiu. Przy tym również chyba najbardziej wymęczającą sesję, z jaką miałam do czynienia. Multum nauki oraz praca w weekendy niestety sprawiły, że niewielką ilość mojego wolnego czasu przeważnie przeznaczałam na nadrabianie niedoborów snu.

Teraz jednak zanosi się na to, że wolnego czasu będę mieć więcej więc mogę powrócić. Co prawda notki nie będą się pojawiać na pewno codziennie ale myślę, że ogólnie wpisy będą w miarę regularne. No może jedynie oprócz pewnego okresu w kwietniu, kiedy to wyjeżdżam na zasłużone wakacje w tropiki:)

Przy okazji powrotu zrobiłam też przegląd kosmetyczki i wybrałam rzeczy, których nie używam i których chciałabym się pozbyć. Jest to paletka The Balm, The Body Shop, troche lakierów OPI i innych. Zachęcam więc do zajrzenia do zakładki " Sprzedam!" u góry strony albo kliknięcia w link poniżej :)

Wyprzedaż :)


Muszę przyznać, że stęskniłam się za Wami i cieszę się, że waracam tutaj. Nawet bardzo :)

środa, 23 października 2013

Aktualizacja zakładki sprzedam: m.in paletka theBalm, odsypka meteorytów...

Po raz kolejny po selekcji w zakładce wylądowały rzeczy, których już jakiś czas nie używam. Wśród nich znalazła się limitowana paletka theBalm - Balm Jovi (cena rynkowa to około 140 zł), której nie używam, gdyż cieni zaczynam mieć aż nadto, a róż i rozświetlacz mam w wersji pełnowymiarowej. Tak więc serdecznie zapraszam Was do zaglądniecia. Nie ukrywam, że przydałyby się nowe fundusze na zakupy w sklepie internetowym MAC ;)



Zapraszam! :)

czwartek, 10 października 2013

Szaleństwo zakupów z Pandorą

Tegoroczny październik to miesiąc różnego rodzaju akcji rabatowych. Począwszy od wszelakich "nocy zakupów" , na weekendowych szaleństwach z rabatami z różnych gazet skończywszy. Oczywiście sama nie mogę przegapić takich okazji do zakupów. Z ostatniego weekendu z rabatami Z InStyle/Elle po prostu musiałam skorzystać. Zwłaszcza, że był  w nich kupon na gratisową bransoletkę z Pandory przy zakupie powyżej 299 zł. Cóż... Sama rok temu właśnie z taką promocją zaczęłam przygodę z tą firmą, a akurat się dobrze składało, bo zapełniłam całą otrzymaną rok temu srebrną bazę i pilnie potrzebowałam nowej. Tak więc.. Moje skromne zakupy z zeszłego weekendu prezentują się następująco:


Klips "Morskie fale" do czarnej macramki chodził za mną już bardzo długo. Kiedy w końcu nawet chciałam go kupić jakiś czas temu tak się złożyło, że był niedostępny. Teraz jednak czekał na mnie w salonie i w końcu wpadł w moje ręce:)
Natomiast "Polski charms" podbił moje serce od razu, gdy tylko zobaczyłam go na żywo, w salonie. Na zdjęciach promocjnych jakoś tak nie przyciągał mojej uwagi. Natomiast na żywo totalnie zawrócił mi w głowie i wiedziałam, że jego posiadanie to tylko kwestia czasu...


Od przyszłego tygodnia wracam z nowymi, kosmetycznymi postami. Mam tylko nadzieję, że pogoda będzie sprzyjać swatchom, bo za oknem zaczyna być iście jesiennie. Eh, momentami to już nawet tą zbliżającą się powoli zimę czuję.. Grr... A jej to naprawdę nie lubię... ;)

środa, 11 września 2013

Co się ze mną działo przez ostatni miesiąc - spóźniona część druga ;)

Wybaczcie, że dopiero teraz pojawia się post, ale niestety - odbywam praktyki z uczelni, a po powrocie do domu padam i jedyne o czy myślę to sen. Tak więc..krótka, zaległa relacja, a później już wracam do standardowych postów;)


Cóż za trafny numer i kierunek :P
Wyluzowane foki




We Władysławowie spędziliśmy ponad tydzień. Jakie są moje wrażenia? Cóż, mieszane. Przede wszystkim: strasznie tłoczno. Po prostu wszędzie dzikie tłumy. Na plaży, w knajpach, w pociągach. No wszędzie;) Na plaży rywalizacja pt. "kto zajmie większy obszar plaży" lub "kto będzie miał miejsce bliżej morza" ;) W dodatku trafiliśmy na lodowatą wręcz wodę. W czasie całego pobytu zanurzyłam się w naszym Bałtyku aż pięć razy, co uważam za spory wyczyn przy tamtej temperaturze morza. Samo Władysławowo bardzo ładne, z mnóstwem barów i knajp. Ryb najadłam się więc tam na cały rok ;) Tak jak i lodów i innych smakołyków.
Udało nam się także zaliczyć kilka atrakcji. Przede wszystkim Hel: fokarium, fortyfikacje itd. Rejs statkiem, wiadomo, standard. Przez chwilę byliśmy także na imprezie disco-polo ;) Wracając zaś pociągiem do domu mieliśmy nawet "przyjemność" jechać razem z kibicami, którzy zrobili zadymę na plaży w Gdyni (na szczęście specjalnie dla nich podłączono do pociągu dodatkowych kilka wagonów).

Ogólnie z wyjazdu jestem w miarę zadowolona. Jednak prawdopodobnie w lecie nieprędko wrócę nad polskie morze. Co innego zimą. Oj tak, zdecydowanie marzy mi się zobaczyć Bałtyk zimą :)

Szkoda, że wakacje, jak i moje fundusze, się tak szybko skończyły. Jednak już powoli planuję wycieczkę w dość niestandardowy i lekko "egzotyczny" rejon świata. Jednak co to będzie dam znać, jak będę na 100% pewna, że wypad ten wypali. Póki co jestem jednak bardzo pozytywnie nastawiona;)


niedziela, 25 sierpnia 2013

Co się ze mną działo przez ostatni miesiąc - częśc pierwsza ;)

W skrócie: urlopowałam się :) A wcześniej się do tego urlopowania przygotowywałam i nie miałam na nic zbytnio czasu. Jednak już wróciłam i dziś zdam Wam bardzo krótką relację z podróży.

Początkiem sierpnia pojechałam do Pragi. Miasto mnie totalnie urzekło, chociaż co wieczór z bólu nóg nie czułam (samego pierwszego dnia pobytu przeszliśmy pieszo ponad 25 km).









Co mnie głównie urzekło w Pradze? Przede wszystkim to, że niesamowicie tętni życiem, a przy tym panuje tam taka dość spokojna atmosfera. Później, wiadomo, architektura. Praga ma naprawdę multum pięknych, starych budynków. Począwszy od wszelkich kamienic w centrum, skończywszy na Moście Karola czy Hradczanach. Dzięki wykupionej przez nas dwudniowej "praskiej karcie turystycznej" (klik!) udało się nam (czyli mi i mojemu chłopakowi) zobaczyć naprawdę dużo i to w korzystnej cenie. Fakt, że czasami trochę ganialiśmy na wariata, ale dzięki temu udało nam się zobaczyć wszystko, co mieliśmy w planach ( a nawet i więcej;)). Jako że łącznie nasz pobyt w Pradze wynosił cztery dni, mieliśmy również czas, żeby na spokojnie poszwędać się po centrum. Swoją drogą wtedy też trafiłam na ulicę Paryską, gdzie mieszczą się butiki większości znanych projektantów i gdzie naprawdę można doznać szoku cenowego;)
Z ciekawych miejsc, które udało mi się zobaczyć, a które niekoniecznie są w każdym planie podróży turystów zdecydowanie polecam Muzeum Sztuki Użytkowej, gdzie większość eksponatów mnie zachwyciła. Ciekawe ( ale pod trochę innym względem;)) jest także Muzeum Maszyn Erotycznych, które także udało nam się zobaczyć, a niektóre wynalazki w nim znajdujące się zjeżyły nam włosy na głowie;)
Samo podróżowanie po Pradze jest faktycznie bezproblemowe - tramwaje, autobusy i metro dają naprawdę wiele możliwości. U nas początkowo problemem było kupno biletu, ale w końcu udało się nam trafić na kiosk i kupić owe świstki papieru...Swoją drogą bez problemu dogadaliśmy się ze sprzedawczynią - my mówiąc po polsku, ona - po czesku ;)
Jeśli zaś chodzi o jedzenie to z czystym sercem mogę Wam polecić restaurację ( a właściwie to stołówkę) Havelska Koruna (klik!) - stosunkowo tanio i przede wszystkim smacznie. Przy wejściu mają oni nawet menu w języku polskim ( w tym miejscu pozdrawiam grupę Polaków, którzy głośno zastanawiali się czy ceny podane są w koronach czy w złotówkach, dumając nad tym, czy to możliwe, żeby Coca-Cola kosztowała 36 zł ;]).


Krótko podsumowując - Praga mnie zauroczyła i na pewno jeszcze do niej wrócę. Czesi są w mojej opinii bardzo sympatycznym i przyjacielskim narodem, a ceny są zaś właściwie bardzo zbliżone do naszych. Zaś praskie zabytki... cóż, mnie zauroczyły:)


Na dziś to by było tyle. W części drugiej będzie trochę zdjęć z mojego pobytu nad polskim morzem - we Władysławowie. Jednak na pewno następna relacja będzie krótsza;)
A teraz lecę nadrabiać zaległości blogowe, gdyż wcześniej nie miałam kompletnie na to czasu, a przez moją nieobecność pewnie nowych notek do przeczytania są już setki;)

środa, 24 lipca 2013

Sezon na opalanie się w pełni...

Pogoda za oknem iście plażowa. Baseny w moim mieście przeżywają prawdziwe oblężenie. Ja natomiast powoli przygotowuję się na upragnione wyjazdy i kompletuję kosmetyczkę. Niestety, na basen z powodu pracy nie będzie mi chyba dane iść.


Ogólnie nie znoszę się opalać. Nienawidzę leżeć plackiem na plaży i tylko obracać się z boku na bok. W dodatku mocna opalenizna w moim wypadku również nie jest twarzowa.
 Stąd też w mojej kosmetyczce produkty z bardzo wysokim filtrem. W tym roku zdecydowałam się na dwa kosmetyki rodzimych marek: mleczko do ciała Lirene oraz krem do twarzy Pharmaceris. Mam nadzieję, że będę w nich w pełni zadowolona.
Oczywiście, jak zawsze, jestem też przygotowana na ewentualne "spalenie się" (jakkolwiek to brzmi;)). W tym wypadku także mam w pogotowiu dwa specyfiki mające przynosić ulgę: emulsję Neoviderm oraz spray chłodzący z pantenolem. Emulsję stosowałam już w zeszłym roku i mnie nie zawiodła. Mam nadzieję, że w tym roku również się sprawdzi.


A jakie są Wasze typy jeśli chodzi o kosmetyki do opalania? Stosujecie wysokie czy niskie filtry? No i przede wszystkim: korzystacie z pięknej pogody czy niestety tak jak ja spędzacie większość czasu w pracy? :)

czwartek, 18 lipca 2013

Color Club - Wild At Heart

Jako że pogoda za oknem jest dziś u mnie wręcz cudowna podzielę się dzisiaj z Wami recenzją lakieru, który cały swój urok jest w stanie pokazać właśnie w takich warunkach pogodowych. Tak więc... Dzisiaj serwuję piękny lakier firmy Color Club - Wild At Heart.




Jeśli chodzi o właściwości lakieru, to są one standardowe dla tej firmy i pewnie już nie raz o nich wspominałam. Pędzelek jest standardowy, dobrze się nim maluje. Jednak sam lakier jest dość gęsty, więc trzeba nim dość szybko operować. Oczywiście schnie wręcz błyskawicznie. Trwałość dla mnie jest zadowalająca - mam go na paznokciach już trzeci dzień i wciąż wygląda nienagannie.


Wild At Heart to w buteleczce "zwykły" fioletowy lakier z mnóstwem srebrnego pyłku. Jednak na paznokciach pokazuje on swoje prawdziwe, ukryte oblicze. Oblicze, które mnie osobiście powaliło (zwłaszcza jeśli chodzi o efekt w słońcu). W cieniu na paznokciach jest to fiolet z mnóstwem lekko mieniących się na różne kolory drobinek. Natomiast w słońcu pokazuje on swoje możliwości i widzę w nim dość mocny holograficzny efekt. Odbija cudownie światło i mieni się prawie że na wszystkie kolory tęczy. Cudeńko po prostu.
Niestety mój aparat nie był w stanie oddać w pełni tego efektu, jednak mam nadzieję, że coś na zdjęciach jest widoczne;)


Wybaczcie ostatnią przerwę w pisaniu, ale znów praca zmianowa daje o sobie znać. Ale już wkrótce wakacje;)